Logo Przewdonik Katolicki

Ciesz się, a kości twoje nabiorą świeżości jak murawa

ks. Mirosław Maliński
fot. Unsplash

Czytania tej niedzieli są w klamrze wezwania do radości, od Izajasza począwszy, na ostatnim zdaniu Ewangelii skończywszy. Ma to być radość tak wielka, że aż kości nabierają świeżości jak młoda trawa (niezwykła alegoria). A my z  radością mamy spore problemy.

Często boimy się ucieszyć, by nie zapeszyć. A okazanie radości to już zupełnie wyższa szkoła jazdy.
W czasie rekolekcji, po konferencji, zjawiła się w zakrystii zadbana pani w średnim wieku i oznajmiła grobowym głosem:
– Muszę księdzu powiedzieć, że jestem bardzo radosną kobietą.
Mało oczy nie wypadły mi z wrażenia. Odpowiedziałem z głęboką powagą:
– Chodzi pani o taką radość wewnętrzną…
– O tak właśnie – przerwała mi – o taką radość w głębi, tam na dnie serca.
To tam się chyba nie dokopię – pomyślałem sobie.
Otóż istnieje taki rodzaj: radość katolicka – wewnętrzna, ukryta, nieepatująca, dyskretna, a w zasadzie pogodny smuteczek. Zgroza. Przecież radość możemy okazywać i nie musimy się czuć winni z tego powodu.
Zapewne niektórzy czytelnicy pamiętają te czasy, gdy w sklepach nie było nic. Na wszystkie uprzejme pytania typu: „Jest ser, a może masło, a kiełbasa, mąka, makaron?...” ekspedientka odpowiadała szorstkim: „Nie ma!”. Zaś na proste pytanie: „A co jest?” odpowiadała: „Ja jestem”. I w takich warunkach przychodząc z moją siostrą na wieczerzę wigilijną, z ogromnym zdumieniem zauważyliśmy leżące pod choinką prezenty z naszymi imionami. Zapakowane w szary papier, a może w gazetę i przewiązane papierowym sznurkiem. Świąteczne potrawy połknęliśmy w zastraszającym tempie i rzuciliśmy się do rozpakowywania. Papiery fruwały. Wagonik, wagonik, wagonik, lokomotywa, tory, a wszystko zapakowane osobno, by było więcej radości. Kątem oka zauważyłem siedzącego w fotelu ojca. Łzy mu płynęły po twarzy, a przecież to rasowy poznaniak. Wspiąłem się mu na kolana, chwyciłem rączkami za uszy i spytałem: „Czemu płaczesz?”. Odparł: „No bo jak wy się cieszycie, to ja nie mogę”.
Jestem głęboko przekonany, że każdy z nas ciesząc się życiem, rozpakowując z radością każdy kolejny dzień jak prezent od Pana Boga, może wzruszyć Go do łez. Zatem „śpieszmy się cieszyć życiem!”.

Chwila refleksji
Jak zwykłem okazywać swoją radość?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki