Logo Przewdonik Katolicki

Kościół nie na usługach

Monika Białkowska
FOT. SHAKE PL/FOTOLIA

Dokument na temat narodowych pielgrzymek czytam z nadzieją, bo mówi „dość!”. To nie jest tylko wezwanie do narodowców i kustoszy sanktuariów. To przywołanie do porządku wszystkich, którzy mają zakusy, by zawłaszczyć Kościół: jego imię, przestrzeń, orędzie i pasterzy.

Nie najlepszy wizerunek Kościoła w Polsce w dużej mierze ma swoje przyczyny wcale nie w jego nauczaniu i postawach. Wielu wszak biskupów mówi mądre kazania. Wielu księży w swoich mniejszych czy większych parafiach żyje dobrze z ludźmi i cieszy się ich szacunkiem. Wiele kościelnych instytucji skutecznie pomaga potrzebującym. Problem w tym, że do Kościoła niezwykle łatwo przyklejają się łatki. Wystarczy jedno kazanie mniej mądre: nawet, jeśli przeczyć będzie nauce soboru, Jana Pawła II i Franciszka, powiedzą, że „Kościół głosi”. Wystarczy, że jeden ksiądz popełni błąd i nawet jeśli poniesie stosowną karę, powiedzą: „Kościół żyje w obłudzie”. Wystarczy, że jeden polityk podeprze się jego autorytetem. Nawet jeśli nie będą stać za tym żadne argumenty, powiedzą: „Kościół popiera”.
Owe łatki nie byłyby takie bolesne, gdyby nie wpływały na wiarygodność Kościoła. Nie byłyby problemem, gdyby właśnie przez nie – a nie przez prawdę o Kościele czy jego autentyczną naukę! – nie odchodzili od niego wierni. A odchodzą. Odchodzą zgorszeni, gdy na Jasnej Górze ksiądz kropi wodą święconą szaliki z napisem: „Legia – witamy w piekle” i „Fanatyczne pierdolnięcie” (przepraszam za dosłowność, która również i mnie razi, ale właśnie to pozwala poczuć i zrozumieć rozmiar owego zgorszenia). Odchodzą, gdy na Mszy św. w najważniejszym polskim sanktuarium powiewa transparent z napisem „Znajdzie się kij na lewaka ryj”. Odchodzą zgorszeni, gdy polityk na partyjnym wiecu oświadcza: „My, Kościół, mamy prawo żądać…!”. Odchodzą, bo nie widzą dla siebie miejsca i czują głęboki sprzeciw wobec takich treści. Być może są winni, bo nie szukają sedna: zamiast na autentycznym głosie Kościoła, skupiają się na głosie jego samozwańczych tłumaczy. Sama jednak obecność owych tłumaczy i fakt, że zagłuszają oni i wypaczają przesłanie Kościoła, musi być dla Kościoła problemem.
 
Przeciw nacjonalizmowi
Rada Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek w wydanym pod koniec czerwca dokumencie zatytułowanym „Być pielgrzymem pokoju” przypomina, na czym powinno polegać pielgrzymowanie do sanktuariów i miejsc świętych; szczególnie to, które nazywa się pielgrzymowaniem narodowym. Powinno ono mieć motyw religijny, a jeśli łączy się ze sprawami społecznymi, to jedynie w kontekście miłości, pojednania i poszukiwania świętości. Biskupi przypominają, że nawet kiedy Polska przeżywała burze dziejowe, pielgrzymki nigdy nie były wymierzone przeciwko drugiemu człowiekowi, ale przeciwko grzechowi, zniewoleniu i narodowym wadom. Pielgrzymki nazywane narodowymi odbywały się niezwykle rzadko i związane były z najważniejszymi wydarzeniami w naszych dziejach – zawsze również organizowane były przez Episkopat. Nieuprawnione jest więc, gdy jedna grupa powołuje się na swoją ideologię lub doktrynę polityczną i wykluczając innych, sama chce reprezentować cały naród. Żadne sanktuarium nie może być miejscem takiego wykluczania. Nie może być również miejscem manifestowania nienawiści wobec grup politycznych, społecznych czy etnicznych. To nie jest patriotyzm, ale nacjonalizm. Prawdziwy patriotyzm „nie ulega agresji i instynktom, nakazującym wykluczanie i stygmatyzowanie społeczne innych osób, różniących się światopoglądem, wiarą, pochodzeniem etnicznym czy odcieniem skóry” – piszą biskupi. Przypominają dalej, że sanktuaria są miejscami pokoju, który rodzi się na modlitwie oraz przez pokutę i pojednanie, a Jasna Góra, która zawsze jednoczyła Polaków, uczy patriotyzmu wyrażającego się w pracy dla dobra ojczyzny oraz w budowaniu w niej jedności i pokoju. Od uczestników pielgrzymowania należy wymagać uszanowania charakteru miejsca i jego świętości. Żadne prezentowane tam flagi, sztandary czy stroje nie powinny wywoływać ani wzburzenia, ani ideologicznych sporów. Liturgia tam sprawowana nie powinna nabierać stylu, przypominającego ceremonie świeckie. Język używany w świętym miejscu nie może być językiem świeckiej subkultury. Symbole eksponowane na pielgrzymce nie mogą w swoim przekazie przeczyć nauce Kościoła o patriotyzmie. Rada ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek przypomina wreszcie, że kościelny charakter pielgrzymki gwarantuje konieczna obecność księdza jako organizatora i duchowego przewodnika – a i on sam powinien spełniać wymagania, stawiane przez Kościół. Głoszona przez niego homilia, a często wręcz kazanie patriotyczne, „nie może sprawiać wrażenia przemówienia ideologicznego na usługach pielgrzymującej grupy”.
Czytając dokument, można się po prostu ucieszyć, że biskupi zauważyli problem, jakim są „narodowe” czy „patriotyczne” pielgrzymki środowisk nacjonalistycznych czy kibicowskich, tak często wywołujące zgorszenie swoimi hasłami, strojami czy ekspresją wyrażania poglądów. To jest ważne już samo w sobie i zapewne wielu czuje przy lekturze ulgę: zyskując potwierdzenie, że wspomniane na początku szaliki i transparenty nie są głosem Kościoła, a Kościół się od nich wyraźnie odżegnuje. 
Dokument ten jednak, jeśli czytać go głębiej, jest komunikatem nie tylko do środowisk skrajnie narodowych, ale również do wszystkich, którzy być może za chwilę również będą próbowali wykorzystać święte miejsca dla swoich celów.
 
Tu mówi Bóg
Nie bez przyczyny biskupi zaczynają swoje słowo od przypomnienia, czym jest sanktuarium. To miejsce wybrane przez Boga, w którym On sam jest gospodarzem. Co za tym idzie, mniejsze znaczenie (jeśli nie żadne!) ma to, co my w tym miejscu mamy do powiedzenia. To nie jest forum wymiany opinii. To nie miejsce głoszenia swoich poglądów i przekonań. To nie miejsce zdobywania poparcia. Do sanktuarium człowiek przychodzi, żeby słuchać Boga. Owszem, to oznacza, że kiedy tak zwani szalikowcy czy narodowcy organizują na Jasnej Górze spektakl, będący manifestacją ich poglądów, przekonań czy nawet miłości do piłki nożnej, nadużywają świętego miejsca. Ale to znaczy również, że każdy inny, kto chciałby w sanktuarium „zaprezentować siebie”, tak samo go nadużyje. Jeśli przyjeżdża do sanktuarium zespół pieśni i tańca w ludowych strojach, klęka przed Cudownym Obrazem i wyćwiczonymi głosami śpiewa Czarną Madonnę, to bez wątpienia jest akt pobożności. Jeśli jednak w jasnogórskiej kaplicy odtańczy kujawiaka i oberka, bisując na żądania publiczności i rozdając wizytówki, jawnie nadużyje świętości dla własnej autopromocji. Jeśli grupa pielgrzymów wchodzi na Jasną Górę w koszulkach z nazwą grupy, śpiewając pobożne pieśni, trudno doszukać się w tym nadużycia. Jeśli jednak wchodzi, krzycząc, że to właśnie ona są najlepszą z grup, zamiast różańca wykrzykując promujące ją samą hasła, może budzić słuszne zgorszenie. Jeśli na Jasną Górę przyjeżdżają politycy, by modlić się przed podjęciem ważnych decyzji, rzecz sama w sobie jest chwalebna. Jeśli jednak o swojej modlitwie informują media i dbają, by była ona transmitowana, granica między uszanowaniem świętości a jej wykorzystaniem dla budowania własnego wizerunku wydaje się przekroczona.
 
Każdy się zmieści
Sanktuarium jest nie tylko miejscem wybranym przez Boga, ale i miejscem, w którym nikt nie może czuć się odrzucony. To sformułowanie to nie pusty slogan, ale rzeczywistość mająca tradycję starszą niż samo chrześcijaństwo, na dodatek umocowaną niegdyś w prawie. Już Stary Testament znał ustanowione przez Mojżesza „miasta ucieczki”. Mogli się w nich schronić ci, którzy dokonali nieumyślnego zabójstwa: nie na zawsze, ale na tyle, by w innych opadły emocje i chęć zemsty, by zabójca mógł zostać poddany sprawiedliwemu sądowi, a nie samosądowi. Miasta te musiały być dobrze utrzymane i oznakowane, a raz na rok z prowadzących do nich dróg usuwano kamienie, żeby uciekający nie stracił ani chwili. Były rozwiązaniem prawno-społecznym, ale również obrazem Boga, a później również symbolem Chrystusa, który jest ucieczką grzeszników i schronieniem dla błądzących. Starożytne „miasta ucieczki” w średniowieczu ewoluowały w tak zwane kościelne prawo azylu, na które wielu powołuje się zresztą do dziś. W budynku kościoła człowiek pozostawał pod szczególną ochroną Boga. Nie wolno było tam wnosić żadnej broni. Przebywać mógł tam każdy i nikomu nie wolno było wyrządzać krzywdy. Teren kościoła znajdował się niejako poza przestrzenią działania prawa ludzkiego – obowiązywało w nim wyłącznie prawo Boże.
Nie dziwi, że biskupi upominają, by żaden akt podejmowany w sanktuarium nie był wymierzony przeciwko drugiemu człowiekowi, by nie była tam manifestowana nienawiść do żadnej grupy politycznej, społecznej czy etnicznej. W sanktuarium ma bowiem prawo przebywać i modlić nawet ten, którego my uznalibyśmy za naszego największego wroga i największego grzesznika. Nikt nie może poczuć się tam niechciany czy odrzucony, gdyż to przeczyłoby samej istocie sanktuarium.
 
Konfesjonał, nie ambona
Jest wreszcie sanktuarium miejscem nawrócenia. Rada przypomina, że dawniej narodowe pielgrzymki kierowane były przeciwko zniewoleniu i wadom narodowym. Ich celem była osobista przemiana pielgrzymujących, a przez to dopiero przemiana całego społeczeństwa. Dziś na pielgrzymkach dużo częściej pojawiają się wezwania do innych niż do nas samych. Na nasze wołanie to świat powinien porzucić zło: nawrócić się powinna Unia Europejska, Polska, Niemcy, rząd, lekarze, artyści. Byle nie ja.
Tymczasem sanktuarium to nie jest ambona, z której chrześcijanie powinni nawracać świat. Sanktuarium to konfesjonał, w którym oni sami powinni się nawracać. Jeśli pielgrzymowanie do sanktuarium ma cel inny niż osobiste nawrócenie – jest bez sensu. I jeśli powinniśmy organizować dziś jakieś ogólnonarodowe pielgrzymki, to takie, na których mogą spotkać się wszystkie grupy podzielonego społeczeństwa: od kibiców „Legii”, przez słuchaczy „Radia Maryja”, po czytelników „Tygodnika Powszechnego” i tych nawet, którzy na co dzień nazywają siebie wierzącymi niepraktykującymi. Pielgrzymki, na których mogą spotkać się wyborcy wszystkich partii politycznych i politycy wszystkich opcji. Pielgrzymki, na których mogą stanąć obok siebie tak, żeby nie było wiadomo, kto jest kim: bez pierwszych miejsc w szeregach, bez sztandarów, emblematów, koszulek, beretów i szalików. Pielgrzymki, na których wszyscy razem zaczniemy się modlić o wolność własnego serca od nienawiści i niechęci. Dopiero taka pielgrzymka będzie właściwą w świętym miejscu. Dopiero taka będzie miała moc przemienić nas, a przez to i Polskę.
 
Narzędzie w ręku Boga
Taka pielgrzymka jest trudna – dziś wydaje nam się wręcz utopią. Ale takie właśnie jest chrześcijaństwo. Jeśli nie kosztuje nas wysiłku, jeśli nie wymaga rezygnacji z siebie, a zamiast tego buduje naszą siłę i władzę – to znaczy, że nie idziemy za Jezusem. To znaczy, że wykorzystujemy Jego Kościół do naszych własnych celów.
Biskupi w swoim dokumencie stają bardzo wyraźnie przeciwko wykorzystywaniu chrześcijaństwa. Przypominają, że Kościół jest po to, żeby służyć ludziom w drodze do zbawienia, a nie być na usługach każdej grupy, która ośmieli się po niego sięgnąć.
Być może w czasach postkomunizmu i zachwytu nad tym, że stał się poważnym partnerem w społecznej debacie, sam Kościół o tym czasem zapominał i niejeden raz pozwolił się wykorzystać. Mam nadzieję, że dokument, który otrzymaliśmy, to nowy początek: wyraźny krok ku samodzielności Kościoła w Polsce, który nie chce już być narzędziem w niczyich rękach, poza ręką Boga.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Mieczysław
    12.07.2018 r., godz. 08:50

    widzę że cenzura ma się dobrze, kilka dni temu zamieściłem komentarz i jeszcze go nie ma, no cóż w sumie nic nie zmusza mnie do czytania Was, ale mimo wszystko wstyd dla Was, zachowujecie się jak GW

  • awatar
    Mieczysław
    09.07.2018 r., godz. 12:33

    Szanowna Pani
    Przeczytałem Pani artykuł Kościół nie na usługach i jestem zbulwersowany. Pisze Pani, że ludzie odchodzą od Kościoła bo widzą napisy np. Legia-witamy w piekle itp, ksiądz je święci i to gorszy ludzi. A skąd Pani to wie? Oczywiście, że takie chamskie hasła nie powinny mieć miejsca, ale czy wypowiedzi bp. Pieronka nie gorszą ludzi i przez niego wierni nie odchodzą z Kościoła? Albo zachowanie ks. Sowy lub publikacje w Tygodniku Powszechnym. Jakoś nie słyszałem zdecydowanego stanowiska KEP i Pani w tych bulwersujących kwestiach. A wczoraj kto "bronił" Jasną Górę przed prowokacją ze strony homoseksualistów? Tak krytykowani przez KEP i przez Panią Narodowcy.
    Miałem zamiar wezwać Panią do sprostowania Pani słów ale oddziaływanie Przewodnika Katolickiego jest tak małe, że nie zrobię tego.
    Pozdrawiam

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki