Logo Przewdonik Katolicki

Nie lubi łatwych odpowiedzi

Tomasz Królak
FOT. EPISKOPAT.PL. Biskkup Grzegorz Ryś.

Jest bardzo Franciszkowy: doskonale zna zapach swoich owiec. Kocha młodzież i świeckich. Nie chce, aby nazywać go hierarchą. Grzegorz Ryś, do niedawna pomocniczy biskup krakowski, obecnie arcybiskup nominat i metropolita łódzki.


Ma spory dorobek naukowy, ale jest bardzo bliski życia. Otwarty na dialog: z innymi chrześcijanami, innymi religiami i ludźmi, którzy wędrują przez życie obok Kościoła. Był rektorem seminarium, dlatego doskonale zna siły i słabości młodego pokolenia kleryków. Nigdy nie zagłaskuje tematów, lubi pytania trudne, nieoczywiste. Nie lubi kościelnej nowomowy i zagłuszania niepokojących pytań fałszywą troską o to, by nie zaszkodziły wspólnocie.
 
Ewangelizacja i wolność
Nowa ewangelizacja to jego pasja. Tłumaczy, że przesłanie pozostaje to samo, zmienia się jednak świat i trzeba wciąż odnajdywać drogi do współczesnego człowieka. Wkrótce po nominacji biskupiej i objęciu Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji tłumaczył mi: „Trzeba zapytać, na ile Kościół tworzy rzeczywiste wspólnoty wiary i czy potrafi odpowiedzieć na wyzwania zmieniającego się świata”. I temu myśleniu pozostaje wierny, starając się zaangażować w dzieło nowej ewangelizacji wszystkie stany Kościoła. Nie unika nietypowych metod. W lipcu był np. w Krakowie kapitanem rejsu ewangelizacyjnego po Wiśle.
Grzegorz Ryś to świetny biskup na czasy, w których chrześcijaństwo jest wiarą z wyboru, a nie z tradycji. Wie, że tradycja nie wystarczy (tym bardziej że rodziny ulegają dziś mocnej destrukcji); że trwała wiara jest aktem wolnego wyboru. Przemawiając w sierpniu do zgromadzonych na Mszy św. w Kostrzynie uczestników Przystanku Jezus i Przystanku Woodstock przestrzegał przed zmuszaniem kogokolwiek do podjęcia kroku wiary. „Są takie rzeczy, takie momenty, kiedy człowiek musi coś zrobić sam. A ty bardzo byś chciał mu pomóc, bo go kochasz. Ale nie możesz nic zrobić. Musisz mu pozostawić przestrzeń do wolności”.
 
Bez pudru
Nie lubi religijnej i kościelnej fikcji; chce przyjrzeć się rytuałom, opukać je i osłuchać. Pyta o jakość wiary, zwłaszcza o duchową temperaturę polskich parafii. Chce dociec, czy pod powłoką utrwalonych w tradycji obrzędów pulsuje życie duchowe, czy pusty rytuał.
Co ważne, i raczej dla biskupów nietypowe, nie boi się powiedzieć: nie wiem. Uznaje widocznie, że wobec różnych skomplikowanych zjawisk niepewna intuicja lepiej służy prawdzie aniżeli harda deklaracja, że prawda jest na pewno taka to a taka. Gdy przed sześcioma laty zapytałem go o to, czy sytuacja Kościoła większościowego nie „znieczuliła” katolików na niewierzących i poszukujących, bp Ryś odpowiedział: „Nie wiem. Cały szereg dziedzin Kościoła w Polsce musimy opisać na nowo. To jest jasne, że nadszedł już czas. Od przemian roku 1989 upłynęło przecież ponad 20 lat i można już dokonać wielu analiz: jaka jest kondycja rodziny, młodego człowieka, wspólnot kościelnych, niegdyś bardzo żywych itp. Trzeba to zrobić systematycznie i konkretnie, bo dopóki tego nie zrobimy, to traktujemy jako niby-aktualne rozeznanie sprzed ćwierć wieku, a więc wiemy, że Kościół jest masowy, że ruchy są żywe. Tymczasem w latach 80. z archidiecezji krakowskiej na oazy jeździło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a teraz – kilka tysięcy. To są tylko liczby, a przed nami odpowiedź na pytanie o źródła tej zmiany”.
 
Kto pyta...
A pytań, jak sam przyznaje, jest wiele. Stawia je otwarcie, co, przyznajmy, nie jest normą w naszym Kościele. Jedno z takich pytań, wciąż przecież żywe, dotyczy wciąż niedokonanego bilansu szkolnej katechezy. Obejmuje ona, jak sam przyznaje, ogromną liczbę młodzieży, na pewno większą niż w czasach katechezy parafialnej. „Ale prawdą jest także, że szkoła nie jest miejscem, w którym przekazuje się wiarę. Istnieje nawet pewna pokusa, by przerzucić odpowiedzialność za przekaz wiary na instytucje, które nie są kościelne”.
Bp Ryś radzi, by zastanowić się także nad masowo przyjmowanym sakramentem bierzmowania, o którym – jak sam z bólem przyznaje – mówi się, iż jest sakramentem pożegnania z Kościołem. Dlatego IV Kongres Nowej Ewangelizacji w listopadzie tego roku poświęcony będzie tej właśnie tematyce (wcześniejsze dotyczyły m.in. ewangelizacji środowisk wiejskich oraz „budzeniu olbrzyma”, czyli obecności świeckich w Kościele).
Mocno stawia kwestię sakramentów w ogóle. Wskazuje, że środowiskiem, w którym człowieka prowadzi się do przyjęcia sakramentów chrześcijańskiego wtajemniczenia musi być lokalne środowisko wiary, którym jest właśnie parafia. Dlatego nie przestaje pytać o to, czy współczesna polska parafia rzeczywiście jest takim miejscem? Kościół bowiem to nie struktury, tradycja, obyczaj. „Chrześcijaństwa nie przekazuje się w ten sposób, że daje się komuś do ręki książkę: katechizm czy nawet Pismo Święte. W wiarę chrześcijańską wprowadza się człowieka, prowadząc go do wspólnoty, która żyje Ewangelią” – wyjaśniał na początku swojej biskupiej drogi.
 
Od wydarzenia do wydarzenia?
Wielkie kościelne „eventy” – rocznice, kongresy, jubileusze, stara się przekuć na konkret, pytając o ich duchowe znaczenie. Przy okazji obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski tłumaczył w typowy dla siebie sposób: „Cały czas idzie o to, żebyśmy zaczęli żyć własnym chrztem, a nie bawili się w analizy historyczne. Ta rocznica jest po to, by pokazać, że chrzest jest rzeczywistością dynamiczną w Polsce dzisiaj, a nie tylko i wyłącznie ważną cezurą, kolebką naszego narodu”. Także przed Światowymi Dnia Młodzieży nawoływał, by nie pozostawać na powierzchni zdarzeń, nie zadowalać się wymiarem organizacyjnym. „Najważniejszym wymiarem ŚDM jest ewangelizacja, jak wszystkiego, co czyni Kościół, a więc przekaz wiary. W tym procesie bardzo istotne będzie zaś to, na co zwraca uwagę papież Franciszek: odkrycie Boga, który jest miłosierny i, konsekwentnie, kochanie ludzi miłością, jaką otrzymujemy od Boga (...). Ważne jest, aby ci młodzi, którzy przybędą na ŚDM, i zapewne czegoś ważnego tu doświadczą, znaleźli potem kontynuację w swoich wspólnotach, w Kościołach lokalnych. Bo gdyby tej kontynuacji nie było, to pod dużym znakiem zapytania stoi sensowność robienia takiego «fajerwerku»”. Mocne, prawdziwe i wciąż dla Kościoła w Polsce aktualne.
Wierzę, że nowy metropolita łódzki wzbogaci Kościół w Polsce o wiele ważnych słów i inicjatyw. Ale mam też nadzieję, że zaszczytny tytuł arcybiskupi nie pozbawi go poczucia humoru. Bo przecież to już nie byłby „ten sam” biskup Ryś.
 


BP GRZEGORZ RYŚ
Ma 53 lata, jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, wytrawnym znawcą historii Kościoła, autorem wielu książek z zakresu historii i teologii. Niektóre mają charakter bardzo popularny i dotyczą kwestii tak żywych i wciąż „atrakcyjnych”, jak inkwizycja czy celibat.
Urodził się, przygotowywał do kapłaństwa i przyjął święcenia (w 1988 r.) w Krakowie. Jest kierownikiem Katedry Historii Kościoła w Średniowieczu na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, cenionym historykiem, liczącym się w środowisku naukowym i kulturalnym.
Owocną pracę naukową łączy z zaangażowaniem duszpasterskim. Był duszpasterzem akademickim, aktywnie uczestniczy w życiu Drogi Neokatechumenalnej, głosi kazania, rekolekcje, dni skupienia. Co roku bierze też udział w pieszej pielgrzymce z Krakowa na Jasną Górę.
Biskupem pomocniczym Krakowa został w 2011 r., przyjmując za dewizę słowa: Virtus in infirmitate (Moc w słabości). Wkrótce po przyjęciu sakry został przewodniczącym nowo utworzonego Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki