Kartka z podróży

Wracam właśnie z kilkudniowego wypadu nad Bałtyk. To był impuls, bo nad Bałtyk nie jeżdżę od kilkunastu lat, chyba że jestem przejazdem w okolicy, to zawsze miło rzucić okiem na północne morze, które oczywiście ma swój urok.
Czyta się kilka minut
Fot. shifaaz-shamoon-oR0uERTVyD0-unsplash
Fot. shifaaz-shamoon-oR0uERTVyD0-unsplash

Urok związany z melancholią opowieści o Muminkach. Gdybym miała dużo pieniędzy, to z pewnością (choć z pewnym trudem, bo polska nadmorska architektura to dramat) znalazłabym na polskim wybrzeżu klimatyczny dworek położony na wydmach, z pokojem z widokiem na morze, i tam mogłabym nawet spędzić jakiś listopadowy tydzień, czytając i pisząc na zmianę. Latem boję się polskiego wybrzeża bardziej niż Zakopanego, bardziej niż Krupówek nawet. Wrzesień wydawał się bezpieczny. Okazało się, że problem z Bałtykiem mam dwojakiego rodzaju. Po pierwsze zapomniałam, że pobyt tam łączy się z całodzienną analizą ruchu chmur. Od najwcześniejszych godzin porannych, a potem, na plaży wciąż: czy chmura posuwa się w lewo, czy w prawo, od lądu czy od morza i kiedy w związku z tym należy oczekiwać okna pogodowego. Nie miałam nic przeciwko leżeniu w puchówce i kocu na piasku i czytaniu książki, o to chodziło w tym krótkim wyjeździe, ale jednak długo tak się nie dało. Pocieszał mnie melancholiczno-nostalgiczny klimat czarnej barwy fal rozbijających się o falochrony, krzyk mew, znalezione na brzegu morskie szkiełko. Potem poszliśmy zjeść smażonego dorsza z frytkami w cenie muli nad morzem południowym. I niestety, przeszliśmy się jedną i drugą uliczką nadmorskiego miasteczka, i to jest ten drugi powód, dla którego nie lubię polskiego Bałtyku, czyli unoszący się wszędzie zapach gofrów. Bo wzdłuż ulicy na zmianę: lody i gofry w brzydkich budach z brzydkimi napisami. I sklepy z pamiątkami z ilością kiczu, który przerasta jakiekolwiek wyobrażenie.

Nie wiem, co się dzieje. Nie przypominam sobie, żeby w okresie mojego dzieciństwa działy się takie rzeczy. Mam wrażenie, że w żadnym kraju, przynajmniej z tych, w których byłam, nie widziałam tak wstrząsającego kiczu w takim natężeniu i nasyceniu. Jedni z moich znajomych przez cały pobyt w Zakopanem wysyłali codziennie jedno zdjęcie kiczu pamiątkarskiego, oczywiście Made in China. Najpierw to było nawet śmieszne, ale teraz właściwie już nie. Zakopane na szczęście widzi problem i znajduje pomysł na wyjście z niego. Właśnie ogłosiło konkurs na zaprojektowanie pamiątki. „Walka o śliczne pamiątki i czyste Krupówki” – jak ogłasza Muzeum Tatrzańskie – została rozpoczęta. Jestem pewna, że projekty będą ciekawe, ale czy sprzedawcy na Krupówkach będą mieli ochotę zmienić asortyment? Błagam, zróbmy coś, bo zalewa nas koszmarna fala kiczu i to w miejscach, gdzie wokół autentyczne piękno krajobrazu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2019