Logo Przewdonik Katolicki

Stwardnienie rozsiane: choroba tysiąca twarzy

Jarosław Jurkiewicz
fot. Patryk Bierski

Stwardnienie rozsiane to choroba tysiąca twarzy, bo nie ma dwóch osób, które chorowałyby tak samo. Jedno jest wspólne: depresje i zwątpienie to najlepsza pożywka dla tej choroby. Trzeba odrzucić złe myśli – radzą lekarze. Łatwo się mówi – odpierają pacjenci.

Maja Piela z trudem porusza się po mieszkaniu. Zanim dotrze do drzwi, trzeba długo czekać przy domofonie. Opiera się o ściany, meble, uchwyty. – Kiedyś byłam okazem zdrowia, grałam w siatkówkę, na studniówce tańczyłam w butach na wysokim obcasie – opowiada. Pamięta, że w średniej szkole czasem bez powodu się potykała. Potem, kiedy już zaczęła pracę w koszalińskim centrum handlowym i pieszo wracała do domu, kilka razy musiała poprawiać spadający z nogi klapek. – Do głowy mi nie przyszło, że to może zapowiadać nieuleczalną chorobę – wspomina.
 
„Nigdy Ciebie nie zostawię”
Kłopoty ze wzrokiem pojawiły się z dnia na dzień i po trzech dniach ustąpiły. Tomografia komputerowa niczego nie wykazała. To był 2004 rok. Po dwóch latach przyszło nagłe osłabienie: nie była w stanie utrzymać równowagi. Czuła w nogach taki ból, jakby ktoś mięśnie ściskał klamrami. Dziś wie, że to był rzut – tak mówi się o gwałtownym nasileniu objawów choroby. Rezonans magnetyczny i dodatkowe badania potwierdziły podejrzenie: stwardnienie rozsiane (SM).

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 17/2019, na stronie dostępna od 28.05.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki