Logo Przewdonik Katolicki

Kasacja chrystusowców oddalona

Krzysztof Jankowiak
fot. Wojciech Muła /Wikimedia

Nie rekordowe odszkodowanie jest tutaj najważniejsze, a sam fakt przesądzenia, że Kościół może ponosić materialną odpowiedzialność za czyny wyrządzone przez księdza.

Milion złotych – tyle wynosi odszkodowanie, które księża chrystusowcy mają zapłacić kobiecie okrutnie skrzywdzonej przez księdza należącego do tego zgromadzenia. 31 marca Sąd Najwyższy oddalił skargi kasacyjne wniesione przez Towarzystwo Chrystusowe, co oznacza, że wyrok jest już ostateczny.
„W razie powierzenia przez instytuty zakonne duchownym zakonnym lub zakonnikom czynności służbowych do odpowiedzialności za szkody przez nich wyrządzone przy wykonywaniu tych czynności ma zastosowanie art. 430 Kodeksu cywilnego” – stwierdził Sąd Najwyższy.
 
O czym mówi artykuł 430
„Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”. Kodeks cywilny w tym przepisie ustanawia więc odpowiedzialność za cudzą winę – szkoda powstaje z winy kogoś, kto wykonuje jakąś czynność, a płaci ten, kto wykonanie tej czynności powierzył. Mówi się tutaj o odpowiedzialności na zasadzie ryzyka.
Art. 430 istnieje w niezmienionej postaci od uchwalenia Kodeksu cywilnego, czyli od 1964 r. Czy jest to sprawiedliwy przepis? Wyobraźmy sobie, że wynajmiemy firmę, która będzie nam remontować dom, a przy okazji remontu jakąś szkodę wyrządzi nam jeden z pracowników. Dzięki temu przepisowi nie musimy ścigać tego konkretnego pracownika, odpowiedzialność ponosi firma. Wspomniany przepis dotyczy jednak nie tylko domowych remontów. Może znaleźć zastosowanie w każdym przypadku, w którym następuje powierzenie wykonania jakichś czynności. Co istotne, szkoda w prawie cywilnym nie musi mieć charakteru materialnego – krzywda w sferze niemajątkowej jest również szkodą.
Jak art. 430 może odnosić się do Kościoła? Kościół – konkretnie diecezja lub zakon – powierza księdzu pełnienie jego posługi („wykonanie czynności”). Ksiądz pełni ją w imieniu Kościoła, a nie własnym – a więc „na rachunek” Kościoła. Oczywiste jest, że ksiądz w pełnieniu posługi podlega kierownictwu Kościoła i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek.  Te przesłanki art. 430 nie budzą najmniejszej wątpliwości. Musi być rzecz jasna również wina bezpośredniego sprawcy, oczywista w rozpoznawanej sprawie. Do odpowiedzialności z art. 430 konieczne jest jednak spełnienie jeszcze jednego warunku – szkoda musi powstać „przy wykonywaniu powierzonej czynności”.
 
Kiedy Kościół odpowiada za księdza
Kiedy można mówić, że ksiądz dokonując niedozwolonego czynu, działa „przy wykonywaniu powierzonej czynności” – a więc w ramach pełnionej posługi? Doktryna prawa i orzecznictwo sądów przechodzą w ostatnich kilkudziesięciu latach ewolucję w kierunku coraz szerszego rozumienia tego określenia i tym samym zwiększania zakresu odpowiedzialności osób prawnych. Trzeba bowiem podkreślić, że odpowiedzialność z art. 430 nie musi dotyczyć tylko Kościoła i długi czas w praktyce w ogóle nie dotyczyła Kościoła. Na przykład już w 1970 r. w sprawie, która dotyczyła odpowiedzialności Skarbu Państwa za czyn funkcjonariusza, Sąd Najwyższy stwierdził, że Skarb Państwa odpowiada wtedy, gdy wykonywanie czynności służbowej po prostu umożliwiło wyrządzenie szkody – choćby sprawca działał w osobistym celu.
Skąd ta ewolucja w rozumieniu prawa? Z troski o osoby pokrzywdzone. Bezpośredni sprawcy bardzo często nie będą mieli pieniędzy czy też nie będą mieli ich tyle, by realnie pokryć powstałe szkody. Chodzi więc o to, aby umożliwić pokrzywdzonym uzyskanie odszkodowań od podmiotów, które na pewno będą wypłacalne.
W takim razie szukając odpowiedzi na pytanie, kiedy ksiądz działa w ramach pełnionej posługi, będzie się raczej rozumienie zakresu posługi poszerzać, niż zawężać. Sąd Najwyższy w wyroku z 31 marca uznał za wystarczające do odpowiedzialności z art. 430 Kodeksu cywilnego samo to, że „wykonywanie powierzonej czynności umożliwiło wyrządzenie szkody”. Potwierdził tym samym spostrzeżenia sądów, które rozpoznawały sprawę w pierwszej i drugiej instancji: „Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle nie doszłoby. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona”.
Czy to znaczy, że odtąd diecezja czy zakon będzie odpowiadać za każdy czyn popełniony przez księdza? Niekoniecznie. Jeśli ksiądz jedzie na zakupy i spowoduje wypadek, nie działa przecież w ramach swojej posługi. Również w sferze seksualnej – jeśli wyrządziłby komuś krzywdę, będąc na przykład na wakacjach i nie działając jako ksiądz albo w następstwie umówienia się przez jakiś portal erotyczny – nie byłoby to działanie „przy wykonywaniu powierzonej czynności”. Natomiast odpowiedzialność Kościoła pociągnie każdy czyn, który stał się możliwy dzięki temu, że ktoś był właśnie księdzem. Trzeba zauważyć, że jest to bardzo szeroka interpretacja. Niewątpliwie jej przyjęciu sprzyjały okoliczności tej konkretnej sprawy – wyjątkowa drastyczność czynu i sposób reakcji władz zakonnych.
 
Skutki wyroku
Wyrok Sądu Najwyższego z 31 marca formalnie dotyczy tylko tej jednej sprawy. Można się spodziewać jednak, że w praktyce stanie się wzorem dla rozstrzygnięć w sprawach podobnych. Normalną jest rzeczą, że sądy odwołują się do poglądów wyrażonych przez Sąd Najwyższy, podążają za jego tokiem rozumowania.
Czym to rozstrzygnięcie może stać się dla Kościoła? Chciałbym spojrzeć na nie jako na szansę. Kościół uczynił ostatnio wiele w celu zapewnienia bezpieczeństwa małoletnim, wiele jest jednak jeszcze do zrobienia. Niestety, tak czasem jest, że dopiero argument finansowy potrafi przemówić do kogoś, by podjął właściwe działania. Nie ma się co oszukiwać – od takich postaw nie są wolne środowiska kościelne. Jeśli więc to obawa konsekwencji finansowych ostatecznie zdecyduje, że w jakimś miejscu Kościół stanie się bezpiecznym środowiskiem dla dzieci i młodzieży, to naprawdę będzie to dla dobra Kościoła, a przede wszystkim dla dobra młodych ludzi, którzy się w nim gromadzą.
Jest jeszcze drugi aspekt. Dla osób skrzywdzonych w Kościele bardzo istotna jest pierwsza reakcja, z jaką się spotkają, gdy komuś powiedzą o swej krzywdzie. Często decyduje ona o tym, czy ktoś w Kościele zostanie czy też z niego odejdzie. Z drugiej strony nie jest przecież tak, że każdy skrzywdzony od razu wysuwa żądania finansowe, a zwłaszcza wytacza powództwo o odszkodowanie. Powodem nierzadko jest bierność czy wręcz wrogie przyjęcie przez przedstawicieli Kościoła. Tak więc znów – jeśli argument finansowy (w braku innych) sprawi, że zadba się o to, by we właściwy sposób traktować osoby pokrzywdzone w Kościele, można ocalić je dla wiary i Boga.
Chciałbym oczywiście, by o właściwym postępowaniu w Kościele nie decydował strach przed koniecznością wypłacenia odszkodowania. Jednak ta konkretna sprawa pokazuje, że niekiedy nic innego nie pozostaje. Władze zgromadzenia popełniły tutaj właściwie wszelkie możliwe błędy, co im wielokrotnie wskazywano (począwszy od listu przewodniczącego Episkopatu do ówczesnego generała zakonu). Nie widać jednak, by wywołało to jakąkolwiek refleksję. W takiej sytuacji rzeczywiście pozostaje jedynie argument finansowy.
 
Krzysztof Jankowiak
Prawnik, członek Ruchu Światło-Życie

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki