Logo Przewdonik Katolicki

Recepty Fransa Timmermansa

Piotr Zaremba
FOT. MAGDALENA BARTKIEWICZ. Piotr Zaremba historyk, dziennikarz, publicysta, komentator polityczny

Po obu stronach politycznej barykady kwitnie dziennikarstwo tożsamościowe. A wraz z nim rozkwitają wywiady z własnymi idolami, których dziennikarze w pytaniach chwalą, pocieszają albo zagrzewają do boju. A ci idole łaskawie godzą się odegrać rolę bohaterów.

W „Gazecie Wyborczej” po arcyidolu, czyli Donaldzie Tusku, przyszedł czas na Fransa Timmermansa, pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. Już na wstępie dowiadujemy się, że politycy PiS wściekle go atakowali, ale przecież on się trzyma, a potem cały czas w tym samym tonie… Ale zauważę coś, co nie jest związane z oceną polityki Holendra i z pytaniem, na ile ma on rację, żądając od Polski „polepszenia stanu praworządności”.
Była taka opowieść o malarzu Janie Styce i o Panu Bogu, który mu powiedział: „Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze”. Otóż dziennikarzom „Wyborczej” nie ma kto tego powiedzieć. I dlatego w istocie wyrządzają swojemu rozmówcy krzywdę, pozwalając mu pleść, co mu przyjdzie do głowy. Oto pytany o trwałość Unii Europejskiej Timmermans wraca do bardzo dawnych czasów – kiedy był ambasadorem w Związku Sowieckim i  przestrzegał przed upadkiem tego imperium, a przełożeni nie chcieli go słuchać. Potem się okazało, że ZSRR jednak się rozpadł. „To, co zostało stworzone przez człowieka, może być przez człowieka zniszczone” – konkluduje posępnie Timmermans.
No cóż, my Polacy niekoniecznie rozumiemy, kiedy opowiada się nam o upadku Związku Sowieckiego tym tonem. „Przestrzegał przed upadkiem”? A nie był ten upadek błogosławiony? Co ważniejsze, nikt nie tłumaczy zachodniemu politykowi, że takie porównanie ZSRR i UE to w Polsce ulubiony zabieg środowisk… antyeuropejskich. Jeśli Związkiem Sowieckim mamy mierzyć trwałość ludzkich dzieł, żal po zagrożonej potężnym kryzysem Unii będzie jeszcze mniejszy. Czytelnik „Wyborczej” może to łyknie, lecz czy łykną też inni Polacy?
Ale coś uderza mnie w tej rozmowie bardziej. Timmermans wygraża populistom żywiącym się ludzkimi błędami. Opowiada o zagrożeniach związanych z kryzysem tradycyjnych społeczeństw przemysłowych, z zanikaniem różnych rodzajów produkcji. Wspomina o kataklizmie greckim, o kryzysie imigracyjnym. Nie próbuje jednak, tytułem przykładu, zaproponować polskim czytelnikom choćby jednego remedium. W domyśle: Unia jest takim remedium, bo jest doskonała. Ale czy ma pomysły? To pytanie polskich dziennikarzy zawisa w próżni.
W innym miejscu Timmermans znajduje racje za Unią. Ma nas chociażby bronić przed Władimirem Putinem. Nie wiem, czy by nas broniła skutecznie, ale kiedy gotuje się za naszą wschodnią granicą, to argument zawsze wart rozważania. Sam radzę eurosceptykom: jeśli macie lepsze gwarancje dla stabilizacji i bezpieczeństwa dla środkowej Europy, to je przedstawcie.
Ale nie zmienia to faktu, że tam, gdzie Timmermans próbuje sformułować agendę dla całej Europy, idzie mu to mizernie. Pochyla się nad lękami ludzkimi, aby je zauważyć. Ale nie ma nic do zaproponowania, już nie tylko Polkom, ale wszystkim Europejczykom. Może takie propozycje padną w kolejnym odcinku? Bo nie wątpię, że jakiś następny odcinek będzie. Bardziej jednak prawdopodobne, że nie padną wcale, bo po prostu dzisiejszy polityczny aparat Unii Europejskiej nie produkuje wizjonerów. Potrafią się napawać hołdami wielbicieli, ale niewiele więcej. O czym piszę bez żadnej satysfakcji, bardziej już z żalem, bo przecież mądrzy sojusznicy by się przydali. Łatwiej wygrażać PiS-owi czy Viktorowi Orbánowi, niż prezentować własną agendę.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki