Logo Przewdonik Katolicki

Halo, tu poradnia językowa

Krzysztof Grządzielski
FOT. MAREK WACHOWICZ/PAP

Działają na większości dużych uczelni od wielu lat, a nadal nie wszyscy o nich wiedzą. Dzwoniącym i piszącym pomagają w radzeniu sobie z trudnościami polszczyzny. Niektóre odnotowują ostatnio spory wzrost zainteresowania.

W stolicy Dolnego Śląska początek językowemu poradnictwu dali doc. Bogdan Siciński, dr Franciszek Nieckula oraz mgr Jan Miodek, dziś jeden z najbardziej znanych językoznawców. 1 lutego 1973 r. rozpoczęli działalność Telefonicznej Poradni Językowej na Uniwersytecie Wrocławskim. Jednakże w ostatnich latach z prośbą o poradę dzwonił mało kto. Do niedawna. 16 stycznia tego roku poradnia wznowiła działalność, choć formalnie nigdy nie została zawieszona. – Po prostu w pewnym momencie zauważyliśmy, że podczas naszych dyżurów nikt do nas nie dzwoni, stąd mniejszy rozgłos na nasz temat. W ostatnim czasie nasiliły się jednak zapytania skierowane do sekretariatu Instytutu z prośbą o poradę językową, zatem stwierdziliśmy, że należy powrócić do dawnej tradycji – wyjaśniał w lokalnych mediach dr Marcin Poprawa z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Językowe tradycje
Jedna z najstarszych telefonicznych poradni językowych w Polsce działa na Uniwersytecie Gdańskim. Już w 1961 r. pracownicy Zakładu Języka Polskiego opiekowali się wiszącą na korytarzu tzw. skrzynką porad językowych. Studenci wrzucali do niej pytania, a po kilku dniach na specjalnej tablicy pojawiały się odpowiedzi sporządzone przez któregoś z pracowników Zakładu. Trzy lata później rozpoczęto udzielanie porad telefonicznie, choć na oficjalną inaugurację trzeba było poczekać aż do 1973 r. To wówczas poradnia otrzymała swój własny numer telefonu i dzwonić mógł do niej każdy. – Niemal niezmiennie i nieprzerwanie kontynuujemy dzieło jej twórcy, śp. prof. Bogusława Krei – mówi prof. Marek Cybulski. Dyżur w poradni pełniony jest codziennie przez półtorej godziny. – Dzwonią ludzie z całej Polski. Są dni, że pytań jest kilkanaście, a czasem tylko kilka. Rzadko się zdarza by telefon milczał – wyjaśnia naukowiec. Przez 45 lat osoby dyżurujące przy telefonie w tej poradni odpowiedziały łącznie na około 28 tysięcy pytań, które zostały zanotowane w 11 zeszytach formatu A5. Wciąż pojawiają się nowe, np. czy odmienia się nazwa Pjongczang, w którym odbywały się tegoroczne, XXIII  Zimowe Igrzyska Olimpijskie?
Na wiele pytań z zakresu języka polskiego odpowiedziano także w działającej od ponad 30 lat telefonicznej poradni Uniwersytetu Szczecińskiego. – Pytania można kierować do nas już także za pomocą mejla. Jest ich wiele, choć liczba od lat utrzymuje się na stałym poziomie – mówi prof. Jolanta Ignatowicz-Skowrońska. Stanowią one też cenny materiał naukowo-badawczy. – Z pytań kierowanych do poradni i odpowiedzi udzielonych przez naszych językoznawców w 2009 r. powstała książka E-porady językowe – dodaje. Jak wskazuje, porady dotyczą przede wszystkim wymowy, interpunkcji, ortografii, budowy i odmiany wyrazów, poprawności związków frazeologicznych i składniowych, znaczeń wyrazów, a także językowej grzeczności. 
 
Lekarz pierwszego, językowego kontaktu
Tak o osobie mówi prof. Jarosław Liberek z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, na którym poradnia działa od 1977 r. Z językowych problemów leczy on już ponad 30 lat. – Ludzie dzwonią na okrągło z całego kraju. Jest od kilku do kilkunastu telefonów dziennie. Kiedyś prowadziłem wykaz pytań, dokładnie wiedziałem, na co chorowali Polacy – śmieje się, podkreślając, że na przestrzeni lat zmieniła się ich charakterystyka. – W latach 80. nikt nie pytał, jak dziś, o słowa angielskie. Zagadnienia dotyczyły głównie wyrazów rosyjskich, które przenikały do języka polskiego w ramach propagandy komunistycznej – wyjaśnia naukowiec. I tak, były pytania choćby o Dziadka Mroza, którego nazwę stosowano w ramach usuwania sfery religijnej z życia publicznego. – Od 1989 r. podstawowy typ pytań to kwestie zapożyczeń z języka angielskiego, np. kim jest „influencer”. Są też kwestie dotyczące składni, związku zgody między podmiotem a orzeczeniem, np. nauczyciel i uczeń poszedł czy poszli, problemy odmiany, np. zjeść hamburger czy hamburgera albo pytania o odmianę wyrazów i nazwisk, np. Ziobro, Kołodko itp. – wylicza poznański językoznawca.
 
Łódź on-line
Językowa poradnia w Łodzi jest jedną z najmłodszych w kraju. Działa od czterech lat. Pytania można zadawać wyłącznie w internecie. – Udzieliliśmy już ponad 900 odpowiedzi. Średnio odpowiadamy na 5-6 zapytań tygodniowo – mówi dr Bartłomiej Cieśla. Na stronie poradni działa także archiwum, na którym można znaleźć odpowiedzi na zadawane już w historii pytania. Internetowe poradnie językowe mają stałe grono odbiorców z kilku powodów. – Jednym z nich jest dostępność. By uzyskać poradę, nie trzeba dzwonić na uczelnię i bezpośrednio kontaktować się z językoznawcą. Wystarczy wejść do sieci. Ponadto osoba, która zadaje pytanie, może zachować anonimowość. Sprawia to, że wykazuje większą chęć do ujawniania językowych dylematów – tłumaczy naukowiec. Internetową poradnię prowadzi też Uniwersytet Śląski, Katolicki Uniwersytet Lubelski czy Uniwersytet Zielonogórski.
 
Zainteresowani
Językoznawcy zgodnie wskazują, że do poradni piszą i dzwonią urzędnicy, dziennikarze, korektorzy, nauczyciele, studenci, uczniowie, pracownicy różnych firm, a także anonimowi użytkownicy. – Niektórych poznaję po głosie – przyznaje prof. Jarosław Liberek. Sprawy, z jakimi dzwonią, bywają nieraz palące. – W agencjach marketingowych wszystko mają „na wczoraj”. Muszę pomóc i udzielić odpowiedzi natychmiast. Podobnie, gdy urzędnicy dekomunizują ulice i odpowiedź o odmianę nietypowego nazwiska chcą „na już” – dodaje, przyznając, że w ostatnich kilku latach liczba zapytań jest coraz większa. Jego zdaniem pojawiło się młode pokolenie czujące się niepewnie językowo i potrzebujące większej pomocy. – Dzwoni do mnie mnóstwo młodych ludzi. Należy się z tego cieszyć. Kiedyś wszystkim się wydawało, że w sieci można znaleźć wszystko. A było tam dużo bzdur. Co prawda istnieje obecnie internetowy Wielki słownik języka polskiego PAN, ale nie jest on kompletny – wyjaśnia prof. Liberek. O renesansie poradni językowych dr Bartłomiej Cieśla z Uniwersytetu Łódzkiego mówić jeszcze nie chce. – W przestrzeni internetowej funkcjonujemy stosunkowo od niedawna. W tym kontekście odpowiedniejsze byłoby słowo „moda” – zaznacza. Część osób dzwoniących do uniwersyteckich poradni robi to z faktycznej troski i obowiązku dbałości o język. Inni ze strachu przed konsekwencjami, choćby w pracy.
 
Szara rzeczywistość
Wydawać by się mogło, że dla językoznawców fundamentem w takiej pracy jest bycie na bieżąco. – Kluczowa jest jednak perfekcyjna znajomość gramatyki opisowej języka polskiego, czyli posiadanie wszystkich koniugacji i deklinacji w małym palcu – podkreśla prof. Jarosław Liberek. Dla niego praca w poradni od ponad 30 lat ma charakter społeczny. Nie jest jedyny. Kiedy w latach 90. na Uniwersytecie Śląskim zmieniła się sytuacja na uczelni, etatowych pracowników poradni zabrakło. Z kolei na Uniwersytecie Jagiellońskim instytucja ta bezpowrotnie należy do przeszłości. – Zorganizowałem ją i prowadziłem w latach 2003–2011, odpowiadając w tym czasie na ponad 11 tys. pytań. Musiałem ją zlikwidować, ponieważ sam nie dawałem już rady, a chętnych do pomocy nie było – wyjaśnia prof. Mirosław Skarżyński. Na pozostałych uniwersytetach za udzielanie się w poradniach językowych płacą władze uczelni albo sponsorzy zewnętrzni. Niezależnie jednak od sposobu ich funkcjonowania, wszystkie łączy podstawowa wartość: o bezpłatną poradę może poprosić każdy z nas.
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki