Logo Przewdonik Katolicki

Sam na sam z Ignacym

Remigiusz Ciesielski
FOT. MATERIAŁY DYSTRYBUTORA

Są filmy, które łatwo poddają się opisowi, są też takie, które poprzez złożoność nie zezwalają na proste ich podsumowanie. Czy Ignacy Loyola to tylko biograficzna opowieść o założycielu jezuitów?

Od zakończenia ostatniego konklawe zainteresowanie jezuitami i ich założycielem jest bardzo żywe; także w Polsce ukazał się przekład jednej z jego najciekawszych biografii Ignacy Loyola. Sam i na piechotę. Ta powieść biograficzna napisana przez José Ignacio Tellechea Idígorasa pełna jest plastycznie ukazanych faktów, ale i zawarty w niej ogrom zaskakujących skojarzeń nie ułatwia lektury. Jednak ta książka tętni podobnym rytmem i stanowi doskonałe tło dla zrozumienia wyreżyserowanego przez Paolo Dy filmu o… Właśnie, filmu o kim czy filmu o czym?
 
Trzynasty
Akcja filmu Ignacy Loyola toczy się wokół zdarzeń, osób, obrazów, które łącząc się ze sobą, tworzą pole dla własnej interpretacji.
Zacznę od jednej z ostatnich scen. W więzieniu, w którym przetrzymywany jest Ignacy w czasie procesu inkwizycyjnego, wybucha pożar. Korzystając z okazji, większość zatrzymanych ucieka. Ignacy wraz z podzielającymi jego sposób życia mężczyznami pozostaje w celi, oddając się rozmyślaniu, modlitwie. Nazajutrz, na zadane mu pytanie, dlaczego nie zbiegł z aresztu, Ignacy odpowiada pytaniami: ilu uciekło, ilu zdążono już schwytać i puentuje: ja byłbym trzynasty. To nie jest jednak odpowiedź, która sugerowałaby, że zdaniem Ignacego i tak nie było warto ruszać się z miejsca. Trzynasty – to raczej jasna deklaracja pokornego oczekiwania na rozstrzygnięcie trybunału inkwizycyjnego. Jego ocenie poddane bowiem zostały opracowane przez Ignacego Ćwiczenia duchowne. Bo o rodzeniu się Ćwiczeń jest ten obraz. Pamiętam pierwszą lekturę Ćwiczeń duchownych. Już pierwsze strony były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Lata 80. XX w. były w Polsce czasem zachwytu duchowością religii orientalnych. Filmy o karate, o klasztorach buddyjskich cieszyły się dużą popularnością – jakby duchowość katolicka zapomniała o psychice człowieka, o jego ciele i np. o oddechu. Jakże wstrząśnięty byłem moją ignorancją, a może nieuważnym uczestnictwem w katechezie, kiedy zacząłem czytać o oddechu w modlitwie. Niewiarygodne? Katolicka myśl duchowa nie pominęła elementu oddychania w akcie modlitwy, nie mówi ona tylko o tym, co i jak odmawiać? To był początek, który pokazał mi, czym są Ćwiczenia proponowane przez św. Ignacego dla zwyczajnej praktyki modlitewnej. Więcej dowiedziałem się, podejmując samodzielnie trud ich zastosowania w mojej osobistej modlitwie.
„Nigdy jeszcze nic takiego nie robił. Później rozmyślanie stanie się prawdziwą duszą Ćwiczeń duchownych; jak widać, on sam był pierwszym ćwiczącym. Św. Augustyn natknął się na pisma Plotyna i Hortensjusza, św. Teresa na Trzeci alfabet duchowy Franciszka Osuny. Jednak nikt nie nawraca się na samą książkę, tylko na to, co dana książka mu objawia. I dostrzega w niej to, za czym w pewnym sensie do tej pory tęsknił”.
Autorzy biografii Ignacego świetnie charakteryzują stan, który stanowi jądro Ćwiczeń: postrzeganie. Tym tropem porusza się także reżyser filmu. Propozycja, jaką daje on widzowi, jest jednoznaczna: spróbuj spojrzeć na otaczający cię świat tak, jak zaczął go obserwować Ignacy.
 
Jak drobiazgi zmieniają życie
Każdy, kto spotkał się choć raz z biografią Ignacego, zapamiętał jeden szczegół. Ignacy był żołnierzem. Nie chcę kreślić prostych skojarzeń z doświadczeniami wojskowymi św. Alberta Chmielowskiego czy bł. Karola de Foucauld, którzy podobnie jak Ignacy doświadczyli życia żołnierskiego, jednak charakter Ignacego jest nieco inny, on chce być doskonałym żołnierzem. Obraz Ignacego stojącego w wyłomie burzonego muru fortecy pozostanie na pewno w pamięci wielu widzów. Wiedzieć, że sens bycia żołnierzem mieści się w tym, co zawiera rota przysięgi. Tutaj nie ma miejsca na kunktatorstwo. Sens przysięgi nie może być przedmiotem dowolnego interpretowania. Do momentu obejrzenia filmu służbę wojskową Ignacego postrzegałem jako jedynie jeden z etapów koniecznych do nawrócenia, film nakazuje jednak poważną weryfikację tego sądu. Ignacy zwyczajnie taki był, brał swoje zadania na poważnie. Ceną tej powagi będzie błogosławiona rana, nawiązując tu do tytułu znanej książki Zofii Kossak. Dzięki tej ranie Ignacy przekona się, że z nadmiaru czasu można polubić to, co podejrzewa się o nudne i nic niemówiące opowieści. Okazało się jednak, że mają one moc zmieniania twardego żołnierza, który swoje życie uzna za przegrane. Tak dzieje się z lekturami, które musi polubić leżący w łóżku ranny żołnierz. „Z  pewnością nie pierwszy raz Iñigo dyskutował sam z sobą. Wcześniej robił to, czytając opowieści rycerskie, a teraz czytając o życiu Jezusa i świętych. Nie tyle czytał, ile zagłębiał się we własnym wnętrzu. Zaczerpnięte z opowiadań symbole kiełkowały w jego duszy niczym coś własnego, jakby chodziło o odkrycie ignorowanych dotąd fragmentów jego własnej duszy. Iñigo z łatwością daje się porwać heroicznym wzorcom. Ulega fali podziwu, która szybko przeobraża się w marzenia o naśladownictwie. Rozważając „sam w sobie”, zaczyna zadawać sobie pytania: „«Co by to było, gdybym zrobił to, co św. Franciszek albo co zrobił św. Dominik?». I rozmyślał o wielu rzeczach, które wydawały mu się dobre, a zawsze miał na oku rzeczy trudne i ciężkie. A kiedy je sobie przedstawiał, wydawało mu się rzeczą łatwą wcielić je w czyn”. Autorzy biografii świetnie przedstawiają tę umiejętność lektury Ignacego. Reżyser proponuje widzowi sugestywny obraz rozmowy, jaka dzieje się jakby na marginesie nauczania Franciszka z Asyżu. Zresztą warto i sobie dać pod rozwagę tę kwestię stawianą przez Świętego Biedaczynę Ignacemu. „Zadajesz niewłaściwe pytanie, przyjacielu, nie liczy się jak, tylko dlaczego, bo tak zrobił mój Pan. To nie moja wiara jest wielka, lecz mój Bóg. Nie możesz zrobić tego samego?”. To chyba najistotniejsze pytanie stawiane w całym filmie.
 
Don Kichote
Oglądając film o powstawaniu Ćwiczeń duchownych, nie można pominąć bardzo interesujących wątków, zresztą dobrze wyartykułowanych fabularnie przez reżysera, które odnoszą się do miejsca kobiet w życiu Ignacego. Właściwie film jest o trzech kobietach: matce, której śmierć jest tłem jednego z pierwszych dialogów, kobiecie, z której los uczynił prostytutkę, i księżniczce. Najtrudniej opowiedzieć rolę matki, reżyser przedstawia Ignacego jako dziecko, które obwinia się za jej przedwczesną śmierć. Bardziej wymownie skonstruowane są obrazy dotyczące dwóch następnych kobiet. Nastrój tych relacji dobrze charakteryzują autorzy biografii Ignacego: „Wśród tych wielu spraw próżnych, które mu się narzucały, jedna tak bardzo opanowała jego serce, że zatopiwszy się w niej, rozmyślał nad nią dwie, trzy, a nawet cztery godziny, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Marzył o tym, czego by miał dokonać w służbie pewnej damy, o środkach, których by użył, aby dostać się do miejscowości, gdzie ona mieszkała, o wierszach i słowach, w których by się do niej zwracał, wreszcie o czynach orężnych, których by dokonywał w jej służbie. I tak był pogrążony w tych marzeniach, że nawet nie widział, jak bardzo były one niemożliwe do spełnienia, ponieważ dama ta nie była zwyczajną szlachcianką ani hrabianką, ani księżniczką, ale należała do nieporównanie wyższego stanu”. W obu przypadkach na pierwszy plan wysuwa się namiętność – która jest hamowana: w przypadku prostytutki przez zmęczenie myślami o wojnie i troskę o godność spotkania, w stosunku do księżniczki ze względu na jej zbyt wysoką pozycję. Sądzę, że poprzez zgrabne opowiedzenie tych dwóch relacji z kobietami, obrazy zaprezentowane przez reżysera będą dobrze zapamiętane przez widzów. Przynajmniej w moim odbiorze Ignacy w tych relacjach jest jak dobry uczeń Jezusa patrzący na świat, w którym przyszło mu żyć. Każdy, kto pamięta serial biograficzny o św. Teresie z Ávili, w scenografii filmu o św. Ignacym dostrzeże podobnie zaaranżowane wnętrza i przestrzeń architektoniczną. Pomaga to w uświadomieniu sobie, że w podobnym czasie i w podobnych warunkach powstawały dzieła o tak zasadniczym znaczeniu dla duchowości katolickiej jak dzieła Teresy z Ávili, Jana od Krzyża czy Ludwika z Granady. Nie chcę odbierać radości oglądania filmu, ale scena rozmowy z kobietą, która nauczyła się żyć z nierządu, a która marzy o nowym życiu, które może zacząć się kiedyś tam, jest trafnym przedstawieniem tego, czym naprawdę są Ćwiczenia duchowne. Dla tej sceny warto i trzeba ten film obejrzeć. Ale i dla tej, kiedy w więzieniu Ignacy czyta niespodziewany list od swojej Dulcynei.
 
Ale gdzie jest słabość
Najtrudniejszym zadaniem reżyserskim, przed którym stanął autor filmu, jest próba przedstawienia życia wewnętrznego Ignacego. Widzowie przyzwyczajeni dziś do doskonałości technicznych efektów specjalnych mogą skupić się nie na tym, co najważniejsze, i pochłonie ich jedynie forma przedstawienia sceny. Mimo to reżyser z tego hollywoodzkiego stylu nie zrezygnował. W pewnym więc tylko stopniu udało mu się ukazać to co najważniejsze w próbie filmowej opowieści o przemianie duchowej Ignacego. Dobrze ujął to jeden z biografów świętego: „U Iñiga podziw pojawił się po refleksji, a po podziwie przyszedł czas na empiryczną weryfikację. A doświadczenie jasno i dobitnie pokazywało, że «jedne myśli czyniły go smutnym, inne zaś radosnym»”. Z tego odkrycia wyciągnął dla siebie, już na zawsze, następującą naukę: „doszedł do poznania różnych duchów, które w nim działały”. W zdaniu tym widać już pewne ogólne wnioski dotyczące życia duchowego, do których Ignacy dochodził, rozmyślając nad tekstami Pisma Świętego i biografii świętych. Znaczenie tego odkrycia podkreśla Ribadeneira, kiedy stwierdza, iż Iñigo „zrozumiał, że istnieją dwa duchy, nie tylko różne od siebie, ale ze wszech miar i we wszystkim sobie przeciwstawne”. Dalej przedstawia sobie owe duchy jako „światło i ciemności, prawdę i kłamstwo, Chrystusa i Beliala”. Także dzisiaj podjęcie Ćwiczeń duchownych nie jest rzeczą prostą, a tym bardziej przyjemną. Reżyser filmu ostrzega więc wprost, że najtrudniejszym spotkaniem w Ćwiczeniach jest spotkanie samego siebie. Dopiero potem, jak w ostatniej scenie filmu, jest szansa spotkania się z Bogiem. Bynajmniej nie jest to manichejska wizja świata, to jest rozsądne spojrzenie na biografię Ignacego, ale i na biografię każdego, kto podejmuje drogę proponowaną w Ćwiczeniach. To nie jest obraz koszmarnego snu, to obraz racjonalnej oceny życia, wyborów, myśli i pragnień. Zrozumiały jest więc wybór reżysera, aby zaprezentować tę duchową drogę Ignacego w wizji pełnej efektów specjalnych. Sądzę jednak, że w ten sposób utrudnił wielu widzom ocenę samego przedsięwzięcia. Szkoda, że ten najistotniejszy fragment odpowiedzi na pytanie, czym są Ćwiczenia duchowne, został podany w takim sposobie narracji.
 
Równowaga
Film o życiu Ignacego Loyoli zawiera jeszcze parę istotnych wątków dla przedstawienia tej postaci. Dla mnie najważniejszymi są sceny rodzinnej nauki fechtunku. To nie tylko troska o to, by Ignacy nie zapominał, że jest z Loyolów, ale i dwa zdania, które jako rady, są wpajane młodemu szermierzowi. Nigdy nie patrz w dół. Podczas oglądania filmu przypomniałem sobie radę, z którą kojarzę odbywanie Ćwiczeń duchownych: kop w jednym miejscu i nie wychodź z budy. To jest sensem patrzenia na świat – ukończyć swoje zadania i być w wykonywaniu nich całym sobą. To wezwanie do akceptacji świata, w którym się żyje i który trzeba przemieniać pomimo trudności i kłopotów w prowadzeniu tego przedsięwzięcia, jest częstym przerywnikiem narracji filmu. Nie patrzeć w dół to znaczy być uważnym na wszystko, co dzieje się wkoło.
I równowaga. Zachować balans tak, by nie upaść, nie być wytrąconym z równowagi. Namiętności, uczucia, które ograniczają pole widzenia, ograniczają przestrzeń codzienności, w której się żyje.
Bardzo dobrze byłoby, gdyby ten film postawił widza przed koniecznością odpowiedzi na pytanie, jak odczytuje swoje bycie w wirze zdarzeń codzienności. Bo to dobry film na początek, by nie zwlekać, ale zacząć prawdziwie żyć od teraz, nie czekając, aż skończy się miesiąc, kolejna dieta czy też spłaci się pozostałe raty kredytu.     

 

  

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki