Logo Przewdonik Katolicki

Co zrobi Białoruś

Jacek Borkowicz
fot. PAPITAR-TASS PAP

Patriarchat moskiewski obawia się, że prawosławni Białorusi pójdą za przykładem Ukraińców i oddzielą się od Cerkwi rosyjskiej. Zapewne nie wszyscy będą mieli odwagę, by otwarcie sprzeciwić się swoim przełożonym, ale coraz więcej z nich mówi głośno to, co myśli.

Aliaksandr Szramko, proboszcz prawosławnej parafii św. Michała Archanioła w Mińsku, został pozbawiony funkcji kapłańskich za „sianie w ludzkich sercach wrogości i nienawiści”. Cóż takiego uczynił ów duchowny, którego oficjalne czynniki cerkiewne pomawiają dziś o zhańbienie całej Białorusi? Otóż zrobił kilka zdjęć wizytującemu białoruską stolicę Cyrylowi, patriarsze Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (RCP). A właściwie nie tylko jemu, lecz także jego licznym ochroniarzom oraz czarnej limuzynie z numerem rejestracyjnym 0002 MI. Szczególnym, bo każdy na Białorusi wie, że numer 0001 MI należy do prezydenta Łukaszenki. Ksiądz, bez zezwolenia zwierzchności, umieścił te fotki na Facebooku – stąd cała awantura.
Cyryl przybył do Mińska na synod RCP, który 15 października usankcjonował zerwanie kanonicznej łączności Moskwy z patriarchatem Konstantynopola. Hierarcha, przyjmowany tam z honorami przynależnymi głowie państwa, miał prawo czuć się jak u siebie w domu: prawosławna Cerkiew Białorusi, państwa nominalnie niepodległego, jako autonomiczny egzarchat stanowi część Cerkwi rosyjskiej. Na zdjęciach Szramki widać, jak przed dumnym i jakby zagniewanym Cyrylem kłoni uniżenie głowę białoruski egzarcha Paweł. I jeden, i drugi są Rosjanami – Paweł w dodatku pochodzi z Azji, gdyż urodził się w kazachskiej Karagandzie. Trzeba przyznać, że to dość daleko od opiewanych przez Adama Mickiewicza nadniemeńskich łąk. Tak w praktyce wygląda samodzielność Cerkwi białoruskiej.
Jest jeszcze Cerkiew autokefaliczna, od Moskwy niezależna, ale ta posiada na Białorusi zaledwie kilka parafii. Duchowe centrum tego Kościoła, założonego przez białoruskich emigrantów politycznych, leży poza granicami kraju, na Zachodzie. Ponad 80 proc. wierzących Białorusinów i prawie 60 proc. ogółu obywateli należy jednak do białoruskiego egzarchatu RCP. Ale to o ich lojalność, nie o nielicznych autokefalistów, wyraźnie troszczy się dziś patriarcha Cyryl.
 
A nuż się upomną?
Na sąsiedniej Ukrainie od miesiąca toczy się bezprecedensowy proces odrywania tamtejszej Cerkwi prawosławnej od formalnej podległości Moskwie. 11 października, tuż przed mińskim synodem, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej zalegalizował tam hierarchów dwóch niezależnych Cerkwi, nieuznawanych dotąd przez światową wspólnotę prawosławną. Ma to być wstęp do ustanowienia nowej, zjednoczonej hierarchii autokefalicznego Kościoła Ukrainy. Konstantynopol powołuje się tu na fakt, że nigdy nie zrzekł się kanonicznej zwierzchności nad tym terytorium, zaś w XVII w. przekazał je patriarchatowi w Moskwie jedynie w tymczasowy zarząd.
Tu właśnie leży źródło obaw Cyryla o Białoruś. Gdy bowiem w 1686 r. Konstantynopol oddawał Moskwie metropolię kijowską, dotąd w całości należącą do Rzeczypospolitej, sięgała ona aż do Wilna, obejmując cały obszar dzisiejszej Białorusi. Skoro więc Konstantynopol odwołał akt donacji w całości, niebawem może się upomnieć i o ten kraj.
Wydawałoby się, że są to obawy na wyrost. Spokojna Białoruś nie przypomina przecież Ukrainy, która kilka lat temu, w sposób burzliwy, wyrwała się z rosyjskich objęć i teraz porządkuje swoje sprawy także na gruncie kościelnym. Otóż nie do końca. Białoruski egzarchat, pozornie wierny Cyrylowi, wcale nie jest dlań taką pewną placówką.
Po pierwsze dlatego, że to, co dzieje się na linii Kijów–Konstantynopol, mocno oddziałuje na niższe cerkiewne duchowieństwo Białorusi. „Nasza Niwa”, jedyny w tym kraju niezależny tygodnik, pisała nawet ostatnio o „rewolucji”, jaka dokonuje się w umysłach licznych przedstawicieli tego środowiska. Szeregowi księża białoruscy to w odróżnieniu od swoich biskupów rodowici Białorusini. Ci ludzie zadają sobie teraz pytanie, dlaczego – we własnej Cerkwi – nie wolno im wybrać Białorusina na przywódcę.
Aliaksandr Szramko jest jednym z nich. Od dłuższego już czasu publikuje w nielegalnej prasie artykuły krytykujące hierarchię oficjalnej Cerkwi białoruskiej. I za to w istocie, nie za robienie zdjęć, został ukarany przez egzarchę Pawła.
Takich jak Szramko jest jeszcze wielu. Zapewne nie wszyscy będą mieli odwagę, by otwarcie sprzeciwić się swoim przełożonym. Ale coraz więcej z nich mówi głośno to, co myśli.
 
Łukaszenko wolałby swojego
Cyryl ma jeszcze jeden problem: jest nim Aleksandr Łukaszenka. Prezydent, który sam określa się jako „prawosławny ateista”, w 2004 r. zainaugurował erę przyjaznej koegzystencji Cerkwi z państwem. Od tego czasu prawosławni mają prawo prowadzić własną edukację, opiekę zdrowotną, a także duszpasterstwo w więzieniach i zakładach wychowawczych. Łukaszenka, na wzór Władimira Putina, zwrócił się więc ku modelowi „Cerkwi państwowej”. Brakuje mu tylko niezależnej, białoruskiej głowy na jej czele. W 2013 r. był już blisko osiągnięcia tego celu, gdy po śmierci poprzedniego egzarchy Filareta promował na jego następcę Białorusina. Jednak cerkiewna Moskwa pokazała prezydentowi, gdzie jego miejsce, przysyłając na Białoruś Rosjanina Pawła. To upokorzenie Łukaszenko dobrze sobie zapamiętał. I zapewne kiedyś zechce się odegrać.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki