Moda na polityczne awantury


Na własny użytek nazywam PO „partią władzy na urlopie”, a PiS „opozycją u władzy”. Bowiem w głowach członków i wyborców PiS ciągle tkwi syndrom „wiecznej opozycji”, a w głowach polityków i wyborców PO – niebotyczna pycha partii władzy – powiedziała ostatnio dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, znana socjolog, która doradza prezydentowi Andrzejowi Dudzie.
Czyta się kilka minut
FOT. MAGDALENA KSIĄŻEK. Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.
FOT. MAGDALENA KSIĄŻEK. Michał Szułdrzyński zastępca redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”.

Przyznam, że to jedna z lepszych definicji naszej polityki, o których słyszałem w ostatnim czasie. Nie, nie chodzi o to, by bawić się w symetryzm i przekonywać, że nie ma różnic między tymi partiami. Są, i to kolosalne. Problemem jest to, że te partie zachowują się nieadekwatnie do ról, które pełnią.
Faktem jest, że opozycja, a szczególnie Platforma Obywatelska, zachowuje się tak, jakby władza jej się należała, a jej utrata jest jakimś niezrozumiałym skandalem. Wielu polityków PO wciąż zachowuje się tak, jakby wciąż nie zrozumieli, dlaczego przegrali wybory w 2015 r., w efekcie też nie są w stanie zrozumieć, dlaczego mają w sondażach dwa razy mniejsze poparcie niż partia rządząca, a w dodatku to poparcie nie rośnie, lecz spada. Stąd irytująca wiele osób arogancja i pycha, które nie mają odzwierciedlenia w realnym poparciu społecznym.
Problem nieadekwatności dotyczy również partii rządzącej. To niezwykle trafne spostrzeżenie dr Fedyszak-Radziejowskiej, że w głowach polityków i wyborców PiS tkwi syndrom wiecznej opozycji. Bo bardzo często sposób działania PiS przypomina właśnie modus operandi partii opozycyjnej. W sytuacji, w której prawica ma do dyspozycji cały aparat państwowy, politykę prowadzi się zupełnie inaczej, niż gdy się jest w opozycji i jedyne, co pozostaje, to głośne protesty, wyrazy oburzenia i rozpoczynanie politycznych awantur. Mam zaś wrażenie, że dla PiS to właśnie chleb powszedni.
Niedawno pisałem w „Plusie Minusie” o zjawisku, które nazwałem oburzingiem, czyli nieustannym nakręcaniem się akcjami oburzenia. A to na głupią reklamę, a to na skandaliczny spektakl teatralny. Owszem, każda z tych rzeczy zasługiwała na oburzenie, ale od formacji rządzącej należy oczekiwać więcej, niż tego, by się wyłączenie oburzała. Podobny mechanizm widać w przypadku reparacji od Niemiec. Zamiast sprawę najpierw dobrze przygotować prawnie i dyplomatycznie, rozpoczyna się dyskusję, a to na konferencji prasowej, a to w jakiejś audycji, potem na Twitterze i Facebooku. I zamiast od razu przejść do rzeczy, przedstawić analizy i wyliczenia, rozpoczyna się internetową burzę w szklance wody, która poza emocjami nie przynosi żadnego realnego rezultatu. To jest doskonałe narzędzie, gdy się jest w opozycji – wtedy wszczynanie burz w mediach społecznościowych, podgrzewanie emocji itp. jest doskonałą metodą. Ale taka tłiterowo-fejsbukowa polityka w przypadku partii rządzącej to nieporozumienie. PiS na te burze zużywa tyle energii, że czasami można odnieść wrażenie, że nie ma już siły rządzić w świecie realnym, rozwiązywać realne problemy czy przedstawiać konkretne propozycje.
 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2017