Logo Przewdonik Katolicki

Pytania do Szymona Hołowni

Jacek Borkowicz
fot. Magdalena Książek

Nie będę tu pisał, czy podobał mi się styl wystąpienia, w którym tytułowy bohater mojego felietonu zgłosił zamiar kandydowania na prezydenta. Pełną gamę ocen zdążyli tu już zaprezentować inni publicyści, a dołączając do tego chóru swój spóźniony głos, byłbym jedynie kolejnym „kanapowym recenzentem rzeczywistości”, o których mówił w swoim przemówieniu Szymon Hołownia. Jednak w zamian pozwolę sobie zadać kandydatowi kilka pytań.

Jako typowy wyborca zacznę od interesu własnej grupy zawodowej. Jestem publicystą, a tym co po mnie pozostanie, będzie „zszywka gazet”, ewentualnie „biblioteczka” – o których Hołownia wypowiedział się z szyderstwem. „Gadanie” to według niego zbyt mało, Polska potrzebuje działania w większej skali. Ale ja na prezydenta kandydować nie zamierzam, wolę już – zgodnie z radą tego samego mówcy – „poprawiać świat o centymetr”. To w końcu mam to dalej robić czy nie, jako człowiek zawodowo piszący?

Zapytam teraz jako katolik, wierny tego samego Kościoła, do którego należy i Hołownia. Jak mam rozumieć zgłoszony przezeń postulat „przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa”? Bo sam w sobie, za przeproszeniem kandydata, nie znaczy on nic więcej niż tylko slogan. Ostatnio użył go, dokładnie w takiej formule, zapomniany już Ryszard Petru, gdy trzy lata temu przedstawiał program Nowoczesnej. Czy Hołownia, jako prezydent i zwolennik kompromisu (jak mówił o sobie w Gdańsku), będzie popierał obecny kompromis aborcyjny? A jeśli nie, to w którą ze stron będzie chciał go zmienić? Czy z belwederskich wyżyn będzie bronił instytucji rodziny, jako podstawowej wspólnoty społecznej? Czy, uwzględniając potrzeby osób homoseksualnych, opowie się jednak – zgodnie z nauką Kościoła – za utrzymaniem konstytucyjnego statusu małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety? Czy wreszcie, odżegnując się od „potępiania ideologii”, jako prezydent zauważy, iż niektóre z owych ideologii niosą ze sobą wojnę kulturową – być może niekonieczną do budowy upragnionego przez Hołownię nowego ładu?

Na koniec pytanie od Polaka. Hołownia mówi, że obecnego systemu nie naprawi nikt, kto pochodzi z partyjnej rekomendacji, a przyszłoroczne wybory prezydenckie, jeśli mają cokolwiek w kraju zmienić, muszą uwzględnić włączenie ponadpartyjnego „bezpiecznika”, który zresetuje Polskę z jej stanu chronicznego zawieszenia. To arcysłuszny postulat, sam od lat się go dopominam. Tylko skąd pewność Hołowni, że bez poparcia żadnej z partii, czystą życzliwością elektoratu, będzie potrafił zmienić ten fatalny system? Co więcej, że to właśnie on będzie owym bezpiecznikiem, bezprecedensowym w Polsce „arbitrem” godzącym „różne drużyny”? Hołownia wymienia setki polskich miast, w których spotykał się z ludźmi, ale spotykał się z nimi nie jako kandydat na prezydenta, lecz jako publicysta. A to jednak co innego.

Dziś mówi, że „każdy z nas umie radzić sobie ze swoim życiem”, wskazuje na „milion szans”, bo być może to właśnie chcieli do tej pory słyszeć jego czytelnicy. Ale to przecież nie jest cała prawda o Polsce. Czy gotów jest być prezydentem także tych, którzy sobie nie radzą? Bo tacy ludzie żyją i mają swoje potrzeby – zarówno w afrykańskim Kasisi, jak i nad Wisłą.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Hubert
    11.12.2019 r., godz. 14:58

    "To w końcu mam to dalej robić czy nie, jako człowiek zawodowo piszący?" - świetnie, że Pan to robi. Uważa Pan, że to najlepsze co może Pan zrobić, więc jak najbardziej. Pan Hołownia stwierdził, że może zrobić więcej – najpierw zakładał fundacje, teraz startuje na prezydenta i chwała mu za to! Jeżeli ktoś wie, że jest w stanie zrobić więcej to dlaczego ma się ograniczać? :)

    Co do kompromisów warto przeczytać dzisiejszy wywiad w Tygodniku Powszechnym gdzie Pan Hołownia rozwija te myśli.

    "Tylko skąd pewność Hołowni, że bez poparcia żadnej z partii, czystą życzliwością elektoratu, będzie potrafił zmienić ten fatalny system? " – nikt nie będzie miał pewności dopóki nie spróbuje. Pan Hołownia przedstawia swój pomysł na prezydenturę - zdecydowanie inny i innowacyjny w stosunku do tego co proponują partyjni kandydaci. Jeżeli uda się choć w niewielkim stopniu to zrealizować to będzie świetnie. On spośród wszystkich kandydatów daje największą szansę na to, że coś się zmieni.

    "Czy gotów jest być prezydentem także tych, którzy sobie nie radzą?" - tak, i o tym też mówił - o bezdradnych, wykluczanych, bezdomnych, niezauważanych. Chce być prezydentem tych ludzi. Udało mi się zadbać o takich ludzi w Kasisi, udało się zadbać wspierając i promując różne zbiórki charytatywne na swoim profilu na fb. Pokazał, że można, że się da, że on to potrafi.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki