Logo Przewdonik Katolicki

Międzm sercem a mózgiem

Monika Białkowska
FOT. ZUZANNA SZCZERBIŃSKA/PK. Monika Białkowska redaktor działu Kościół.

Kiedy zastanawiam się, do których tekstów szczególnie Państwa zaprosić, serce ciągnie mnie w kierunku mózgu, a mózg w kierunku serca.

Świętemu Józefowi zawdzięczam wiele – niespecjalnie potrafię wytłumaczyć przedziwne znalezienie nowego domu inaczej jak nachalnemu wręcz proszeniu go o pomoc, z pisaniem listu i wyznaczaniem terminu włącznie. Nawet w terminie się zmieścił. Powinnam całym sercem śpiewać mu hymny wdzięczności, a jednak przyznaję: mam problem ze św. Józefem. Sławny na całym świecie, czczony tak bardzo, że jego uroczystość niejako „zawiesza” Wielki Post, opisywany jest w tysiącach dzieł naukowych – a przy tym milczący, pozostający w cieniu, bardziej dedukowany niż znany. Nie byłabym jednak sobą, gdybym w tym właśnie, w owym braku twarzy Józefa, nie próbowała znaleźć jakiegoś sensu . Może właśnie takiego Józefa, Józefa bez twarzy, potrzebujemy? Może w ten sposób może powiedzieć nam więcej?
Tak naprawdę serca od mózgu nie da się oddzielić. Cokolwiek nazywamy dziś sercem w sensie religijnym czy uczuciowym, tak naprawdę kryje się w mózgu. I choć wydaje się, że takie okoliczności jak Światowy Dzień Mózgu niespecjalnie nas dotyczą, ks. Damian Wąsek tłumaczy, dlaczego wyniki badań tzw. neuronauk powinny nas interesować i dlaczego powinniśmy być ostrożni w ocenie postępowania drugiego człowieka; co kryło się w mózgu Jezusa i jak możemy uczyć nasze mózgi odpowiednich reakcji.
Wyniki badań neuronauk nie zawsze są dla nas wygodne, a z czasem postawić nas mogą wobec konieczności przemodelowania całej teologii. To jednak nie znaczy, że lepiej o nich milczeć. Przeciwnie: trzeba się uczyć je rozumieć i wchodzić z nimi w twórczą dyskusję. Nie ma bowiem nic gorszego niż ignorowanie potencjalnych trudności w imię świętego spokoju albo dbałości o zewnętrzny wizerunek. Być może się okaże, że problemy wcale nie są tak duże? Być może się okaże, że więcej nas łączy, niż dzieli?
Największym problemem jest nie widzieć problemu. To dlatego też – ze świadomością, że temat jest wrażliwy i ktoś może zarzucić nam niepotrzebne nadawanie tematowi rangi – piszemy o homoseksualnej aferze we włoskim Kościele. Zachowanie abp. Sepe jest bowiem dowodem na to, że krótkie i jawne skonfrontowanie się z problemem rozwiązuje go najskuteczniej.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki