Logo Przewdonik Katolicki

Na Krym wrócę na czołgu

Jacek Borkowicz
Fot. SERGEI SUPINSKY AFPEast News

Rosja uwolniła najbardziej znanego więźnia politycznego Europy – ukraińskiego reżysera Ołeha Sencowa. To element wymiany więźniów dokonanej przez władze Rosji i Ukrainy, która ma być początkiem „resetu” stosunków pomiędzy tymi krajami.

W sobotę 7 września 43-letni Ołeh Sencow wylądował w Kijowie po ponad czterech latach przebywania w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Karę 20 lat tejże kolonii odbywał na Dalekiej Północy. Sencowa skazano w 2015 r. za rzekome akty terrorystyczne (wysadzanie mostów itd.), wymierzone w rosyjski porządek na anektowanym przez Moskwę Krymie.
Uwolnienie Sencowa było elementem wymiany więźniów, jakiej jednocześnie dokonały władze Rosji oraz Ukrainy. Po obu stronach wolność zyskało 35 osób. Wymiana ma być początkiem „resetu” stosunków pomiędzy obydwoma krajami, jaki – według oficjalnych zapewnień Moskwy oraz Kijowa – ma nastąpić po wyborze nowego ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Reset i złudzenia
Sencowa uroczyście witał na podkijowskim lotnisku Boryspol sam prezydent. „To pierwszy krok do zakończenia wojny” – pompatycznie podsumował ten moment Zełenski. „Odtąd zamierzam robić dwie najważniejsze rzeczy, jakie robić warto: żyć oraz kręcić filmy” – odpowiedział mu reżyser, bynajmniej jednak nie deklarując, że chce uciec od wielkiej polityki, która przyniosła mu niewolę. Sencow, podobnie jak przez cały czas uwięzienia, zdecydowanie opowiada się jako ukraiński patriota oraz przeciwnik reżimu Putina, jaki pięć lat temu zrabował mu jego małą ojczyznę, Krym. Nie ma złudzeń co do zapowiadanego „resetu”, do którego jego zdaniem z pewnością nie dojdzie. „Nieważne, jak bardzo wilk będzie ubierał się w owczą skórę, zawsze będzie miał takie same kły” – tymi słowami scharakteryzował agresywny charakter putinowskich rządów. Pytany przez dziennikarzy, czy liczy się z powrotem na Krym, odparł: „Wrócę tam dopiero na czołgu”.
Reżysera zabrano w maju 2014 r. z jego rodzinnego mieszkania w Symferopolu, po dwóch miesiącach rosyjskiej okupacji. Jednocześnie z nim aresztowano kilku innych Ukraińców, którzy na Krymie wyróżniali się aktywnością oraz sprzeciwem wobec aneksji. Zarzucono im przynależność do organizacji terrorystycznej oraz kontakty z „Prawym Sektorem”, faszyzującą formacją polityczno-paramilitarną, która niedługo wcześniej wyróżniła się zdecydowaną obroną kijowskiego Euromajdanu. Faktu, że zarzuty zostały sfingowane dla celów propagandowych, nie starała się specjalnie tuszować nawet rosyjska prokuratura: Sencowa skazano na podstawie wymuszonych zeznań dwóch spośród oskarżonych, i to po tym, gdy jeden z nich w toku procesu je odwołał. Protestując przeciw tak rażącej niepraworządności, Sencow zainicjował głodówkę, domagając się uwolnienia 64 Ukraińców, którzy, podobnie jak on, trafili do rosyjskich więzień z powodów politycznych, już po upadku rządów Janukowycza. W ciągu 145 dni głodówki stracił na wadze 20 kilogramów i znajdował się już w stanie krytycznym. Do planowanej drugiej głodówki na szczęście nie doszło, gdyż Sencowa uwolniono. Reżyser był już wówczas, zaocznie, laureatem dorocznej nagrody imienia Sacharowa, najważniejszego na świecie honorowego wyróżnienia przyznawanego bojownikom o prawa człowieka.

„Trochę biją”
Przecieki, które dostały się do światowym mediów już w pierwszych tygodniach uwięzienia, jednoznacznie potwierdzały fakt torturowania Sencowa. Uwolniony reżyser nie chciał o tym opowiadać. „Inni mieli o wiele cięższe doświadczenia” – ocenił. Z jego wcześniejszego grypsu wiadomo jednak, co przeżył. „Kiedy nakładają ci torbę na głowę, trochę biją, to po pół godzinie jesteś gotowy wyrzec się swoich przekonań, oskarżyć się o dowolne przestępstwo, oskarżyć innych, żeby tylko przestali bić. Ale co warte są przekonania, za które nie jesteś gotowy cierpieć albo umrzeć?”.
Jednym z tych, którzy „mieli o wiele cięższe doświadczenia”, jest Mykoła Karpiuk, skazany na 22 i pół roku kolonii karnej odbywanej we Włodzimierzu nad Klaźmą i jeden z 35 Ukraińców uwolnionych 7 września. Karpiuk walczył jako ochotnik podczas wojny czeczeńskiej, więc Moskwa oskarżyła go o „zabójstwa obywateli Federacji Rosyjskiej” – czyli atakujących Grozny żołnierzy. Podczas przesłuchań kilkakrotnie rażono go prądem. „Kiedy sam przez to przechodzisz – to jedno. Ale kiedy słyszysz, jak znęcają się nad innymi – to dużo trudniejsze” – opowiada o tym, co przeżył. Karpiuk był świadkiem, jak inni więźniowie całymi godzinami musieli klęczeć i nie pozwalano im spać. „I ten krzyk gliniarza: «Na kolana! Nie spać!». A ten biedak jęczy, prosi: «Dajcie mi papier, napiszę wszystko, co chcecie. Po prostu dajcie mi się przespać». To było najstraszniejsze, nigdy tego nie zapomnę”.

Kto jest numerem jeden?
Moskwa nie nagłaśnia sylwetek swoich uwolnionych. Na upublicznionym filmie z momentu ich przekazania zamazano nawet ich twarze, dla uniemożliwienia identyfikacji. Jedyną osobą, o której głośno mówią rosyjskie media, jest Kirył Wyszynski, szef agencji „RIA Nowosti” w Kijowie, aresztowany w maju ubiegłego roku pod zarzutem zdrady stanu. Wyszynski, chociaż Rosjanin, jest obywatelem ukraińskim i w emitowanych przez swoją agencję przekazach jednoznacznie popierał putinowską aneksję Krymu oraz brał stronę „separatystów”, a faktycznie rosyjskiej armii, która pod Donieckiem walczy z formacjami niepodległej Ukrainy.
Eksponowanie postaci Wyszynskiego ma w sugestii Kremla nadać symetrii aktowi wymiany: oto obie strony wypuszczają na wolność taką samą liczbę więźniów, spośród których najważniejszymi są ludzie mediów, faktycznie więzieni za przekonania. Jednak symetria jest tu mocno naciągana: Wyszynski, choć surowo, został skazany za to, co rzeczywiście uczynił – natomiast Sencowa uwięziono na podstawie sfałszowanych zarzutów. Zresztą sam Wyszynski do ekstradycji wcale się nie palił, deklarując, że pragnie zostać na Ukrainie i „bronić swej niewinności”.
Rzeczywistym „numerem jeden” jest dla Rosjan Wołodymyr Cemach, skądinąd również obywatel ukraiński – podobnie jak większość uwolnionych przez Kijów. Cemach był dowódcą obrony przeciwlotniczej „separatystycznego” okręgu, w którym 17 lipca 2014 r. zestrzelono pasażerskiego Boeinga 777, należącego do malezyjskich linii lotniczych. Zginęło wtedy 283 cywilnych pasażerów i 15 członków załogi; zdecydowaną większość ofiar stanowili holenderscy turyści. Na ujawnionym przez zachodnie media nagraniu Cemach mówi o ukryciu „Buka”, wyrzutni ziemia–powietrze, z której zestrzelono samolot. „Bukami” dysponuje tylko rosyjska armia, więc Moskwa konsekwentnie temu faktowi zaprzecza. Można się tylko domyślać, że również i Cemach niekoniecznie jest zadowolony ze swojego losu. Jest niewygodnym świadkiem, więc mimo że wolny, ma prawo obawiać się o własne życie.
Wydanie Cemacha oznacza kłopot dla Holandii, która dotąd domagała się jego ekstradycji od władz Ukrainy. Teraz Holendrom będzie znacznie trudniej wydobyć go od Rosjan. Mogą się tylko pocieszać z powodu uwolnienia Sencowa, którego film Gamer zdobył w 2012 r. nagrodę na festiwalu w Rotterdamie – stąd ukraiński reżyser znany był w Holandii jeszcze przed aresztowaniem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki