Logo Przewdonik Katolicki

Antytroska

Natalia Budzyńska
FOT. YEVHENII KUKULKA/ FOTOLIA

Takie przypadki zdarzają się co jakiś czas. Oto kapłan z wielką charyzmą gromadzi wokół siebie wierne grono osób, które pod wpływem jego osobowości i słowa, jakie głosi, zmieniają swoje życie, przystępują po latach do spowiedzi, wracają do Kościoła.

Wszyscy te owoce widzą, więc kapłan staje się coraz bardziej popularny, ceniony. Potem zapraszany na rekolekcje, podczas których kościoły pękają w szwach. Tak to po prostu działa, a nie każdy ma ten dar od Pana Boga, ową charyzmę.
Ale nawet taki kapłan jest tylko człowiekiem, więc czasem ta charyzma staje się jego przekleństwem. Tyle że wcale nie chciałam tu pisać o kapłanie, tylko o nas – wiernych. Że kiedy tak tego charyzmatycznego kapłana uwielbiamy, wpatrzeni w niego jak w obrazek, to mu szkodzimy. Pompujemy w niego powietrze, jak w balon, aż on się w końcu odrywa od ziemi i myśląc, że głosi Chrystusa, zaczyna głosić siebie. I nawet nie zauważa, jak wokół niego tworzy się grupa adoracji, jak jego słowo ma wagę ostateczną, jak odmawia mu się prawa do pomyłki i grzechu. Staje się nieskazitelny, jedyny, najmądrzejszy, no po prostu nie ma takiego drugiego, biskup powinien jeść mu z ręki. Takich przypadków jest wiele, czasem o nich słyszymy, zwykle w kontekście jakiejś „kary” za samowolę i pychę, bo wtedy zaczynają się burzyć ci wierni temu „ukaranemu” kapłanowi. Nie pomyślą, że oto właśnie Bóg w postaci przełożonego przychodzi mu z pomocą nauki pokory.
Nie piszę tego bez powodu. Nie mogę przestać myśleć o pewnym ważnym dla mnie kapłanie, zakonniku, któremu rzeczywiście wiele zawdzięczam. W pewnym momencie, widząc, że niektórzy zaczynają traktować go idolatrycznie, mądrze usunął się w cień. Wszak to nie na nim mieli budować swoją wiarę ci, których „przyprowadził” do Kościoła. Minęło już wiele lat. I oto widzę na portalu społecznościowym grupę wsparcia: wszyscy, którym tenże zakonnik się dobrze przysłużył, niech natychmiast piszą listy do kurii ze swoimi świadectwami. Trzeba to robić, albowiem ten kapłan otrzymał zakaz głoszenia wypowiedzi od swoich przełożonych. Muszą zobaczyć, jak się mylą! Inicjatorami tej akcji są świeccy wpatrzeni w owego zakonnika.
Nie! Nie napiszę żadnego listu, choć mam o czym. I to nie dlatego, że już go nie potrzebuję, bo spełnił swoją misję. I też nawet nie dlatego, że ostatnie jego homilie i nauki mocno zbaczały z wyznaczonego przez papieża Franciszka kursu, wpisując się w narodowe lęki. Ale dlatego, że uważam, że najlepsze dla niego jest posłuszeństwo przełożonym, a najgorsze wbijanie w pychę przez tych świeckich „przyjaciół”. To antytroska, proszę Państwa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki