Logo Przewdonik Katolicki

AGROunia, czyli bunt rolników

Piotr Wójcik
fot. Leszek Szymański/PAP

Protesty AGROunii oburzyły część społeczeństwa. Zamiast jednak rozbierać na czynniki pierwsze ich metody działania, lepiej wsłuchać się w postulaty, które wysuwają.

Mieszkańcy Warszawy w ostatnich tygodniach dwukrotnie obserwowali protesty rolników zgrupowanych w organizacji AGROunia. 13 marca rolnicy zablokowali rondo na placu Zawiszy, wysypując jabłka, paląc opony oraz kładąc na drodze między innymi martwą świnię. Chcieli w ten sposób zwrócić uwagę na fatalną sytuację polskiego rolnictwa – w szczególności sadownictwa i hodowców trzody chlewnej – ale nie tylko. Protest rolników spotkał się z, delikatnie mówiąc, niechętnymi reakcjami mieszkańców stolicy, którzy oburzyli się zarówno na utrudnienia w dotarciu do pracy, jak i marnowanie wysypanej na drogę żywności.
Równy tydzień później rolnicy zmienili więc nieco strategię i na warszawskich ulicach rozdawali jabłka mieszkańcom, przepraszając ich przy tym za wcześniejsze utrudnienia. Dwa jabłka wręczano w paczce, która informowała, że sadownik otrzymuje za nie w skupie 17 groszy. W sklepie za kilogram trzeba zapłacić ponad 3 złote.
 
Nowa Samoobrona?
AGROunia w ostatnich miesiącach stała się jedną z najbardziej aktywnych organizacji społecznych w kraju. Choć bez wątpienia nie reprezentuje ona całej grupy zawodowej rolników – podobnych organizacji jest wiele – to ostatnimi czasy mówi się głównie o niej. Lider AGROunii Michał Kołodziejczak w radiu TOK FM mówił o kilkudziesięciu tysiącach sympatyków, jednak liczbę członków organizacja zamierza podać w kwietniu tego roku. Trudno powiedzieć więc, jak dużą część rolników reprezentuje powstały w zeszłym roku ruch. Jednak aktywność młodej organizacji robi wrażenie. Ma ona za sobą przynajmniej dwa głośne protesty – ten marcowy w Warszawie, a także blokadę autostrady A2 na wysokości Brwinowa pod koniec ubiegłego roku. Powodem blokady były problemy hodowców trzody chlewnej w związku epidemią ASF (z powodu m.in. wybijania zdrowych świń), a także importem tańszych produktów rolnych z Ukrainy, które według działaczy organizacji nie spełniają polskich standardów fitosanitarnych.
Na protestach AGROunii pojawia się zwykle kilkadziesiąt osób, więc jak na razie trudno mówić o masowym ruchu na kształt Samoobrony. Jednak bardzo sprawny medialnie Kołodziejczak bywa porównywany do Andrzeja Leppera, o którym sam wypowiada się pozytywnie. Odżegnuje się jednak od wchodzenia do partyjnej polityki, a przekształcenie Samoobrony w partię uznaje za największy błąd tamtego ruchu społecznego. W wystąpieniach medialnych twierdzi również, że miał propozycje wejścia do regularnej polityki, jednak nie zamierza tego robić, a AGROunia pozostanie ruchem społecznych reprezentującym interesy rolników.
Oczywiście pojawiły się też głosy mówiące, że AGROunia reprezentuje interesy państw obcych, mówiąc konkretnie: Rosji. Pretekstem ku temu były postulaty Kołodziejczaka, by unormować relacje z Rosją, na której sankcjach tracą polscy rolnicy. Lider AGROunii zamierza w związku z tym podać do sądu redaktor Dorotę Kanię z TV Republiki, na której stronie internetowej pojawiły się tego typu oskarżenia.
 
Poniżej progu opłacalności
Rolnicy zgrupowani w AGROunii przedstawili siedem postulatów dotyczących zarówno handlu produktami rolnymi, jak i kwestii regulacji rynku rolnego. Wśród nich znajduje się podjęcie przez państwo interwencji w celu uratowania rynku trzody chlewnej, który cierpi zarówno w wyniku niskich cen skupu żywca, jak i epidemii ASF. Ceny skupu żywca wahają się w okolicach 3,50–4,20 złotego za kilogram, tymczasem według rolników z AGROunii próg opłacalności to 4,60 zł. Kołodziejczak w jednym z filmów promujących inicjatywę na You Tube porównywał te ceny z cenami mięsa wieprzowego i kiełbas oraz szynek wieprzowych, które wynosiły od 20 do 50 zł za kilogram. Różnica nawet dziesięciokrotna, jednak trzeba pamiętać, że od kupienia świni do wyprodukowania kiełbasy jeszcze daleka droga, a proces produkcji również jest kosztowny.
Wśród działań państwa, których domagają się rolnicy z AGROunii, znajdują się przede wszystkim te związane z epidemią ASF. Postulują oni wypłaty odszkodowań za świnie wybite w związku z walką z chorobą, niezależnie od decyzji wydanych w tym względzie przez weterynarię. Podczas protestu na A2 domagali się także dymisji głównego lekarza weterynarii Pawła Niemczuka oraz lubelskiego wojewódzkiego lekarza weterynarii, a także bardziej skutecznych działań zmierzających do zwalczenia wirusa ASF w Polsce, które według nich do tej pory były niewystarczające. Ma to związek przede wszystkim z wydaniem zezwolenia na import świń z Litwy ze strefy zagrożonej wirusem. Dymisję otrzymał już zastępca głównego lekarza weterynarii ds. zdrowia zwierząt, jednak według Kołodziejczaka także jego szef jest odpowiedzialny za wydanie tej zgody. Według RMF FM Paweł Niemczuk miał zostać zdymisjonowany w nadchodzącym czasie, jednak wciąż piastuje on swoje stanowisko.
 
Woda dobrem wspólnym
AGROunia postuluje także podjęcie działań chroniących polski rynek przed importem produktów rolnych z zagranicy. Przede wszystkim rolnicy domagają się oznakowania kraju pochodzenia produktów. Wiele sieci handlowych wprowadza w błąd klientów, sprzedając jako polskie produkty importowane. Sam Kołodziejczak często powołuje się na przykład z jednej z sieci, która sprzedawała jako polskie ziemniaki z… Maroka. Ta praktyka sieci handlowych bez wątpienia nie jest wymysłem rolników z AGROunii. Swego czasu Klub Jagielloński alarmował, że podczas „tygodnia polskich marek” Lidl oferował produkty globalnych koncernów. Działacze KJ napisali zresztą w tej sprawie do UOKiK. AGROunia chce jednak iść dalej i postuluje, by w ofercie rolno-spożywczej sklepów wielkopowierzchniowych 51 proc. stanowiły produkty krajowe. Taki przepis zostałby bez wątpienia zakwestionowany przez Unię Europejską, jako niezgodny z zasadami wspólnego europejskiego rynku.
Najciekawszym z postulatów AGROunii jest wprowadzenie zakazu komercjalizacji ujęć wody i potraktowanie wody jako strategicznego surowca. Do tej pory postulat ten niemal nie pojawiał się w debacie publicznej, jednak możemy przypuszczać, że wraz z ocieplaniem się klimatu kolejne państwa będą podnosić ten temat. Wbrew pozorom dostęp do wody w Polsce wcale nie jest bogaty. Zasoby wód powierzchniowych w Polsce wynoszą 1600 metrów sześciennych na osobę, co oznacza, że są one na progu deficytowości. A rolnicy, którzy wody zużywają w produkcji bardzo wiele, odczuwają to w pierwszej kolejności. Dodatkowo przemiany klimatyczne prowadzą do stepowienia poszczególnych obszarów, co jest widoczne chociażby w Wielkopolsce.
 
Pożyteczny patriotyzm
Postulaty AGROunii bez wątpienia są uzasadnione. Produkcja rolna jest chroniona jako obszar strategiczny we wszystkich krajach rozwiniętych, a z powodu ocieplania się klimatu coraz ważniejsze znaczenie będzie nabierać produkcja lokalna, która redukuje emisję dwutlenku węgla dzięki ograniczeniu transportu. Moda na produkty krajowe jest więc pożyteczna i powinno się ją wspierać. O ile wprowadzenie krajowych limitów na import jest niemożliwe w warunkach UE, to oznakowanie towarów jak najbardziej. Można kręcić nosem na uciążliwość rolniczych protestów, ale przecież strajki muszą być uciążliwe, jeśli mają być skuteczne. Oburzeni na wyrzucanie jabłek na drogę powinni pamiętać, że pierwszy lepszy hipermarket wyrzuca codziennie więcej żywności, niż rolnicy z AGROunii podczas swoich sporadycznych protestów. Poza tym w związku z problemami ze zbytem rolnicy sami muszą utylizować tony swoich produktów, co jakoś nikogo nie oburza. Zamiast więc doszukiwać się rzekomych agenturalnych powiązań protestujących rolników czy rozbierać na czynniki pierwsze ich metody działania, lepiej pochylić się nad postulatami, które wysuwają.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki