Logo Przewdonik Katolicki

To nie jest egoizm

Weronika Frąckiewicz
FOT. PHOTOGRAPHEE.EU/FOTOLIA

Z Katarzyną Waszkowiak o stresie opiekuna, dobrej złości i buforach bezpieczeństwa rozmawia Weronika Frąckiewicz

Opieka nad osobą chorą jest jednym z trudniejszych wyzwań, jakie stawia nam życie. To naturalne, że liczy się tylko chory, jego potrzeby, jego dramat. Myślenie w takim momencie o sobie, o swoich potrzebach na pierwszy rzut oka wydaje się egoistyczne.
– Zdecydowanie nie jest to egoizm. Opieka nad chorą osobą jest sytuacją bardzo trudną, ponieważ patrzę na bliską mi, cierpiącą osobę i nie potrafię nic zrobić. Zaspokajanie wówczas swoich potrzeb wydaje się zbędne i niepotrzebne. Jednakże aby się kimś opiekować, trzeba mieć bardzo dużo sił, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Często pytam opiekunów o podstawowe rzeczy, np. czy pan jadł coś dzisiaj? Kiedy ostatnio pani odpoczywała? Zdarza się, że opiekunowie miesiącami nie przespali nocy. Czasami ci ludzie potrzebują pozwolenia na to, żeby się po prostu pośmiać lub wyjść na spotkanie z przyjaciółmi.
 
Ale to, że opiekując się ciężko chorym, mamy swoje partykularne potrzeby, nie oznacza wcale, że je sobie uświadamiamy i nazywamy.
– Aby je zdefiniować, bardzo często jest nam potrzebny ktoś z zewnątrz, ktoś obok nas, kto nami wstrząśnie albo kto nas zatrzyma. Pamiętajmy, że jeśli zaspokoimy swoje potrzeby, to lepiej zaspokoimy potrzeby chorego. Poznałam niedawno panią, żonę opiekującą się mężczyzną ze stwardnieniem rozsianym. W czasie posiłków pierwsza zjadała obiad, a potem karmiła męża. Powiedziała: ,,Przez te kilkanaście lat opieki nauczyłam się, że najpierw ja muszę być silna, by móc się nim zająć i go nakarmić”.
 
Czy mamy prawo oczekiwać, aby chory zwracał uwagę na to, czego my potrzebujemy, co przeżywamy, czy też obarczanie go tym jest pewnego rodzaju sadyzmem?  
– Wszystko zależy od indywidualnego stanu, w jakim chory się znajduje. Dobrze pokazać choremu, że jest nadal mężem, żoną, ojcem, przyjacielem. Nadal pełni różne role, może nie w pełnym wymiarze, ale jednak. Często gdy ktoś ciężko zachoruje, patrzymy na niego tylko przez pryzmat choroby. Pełni tylko jedną rolę – pacjenta. On jednak nadal chce być potrzebny, chce podejmować decyzje, uczestniczyć w życiu rodzinnym. Mamy prawo prosić go o to. Choroba jest częścią życia i nie ominiemy tego. Pełnienie przez chorego różnych ról społecznych niewątpliwie dodaje sił w chorobie.
 
W psychologii definiuje się zespół stresu opiekuna. Podobno nawet do 50 proc. opiekunów choruje na depresję. Czy można się przed tym uchronić?
– Nikt nam nie wypisze gotowej recepty, ale na pewno trzeba prosić o pomoc ludzi z zewnątrz. Nie dźwigać wszystkiego samemu – to jest mądrość w opiece nad ciężko chorym. O swoich potrzebach najlepiej jest mówić wprost. Poza tym ważne jest, żeby mówić czego ja potrzebuję, a nie czego ty mi nie dajesz. W zmęczeniu, frustracji oskarżamy: tylko ja tutaj coś robię i tylko ja się opiekuję, wy mi w niczym nie pomagacie… Powiedzmy raczej: spędziłam trzy dni przy łóżku mamy, potrzebuję dwie godziny wolnego, bo czuję, że zwariuję. Ważne, by szukać miejsc i przestrzeni, gdzie będziemy mogli złapać oddech. Znaleźć coś dla siebie, wyjść na godzinę pobiegać lub na spacer, spotkać się z przyjacielem, pójść do kina. Oczywiście jeśli stan chorego pozwala na to. Szalenie istotne jest też nietłumienie w sobie emocji, zarówno rozpaczy, smutku, jak i złości. Często myślimy, że złość jest czymś negatywnym, gdy tymczasem jest nam bardzo potrzebna. Pokazuje, że nasze granice zostają przekroczone, ostrzega nas i mówi, że coś się z nami dzieje. Pełni wiele ważnych funkcji. Jeśli złość przyszła, wysłuchajmy jej i spróbujmy w bezpieczny sposób ją wyrazić. Wówczas będzie nam trochę łatwiej opiekować się ciężko chorą bliską osobą.  
 



Katarzyna Waszkowiak
Psycholog terapeuta pracująca w Hospicjum Palium w Poznaniu
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki