Logo Przewdonik Katolicki

Jak zawrócić nastolatka ze złej drogi

Bogna Białecka
fot. Joebakal/Fotolia

Dziecko, które wskutek lat zaniedbań wychowawczych stoczyło się na dno, wagaruje, wulgarnie wyzywa rodziców, wychodzi i wraca kiedy chce, jest agresywne. Żadne próby perswazji nie działają. Czy można w ogóle jeszcze pomóc?

Do napisania niniejszego artykułu skłoniła mnie rozmowa z wychowawczynią z młodzieżowego ośrodka wychowawczego, gdzie trafiła pewna nastolatka. Zachowania dziewczyny (bez wchodzenia w szczegóły) sprawiały, że była niebezpieczna dla domowników, w tym młodszego rodzeństwa, więc taka interwencja była konieczna. Wyjątkowa w tej sytuacji była postawa ojca, któremu naprawdę na córce zależało. Nieporadny wychowawczo, zapracowany, kochający jednak swe dzieci, ale z poczuciem życiowej porażki. Agresja nastolatki była bezpośrednim skutkiem próby wprowadzenia i wyegzekwowania przez ojca minimum zasad. Wychowawczyni zapytała, co można takiemu ojcu poradzić. Tym bardziej że ta sytuacja wpłynęła fatalnie na młodsze rodzeństwo. Oczywiście to sytuacja ogromnie skomplikowana i nie da się jej rozwiązać artykułem, chciałabym jednak przynajmniej wskazać kierunek.
 
Kto z kim przestaje…
Stare i wyświechtane powiedzenie mówi „kto z kim przestaje, takim się staje” i oczywiście jest to prawdą. Pojawiło się zjawisko wpływu sieci społecznych na człowieka. Socjolog Nicholas Christakis przeprowadził nawet badania udowadniające, że zachowanie człowieka jest wypadkową zachowań osób, z którymi ma najczęstszy kontakt. Co ciekawe, nie musi to być kontakt bezpośredni. Na przykład jeżeli ktoś godzinami codziennie ogląda patostreamerów (w skrócie – osoby publikujące w internecie zachowania z obszaru patologii), zaczyna myśleć i zachowywać się w podobny sposób. Czy jest to realny problem? Proponuję obejrzenie kilku wypowiedzi np. Gurala i uświadomienie sobie, że tytułuje się go „idolem dziesięciolatków”. Dlatego między innymi tak ważna jest kontrola treści oglądanych przez dzieci w internecie.
Sieci społeczne mogą się zmieniać. Na lepsze lub na gorsze. Gdy dziecko trafia do ośrodka wychowawczego, otaczać je będą osoby z podobnymi problemami i nawet jeśli kadra jest naprawdę kompetentna i oddana pracy, przez sam układ społeczny trudno jest wychowankom pomóc. Oczywiście najlepiej gdyby dziecko nie trafiało do takiego ośrodka, ponieważ rodzinie udało się pomóc mu wcześniej.
Zjawisko wpływu ludzi, z którymi mamy najlepszy kontakt, można wykorzystać na swoją korzyść. Warto, by rodzice poszukali w otoczeniu osób, które będą ich wspierać i pomagać w przezwyciężeniu kryzysu wychowawczego. Może to być psycholog, pedagog szkolny, ktoś z poradni rodzinnej, wychowawca, duszpasterz, a może ktoś z rodziny lub przyjaciół, kto ma w sobie spokój i życiową mądrość. Dobrze, by rodzice gromadzili wsparcie społeczne – czyli starali się rozmawiać z ludźmi, którzy rozumieją problem i chcą pomóc zarówno rodzicom, jak i dziecku. Może to oznaczać przyznanie się do ukrywanego dotąd problemu, otwarcie na innych, ale gra jest warta świeczki. Bywa, że nie doceniamy potencjału w rodzinie, przyjaciołach, osobach zawodowo pomagających innym.
Gdy mówimy o wsparciu społecznym, warto zastanowić się też nad relacjami patologicznie zachowującego się dziecka. Czy istnieją osoby, które mogą mieć na nie dobry wpływ? Może to ktoś z rodziny, komu ufa? Czasami jest to jakiś wuj lub ciocia, częściej babcia lub dziadek. Pretekstem do nawiązania bliższych kontaktów może być na przykład jakieś wydarzenie rodzinne. Warto poszukać pozytywnych dawnych przyjaciół dziecka, z którymi urwał się kontakt i zachęcić do wznowienia relacji.
 
Konieczność kompleksowego wsparcia
Trzeba zdać sobie sprawę, że poważne problemy wychowawcze nie biorą się z powietrza. Moment, w którym nastolatek wchodzi w konflikt z prawem, rzuca się na rodzica z pięściami, szantażuje go lub okrada to tylko spektakularny wybuch napięcia, które gromadziło się od lat.
Często można spotkać się z opinią: to wszystko wina środowiska, ja dałem z siebie wszystko, a mimo to dziecko okazało się niewdzięczne. To nie tak. Rodzice też mają w tym udział i są za to po części odpowiedzialni. Przykład? Brak zainteresowania i kontroli rodziców nad tym, co ich dzieci robią w internecie. A potem szok, że dziecko zaczyna zachowywać się jak jego patologiczny idol. Pomoc dziecku nie jest możliwa bez aktywnego udziału rodziców. Psycholog magiczną różdżką nie odczaruje dziecka tak, że stanie się dobre i wspaniałe. Konieczna jest praca z całym systemem rodzinnym. Nie będzie ona łatwa, bo wiąże się z koniecznością dotarcia do źródeł zachowania dziecka, zidentyfikowania tych momentów rodzinnych, które są dla dziecka źródłem dobrych wspomnień i stworzą możliwość budowania na nowo nici porozumienia. Potem – praca nad samokontrolą, umiejętnością rozmawiania, pokojowego rozwiązywania konfliktów itp. To naprawdę spory wysiłek.
 
Pierwsza pomoc
Pamiętajmy, że nie mówimy tutaj o typowych nastoletnich problemach, jak na przykład zmienność nastrojów, wpadanie w złość czy obrażanie się. Mówimy o agresji, przestępstwach. Mówimy o sytuacji, w której nastolatek odmawia podporządkowania się najbardziej podstawowym zasadom życia społecznego. Co zrobić w tak ekstremalnej sytuacji?
Pewne zasady możemy wprowadzić w sposób zasadniczo niezauważalny dla naszego dziecka, nadając strukturę jego otoczeniu. Co to oznacza? Nadaniem struktury życiu rodzinnemu może być na przykład wprowadzenie stałych pór posiłków. Co prawda dziecko będzie się pewnie buntowało, starało jeść w samotności albo poza zapowiedzianymi porami jedzenia,  jednak perspektywa, że na przykład o 16.30 cała rodzina je ciepły, smaczny obiad może po pewnym czasie stać się kusząca. Stałe pory pobudki czy wspólna, rodzinna modlitwa to inne drobiazgi porządkujące dzień. Takie wprowadzanie stałych elementów rytuału każdego dnia pomoże wprowadzić większą dozę spokoju do rodziny, nawet jeżeli zbuntowane dziecko nie podporządkuje się nowemu rytmowi dnia.
Niezwykle ważne jest też, aby w kryzysowej sytuacji zadbać o siebie. Rodzicom przyda się nauka metod radzenia sobie z gniewem, tak by na agresję nie reagować agresją, potęgującą tylko konflikt. Wszystkim domownikom przyda się też wypracowanie pozytywnych, zdrowych sposobów radzenia sobie z napięciem, ze stresem i negatywnymi emocjami. Agresywne zachowanie dziecka przestanie dzięki temu nadawać dominujący koloryt emocjonalny życiu rodzinnemu.
 
Podstawa – nauka skutecznej komunikacji
Kolejna rzecz: warto doskonalić swoje umiejętności komunikacyjne i starać się rzeczywiście słuchać tego, co ma do powiedzenia dziecko. Nawet jeżeli to wylew wulgaryzmów i inwektyw, lepsze to niż kamienne milczenie i odmowa rozmowy. Być może w tym potoku żali i wyzwisk zostaną wyrażone autentyczne problemy i potrzeby dziecka.
Dobrze też zauważać i być wyczulonym na wszelkie próby poprawy komunikacji podejmowane przez dziecko. Być może na spotkaniu ze specjalistą usłyszało jakiś pomysł i postanowiło go wypróbować. Prawdopodobnie wyjdzie to nieporadnie, jednak nawet kiepską próbę warto docenić.
Podam przykład: pewien nastolatek po rozmowie z psychologiem zaproponował zasadę kopyści komunikacji. Jej istotą było, że wyłącznie osoba trzymająca aktualnie w dłoni kopyść może mówić. Reszta ma milczeć. Chłopak przez 10 minut z kopyścią w dłoni wylewał swoje żale, a następnie wyszedł z domu, zabierając kopyść ze sobą. Ojciec bardzo się zdenerwował. Wyznał, że miał ochotę wyrwać tę kopyść z ręki syna i dać mu nią po głowie. Jednak gdy po godzinie syn wrócił do domu, tata gestem poprosił o kopyść, którą – o dziwo – dostał. Powiedział wtedy synowi: „Cieszę się, że próbujesz się z nami komunikować. To duży postęp. Doceniam to”. To był początek drogi, jednak syn okazał odrobinę dobrej woli, a ojciec to zauważył i to był zdecydowany krok naprzód.
 
Wyzwania, wyzwania, wyzwania…
Gdy uda się nawiązać nić porozumienia, zaczynamy wprowadzać zasady, stopniowo, na spokojnie. Ktoś, do kogo dziecko ma największe zaufanie, może podsunąć mu nieco informacji o  alternatywach – na przykład o życiu w ośrodku dla młodzieży trudnej. To dodatkowy element motywujący do pracy nad sobą. Nie chcę dawać złudzenia, że to załatwia problem. Praca będzie trudna. Być może mimo najszczerszych chęci rodziców dziecko nie wydostanie się z bagna, jednak być może dzięki niej uda się wprowadzić choć minimalne zasady i nie pozwolić, by stoczyło się jeszcze bardziej. Pamiętajmy, że to nie jest przepis na rozwiązanie problemu, a zaledwie na start, niejako pierwsza pomoc w sytuacji kryzysowej.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki