Logo Przewdonik Katolicki

Nielubiany kanclerz

Tomasz Budnikowski
fot. Keystone USA/EYEVINE/EAST NEWS

Mówiąc o konieczności powrotu Unii Europejskiej do jej chrześcijańskich korzeni, warto przypomnieć sobie postać jednego z jej ojców założycieli: Konrada Adenauera.

Dziedziczna wrogość (Erbfeindschaft) – tak przez wiele dziesięcioleci nazywano relacje Niemiec z jednym z państw sąsiedzkich. I wbrew, być może, odczuciom zdecydowanej większości Polaków określenie to nie odnosiło się do stosunków z naszym krajem, ale z Francją. Relacje między tymi dwoma krajami uległy oczywiście znacznemu pogorszeniu w wyniku hitlerowskiej agresji na zachodniego sąsiada w 1940 r. Po zakończonej zaś wojnie w okresie trwającej okupacji Niemiec przez trzy państwa alianckie postawa Francji wobec zwyciężonego wroga była szczególnie radykalna.
 
Jak Niemiec z Francuzem
Tym większe zdziwienie, szczególnie z punktu widzenia polskiego obserwatora, musiał wywoływać relatywnie szybki postęp w zbliżeniu niemiecko-francuskim. Patrząc dziś z perspektywy kilkudziesięciu lat, można stwierdzić, że kluczową rolę odgrywała bez wątpienia wspólnota wartości wyznawanych przez czołowe postaci ówczesnego życia politycznego tych państw: prezydenta Francji generała Charlesa de Gaulle’a i pierwszego kanclerza Republiki Federalnej Niemiec Konrada Adenauera. Obydwaj byli zadeklarowanymi katolikami. Podobnie zresztą jak francuski minister spraw zagranicznych Maurice Schuman i powojenny premier Włoch Alcide de Gasperi, których, właśnie obok Adenauera, zalicza się w poczet tzw. ojców założycieli powstałej w 1951 r. Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, organizacji, która była poprzedniczką dzisiejszej Unii Europejskiej.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 17/2019, na stronie dostępna od 28.05.2019

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki