Logo Przewdonik Katolicki

W bazie

Natalia Budzyńska

W kiepski dzień buduję sobie bazę. Lubię się tak okopać. W bazie jestem najczęściej sama, ale czasem kogoś do niej wpuszczam. Baza jest niewielka, przytulna, ogrodzona i bezpieczna. Czym jest baza?

No chyba wie to każdy, nie wierzę, że istnieje ktoś, kto nigdy w życiu nie zbudował bazy. Owszem, przyznaję, że bazy głównie budują dzieci, ale niektórym to się przeciąga do dorosłości, a niektórym zanika. A może nie zdajemy sobie sprawy, że bazy w naszym dorosłym życiu wciąż istnieją, tyle że nie są zbudowane z koca i krzeseł? Może nawet nie mają żadnej zewnętrznej formy, może przetrwały jako stan umysłu?

Lekko się rozczuliłam nad sobą i przeszłością, kiedy dowiedziałam się, że bazę można zbudować i dziś, a potem przyjść do galerii sztuki i o niej opowiedzieć. Ta nagrana opowieść będzie się składać na instalację zwaną bazą, a wydarzenie to organizuje warszawska Zachęta w ramach trwającej tam jeszcze do kwietnia wystawy „Co dwie sztuki to nie jedna”. Ta wystawa to w ogóle fenomen, bo wciąż są na niej tłumy, ponieważ to jedna z niewielu wystaw, która daje głos dzieciom. Niby tylko dzieciom wybranych artystów współczesnych, ale to ważny sygnał dla wszystkich dzieci, że też mogą tworzyć i że sztuka nie zna granic. Wystawę zwiedza się interaktywnie, dzieci włączane są w proces jej powstawania, działają, czują się u siebie, a dorośli świetnie się bawią. Baza jest jedną z przestrzeni, do której czuję osobistą miętę. Koce, krzesła, podpórki i labirynty, w których się można ukryć, zakopać, schować. Zabunkrować z książką, kubkiem soku, ćwiartką jabłka (w bazie smakowała nawet marchewka), lalką jako koleżanką. I latarką. W miarę jak przypominam sobie bazy własne i bazy swoich dzieci, dociera do mnie, że baza jest niczym paradygmat dzieciństwa, uniwersum, stała wspólna wszystkim pokoleniom. Czy jakiś psycholog opisał zjawisko bazy? Bo zastanawiam się, czym ono może być: ucieczką przed codziennością, tęsknotą za przygodą czy raczej za samotnością? Szukam też w sobie bazy mentalnej, no bo już żadnej kryjówki z koca nie buduję, pod stołem z kubkiem kawy się nie chowam, nie rozbiję namiotu pośrodku salonu.
Ale przyznam się, że przez chwilę całkiem niedawno miałam swoją bazę. Czułam się w niej odgrodzona od świata, bezpieczna i w kontakcie z wybraną osobą. Może to dziwnie zabrzmi, ale było to miesiąc temu w Loreto, była to baza Maryi, zbudowana ze ścian przywiezionych wieki temu z Nazaretu. Moja pobożność maryjna nie jest zbyt intensywna, ale w tej bazie zdecydowanie nawiązałyśmy kontakt.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki