Logo Przewdonik Katolicki

Niewidzialni

Monika Białkowska
fot. Katarzyna Czarnota

Romowie kojarzą się nam dość jednoznacznie i negatywnie. O trudnej walce, jaką w Polsce prowadzą na co dzień, z Bartłomiejem Rydzewskim z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów rozmawia Monika Białkowska

Kilka dni temu we Wrocławiu kierująca autobusem miejskim kobieta agresywnie odpowiedziała na pytanie romskiej dziewczynki o kierunek jazdy. Za dziewczynką ujęli się pasażerowie. Kierująca sama nazwała siebie rasistką, a mama dziewczynki uspakajała wzburzonych zachowaniem kierowcy współpasażerów: – Ona jest przyzwyczajona do takiego traktowania, z pokorą przyjmuje przemoc.
Mama wysłała dziewczynkę z pytaniem do kierowcy, bo sama prawdopodobnie nie umie czytać, nie była w stanie sama sprawdzić, czy wsiadły do odpowiedniego pojazdu.

Cyganie, Romowie – to nie brzmi dobrze w polskich uszach. Widzimy zaraz ociekające złotem pałace i słyszymy muzykę z festiwalu w Ciechocinku. Naprawdę to są ludzie, którzy potrzebują naszej pomocy?
– Ludzie, z którymi pracujemy, to Romowie pochodzenia rumuńskiego, którzy przyjechali do Polski często wiele lat temu, uciekając przed biedą w swoim kraju. To są właśnie ci ludzie, których można spotkać żebrzących na ulicach. Z Romami pochodzenia polskiego, którzy mają polskie dowody osobiste, tymi malowniczymi i w ogromnych domach, tak naprawdę niemal nic ich nie łączy. Ludzie są przekonani, że kiedy spotykają w galerii handlowej bogatego Roma obwieszonego złotem, kupującego sprzęt czy ubrania najdroższych marek, a chwilę potem drugiego, proszącego przed galerią o jedzenie, to spotykają ludzi z jednej mafii, współdziałających ze sobą, a żebrzący oddaje potem pieniądze bogatemu i wsiada z nim do mercedesa. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej w Poznaniu, bo tu sytuację znam najlepiej, to absolutna nieprawda. Te dwie grupy: bogatych z Polski i biednych z Rumunii dzieli nie tylko status materialny, ale też historia, w dużym stopniu również język. To są po prostu dwie zupełnie odrębne społeczności.
 
Ale jednak pochodzenie łączy. Naturalne są pytania, dlaczego ci bogaci nie pomagają biednym, dlaczego my musimy to robić?
– Poszczególne grupy Romów są od siebie odrębne i niezależne. Oczywiście są również polscy Romowie, którzy są otwarci i starają się wspierać tych rumuńskich. Zasadniczo jednak obie te grupy się nie spotykają, nie czują się za siebie odpowiedzialne. Bogaci Polacy na Zachodzie też nie pomagają tym Polakom, którym tam się nie powiodło tylko dlatego, że są Polakami. Zdarza się nawet, że polscy Romowie wręcz wypierają się Romów z Rumunii, mówią, że tamci psują im opinię. Biedni też mają swoje życie. Choć warunki mają tu lepsze niż w Rumunii, to jednak nieustannie walczą o przetrwanie. Nie spotkałem się z tym, żeby mieli pretensje do bogatych polskich Romów o to, że im nie pomagają. Nie czują z nimi jedności, chyba nawet nie mają poczucia, że coś im się należy z ich strony. Ta wzajemna pomoc nie jest istotna ani dla jednych, ani dla drugich.
 
Mówisz, że Romowie walczą o przetrwanie. Jak wygląda ta walka?

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 31/2019, na stronie dostępna od 27.08.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki