Logo Przewdonik Katolicki

Poważna rozmowa jest możliwa

Cezary Kościelniak

Problemem naszej debaty publicznej jest nieumiejętność jej prowadzenia. Odpowiedź przewodniczącego Episkopatu na list szefowej Nowoczesnej pozwala przełamać ten wiecowy dyskurs, który nie licuje z powagą ważnych dla nas wszystkich spraw.

W marcu szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer wysłała do Konferencji Episkopatu Polski list, w którym domagała się zaprzestania wsparcia dla ruchów pro-life. Tego typu apele i listy stały się formą politycznego happeningu, na jaki rzadko się odpowiada. Dlatego zaskoczeniem – nie tylko dla szefostwa Nowoczesnej – musiała być odpowiedź przewodniczącego KEP abp. Stanisława Gądeckiego. Sprawa ta nie byłaby może godna odnotowania, zwłaszcza że wiele wskazuje na rychły koniec tego ugrupowania. Jest jednak w tej korespondencji kilka rzeczy wartych zaważenia.

We współczesnej polskiej polityce jest to pierwsza wymiana myśli między katolickim hierarchą a liderem lewicowej partii i próba dyskusji z politycznymi krytykami Kościoła, która powinna mieć miejsce. Katarzyna Lubnauer pisząc swój list w momentami lekceważącej formie (np. zwracając się do biskupów per „panowie”, a raczej wątpliwe, by było to nawiązanie do stylu kard. Newmana, który niekiedy używał takiej formy w rozmowie z duchownymi), pewnie nie miała zamiaru uruchomienia wymiany myśli wychodzącej poza język politycznych haseł. Jednak odpowiedź abp. Gądeckiego pokazuje, że poważna rozmowa jest możliwa. Wreszcie, jak się wydaje, w Polsce nastał czas, by podjąć dyskusję o kwestiach fundamentalnych, choćby w kontekście potencjalnych zmian w konstytucji.
Problem nie polega więc na braku tematów do rozmowy, lecz na nieumiejętności jej prowadzenia. Kryzys naszego języka w życiu publicznym cechuje jego wulgaryzacja, ale także sprowadzenie istotnych kwestii politycznych do poziomu happeningu. List abp. Gądeckiego pozwala przełamać ten wiecowy dyskurs, który często nie licuje z powagą ważnych dla nas wszystkich spraw.
 
Niewolnicy „przykuwania uwagi”

List zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny problem: styl naszej debaty publicznej. Okazuje się, że odpowiedzi na wiele pytań możemy znaleźć w kulturze intelektualnej, choćby u zacytowanych przez arcybiskupa klasyków. Jak można się było spodziewać, reakcje na ten list są raczej niepoważną próbą jego obśmiania aniżeli refleksją. Tym bardziej pokazuje to, że od uczestników debaty publicznej i politycznej powinniśmy wymagać więcej.
Powinniśmy mieć odwagę nie zgadzać się na język emocji i uproszczonych wizji świata. Przyzwyczailiśmy się, że wymianę myśli zastępuje okładanie się wyzwiskami, a dyskusje bez epitetów uznane są za „nieudane”. Wolność myślenia zastąpiło niewolnictwo „przykuwania uwagi”, gdzie kryterium udanej debaty staje się ilość polubień czy cytowań, które najprościej generuje się wywołaniem politycznej ruchawki.
Prowadzi to do zakładanego z góry kulturowego analfabetyzmu („nasz czytelnik nie zrozumie”), który staje się kołem zamachowym dla skrótów myślowych, niemających z rzetelną, a często i kulturalną wymianą idei niczego wspólnego. Używając takiego stylu, trudno cokolwiek poważnego ustalić w polskich sprawach. Właśnie z tego powodu cieszę się z listu arcybiskupa, który pokazuje, że inaczej prowadzona rozmowa jest możliwa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Krystyna
    18.05.2018 r., godz. 10:59

    W czasach zimnej wojny kobiety decydowały się na aborcję, by oszczędzić potomkom koszmarów wojny "ciepłej": kalectwa, śmierci oraz zabijania i okalecza nieznajomych.
    Z tego wniosek, że przyczyną aborcji są wojny, a nie na odwrót.
    Mężczyźni traktują matki i dzieci jak niewolników, więc niech się nie dziwią sprzeciwom.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki