Logo Przewdonik Katolicki

Jezus buduje mosty

ks. Mirosław Maliński
FOT. DEA PICTURE LIBRARY/GETTY IMAGES

Czego dokonał Chrystus przez swe pełne dramatycznych wydarzeń życie i wniebowstąpienie? Czy Jego największym sukcesem jest przedłużenie życia każdego z nas w nieskończoność? Jestem przekonany, że chodzi tu o coś znacznie bardziej doniosłego.

Arystoteles, który zapewne byłby wielkim chrześcijańskim myślicielem, tylko urodził się trochę za wcześnie, pytany o możliwość przyjaźni z bogami, odpowiadał zdecydowanie: „Nie”. Przyjaźń z bogiem jest niemożliwa ze względu na zbyt dużą różnicę potencjałów. Nie może się przyjaźnić biedronka z żubrem. Nawet gdyby w przypływie swej największej delikatności żubr końcem swego wspaniałego rogu chciał pomiziać biedronkę za uszkiem (jeśli tylko ta ma uszko), to biedronka byłaby rozmiziana. Przyjaźń z żubrem jest dla biedronki szalenie niebezpieczna. Niech żubry przyjaźnią się z żubrami, a biedronki z biedronkami. I basta.
 
Przyczyna staje się skutkiem
Między nami a Bogiem jest przepaść, taka jak między przyczyną a skutkiem. On, odwieczny Stwórca, i my, stworzenie, którego długość losu, jak to mawiał Czesław Miłosz, mierzona jest ziarnkiem klepsydry. Jak w tej sytuacji mówić o przyjaźni? Przyjaźń zakłada pewną równowartość, wyrównany poziom, można by nawet powiedzieć partnerstwo. A gdzie tu mówić o partnerstwie stworzonego i słabego swą grzesznością człowieka z wielkim, doskonałym Bogiem. Co robi Chrystus? Na czym polega wydarzenie Chrystusa?
Pierwszy krok to niewyobrażalne wprost uniżenie, które w języku teologii wyrażane jest poprzez termin „kenoza”. Bóg, wielki Stwórca wszechświata, przyczyna wszelkiego istnienia, staje się stworzeniem. Garncarz staje się garnkiem. Przyczyna staje się skutkiem. To jest niewyobrażalne poniżenie. Wszystko odbywa się w sposób widowiskowy, wręcz spektakularny. Nie ma miejsca dla jego narodzin. Gdzieś w podróży, bez szans na hotel, gospodę, zajazd. W jakiejś grocie, w żłobie, na końcu świata, wśród zwierząt. Trudno sobie wyobrazić coś bardziej poniżającego. W atmosferze zagrożenia życia. Ucieczka do Egiptu. Los uchodźcy. Mało prawdopodobne, że Maryja i Józef znali języki odległych krajów czy też mieli fundusze na wyprawę i przetrwanie w obcym kraju. Żyli jak uchodźcy, na wygnaniu, bez znajomości języka i obcej kultury, jak ostatni żebracy. Śledząc nasz stosunek do uchodźców, możemy sobie wyobrazić, jak wyglądał ich los.
Przez całe życie Chrystus doświadcza odrzucenia. Nie rozumie go nawet Jego własna Matka, wzdychając: „Synu czemuś nam to uczynił”, a rodzina bierze Go za szaleńca, który odszedł od zmysłów. Po wygłoszeniu mowy programowej, którą wielu uważa za jedną z najważniejszych, widzi tylko plecy odwracających się ludzi, a uczniom stawia dramatyczne pytanie: „Czy i wy chcecie odejść?”. Na koniec życia doświadcza zdrady najbliższych, opuszczenia i okrutnej śmierci przygotowanej dla odrażających przestępców.
Co się dzieje po zmartwychwstaniu? Ten wychodzący z objęć śmierci Chrystus to nieśmiertelny Bóg, ale też człowiek. Jeden z nas. To wielka przemiana człowieka, który nie tylko zyskuje nieśmiertelność, ale także nową godność. Ludzka natura zostaje wyniesiona do samego nieba, po prawicę Najwyższego. Zostaje ubóstwiona. My czcimy, wielbimy i kochamy Boga, który jest też człowiekiem. Na tym polega też fenomen chrześcijaństwa. Nie ma drugiej religii, która tak wysoko wynosi naturę ludzką, która wielbi Boga-Człowieka. Następuje niewiarygodne wywyższenie natury ludzkiej.
 
Góry stają się równiną
Po co to wszystko? By zniwelować przepaść, jaka oddziela człowieka od Boga, Chrystus zasypuje fosy, burzy mury. Góry stają się równiną, po której Chrystus przychodzi do człowieka z jednym z najważniejszych zdań Ewangelii: „Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi”. I na tym polega wydarzenie Jezusa Chrystusa. Bóg buduje mosty przyjaźni. Otwiera przed nami serce i zaprasza nas do swego serca.
Choć etymologicznie słowo „przyjaźń” w języku polskim pochodzi od słowa „sprzyjać”, to pobrzmiewa w nim bliskość dwóch jaźni, jaźń przy jaźni, głębia przy głębi, serce przy sercu. Przyjaźń z Nim staje się możliwa dla każdego z nas. Prawdziwie umarł, zmartwychwstał i na oczach najbliższych przyjaciół wstąpił do nieba, byśmy mogli powiedzieć: „Boże, mój Boże, Ty mój stary dobry przyjacielu”.
Dlatego mamy odwagę postawić przed sobą prastarą (może nawet z IV, a może dopiero z VII wieku) koptyjską ikonę przyjaźni, przechowywaną obecnie w Luwrze. Namalowali ją prości chłopi znad Nilu. Kroczą na niej w naszym kierunku dwie postacie: opat klasztoru z Bawit – Menas i Chrystus, który czule kładzie rękę na ramieniu swego przyjaciela. Idą boso, bo ziemia, po której stąpają, to ziemia święta, to ziemia przyjaźni. Wzruszająca w swej prostocie definicja chrześcijaństwa.
 
Ich wzrok spoczywa na nas
Zaginiony w ubiegłym roku w Alpach mój serdeczny przyjaciel ks. Krzysztof Grzywocz uważał, że chrześcijaństwo jest duchowością przyjaźni. Chrześcijaństwo jest proste. To kilka jasnych, oczywistych stwierdzeń. Wszelkie komplikowanie odbywa się często w celu poszukiwania pozorów głębi. Głębia leży w prostocie. Także w prostocie zwykłej przyjaźni z Bogiem, przyjaźni tak prostej i oczywistej jak prastara koptyjska ikona.
Chrystus ze swym przyjacielem nie stoją naprzeciw siebie, nie patrzą sobie w oczy, ale razem idą w jednym kierunku, swobodnie rozglądając się po świecie. A dokładnie idą w naszym kierunku. Spotykamy ich i ze zdumieniem odkrywamy, że ich wzrok spoczywa na nas. Czujemy się przez nich przyjęci. Nie tylko nie przeszkadzamy im, ale wręcz jesteśmy przez nich wyglądani, idą nam na spotkanie. To niezwykle proste. Przyjaźń z Chrystusem otwiera nas na kolejne przyjaźnie, Chrystus podprowadza nas ku sobie, jakby nas chciał sobie przedstawić i zachęcał do spotkania. Tak rodzi się Kościół, czyli nieustannie poszerzające się grono serdecznych przyjaciół.
Cały Kościół z jego kuriami, całym szkolnictwem, urzędami dziekanów, proboszczów, ze swoją strukturą parafialną, dykasteriami watykańskimi i urzędem papieskim ma służyć przyjaźni. Jeśli temu nie służy, to nie wiadomo, po co istnieje. Myślę, że właśnie z tą dobrą nowiną chce przebić się do naszej świadomości bardzo przyjacielski papież Franciszek.
Podobno prawdziwych przyjaciół można poznać po tym, jak piją kawę w kawiarni. Siedzą zawsze przy stoliku, przy którym jest jeszcze choćby jedno wolne miejsce.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki