Logo Przewdonik Katolicki

Jezus je kolacje po dziewiętnastej

Joanna Mazur
FOT. HANNA CHMIELOWSKA-ŻUR. Ola, Milena i Krzysiek - jeszcze niedawno uczestnicy, dziś organizatorzy Alphy w Katowicach.

Jedni nawracają się na rekolekcjach, inni na pielgrzymkach. Jeszcze inni jedząc schabowego z ziemniakami. Tak działa Bóg na kursach Alpha.

Elegancka restauracja, centrum Katowic. Środek tygodnia, godzina dziewiętnasta. Lokal pęka w szwach. Od wejścia słychać gwar i śmiech. Wszyscy witają się ze wszystkimi. W środku elegancko zastawione dwunastoosobowe stoliki. To nie kolacja biznesowa ani typowe spotkanie rodzinne. To tu Diakonia Świętej Rodziny, jedna z wielu charyzmatycznych wspólnot na południu, organizuje kurs Alpha – cykl spotkań, które mówią o tym, o co właściwie chodzi w chrześcijaństwie.
Przy jednym ze stolików siedzi młody chłopak. Jeszcze trzy dni temu był ateistą i docinał swojemu wspólnikowi, który go tu zaprosił. Po modlitwie został uzdrowiony z przewlekłej choroby. Płakał prawie godzinę. Dzisiaj razem ze wszystkimi modli się przed jedzeniem.

Jak to się zaczęło?
Forma kursów Alpha powstała w 1992 r. To wtedy Nicky Gumbel i Sandy Millar, duchowni anglikańskiego Kościoła Świętej Trójcy, poprowadzili pierwsze pięć cykli. Nicky przez dużą część życia był ateistą. Dopiero świadectwo znajomych, którzy zostali chrześcijanami, skłoniło go do przeczytania Nowego Testamentu. Przeczytał go jednym tchem. Gdy skończył, stwierdził: to jest prawda! I zapragnął, aby ta prawda docierała do wszystkich, szczególnie tych oddalonych od Boga. Dzisiaj kursy Alpha organizuje się we wszystkich kościołach chrześcijańskich – ich wydźwięk jest uniwersalny. Na kurs składa się dziesięć cotygodniowych spotkań, z których każde zaczyna się kolacją. Kotlet z ziemniakami, żurek w chlebie to tylko niektóre pozycje z proponowanego menu. Potem konferencja, kawa, ciasto i dyskusja przy stolikach. Przy każdym z nich siedzą tzw. gospodarze – przedstawiciele wspólnoty. Nie ma obowiązku włączania się w dyskusję. Uczestnicy mogą mówić, co chcą, nawet że Jezus był kosmitą. Nikt nie występuje tutaj w roli autorytetu, nie ma oceniania i wyśmiewania. Jest towarzyszenie. Każdy jest szanowany. Chodzi o to, by osoby od początku czuły się wolne i swobodne. W środku kursu organizowany jest weekend Alpha, w czasie którego uczestnicy słuchają konferencji, przystępują do sakramentu pojednania, uczestniczą we Mszy św. i indywidualnej modlitwie wstawienniczej.

Siła prostoty
Fenomen Alphy jest trudny do wytłumaczenia, ale ich pomysłodawca tłumaczy go wartością relacji. To one budują się podczas wspólnych posiłków i to przez nie działa Bóg.
Alpha to pięć prostych zasad: Po pierwsze przyjść może każdy: ateista, agnostyk, letni katolik, a nawet osoba innego wyznania. Po drugie na spotkaniach nauka łączy się ze śmiechem – koniecznie jest poczucie humoru. Po trzecie wszyscy jedzą wspólny posiłek, który pozwala na nawiązanie przyjaźni. Po czwarte uczestnicy pomagają sobie nawzajem. I po piąte – pytać można o wszystko. Żadne pytanie nie jest zbyt proste. Im bardziej neutralny grunt, tym lepiej. Spotkania Alphy odbywają się najczęściej w restauracjach. To zachęca tych, którzy nie chcą lub obawiają się przekroczyć próg kościoła czy salki parafialnej. – Kiedy zapraszam na Alphę i ludzie pytają, co będą musieli zrobić, to mówię im: nic. Zje pan darmową kolację. I posłucha pan ciekawej konferencji o chrześcijaństwie – tłumaczy Franciszek Kucharczak, lider wspólnoty Jezusa Miłosiernego w Rybniku, która organizuje kursy od czterech lat. Ostatnią edycję prowadzili jednocześnie w siedmiu restauracjach, dla ponad 800 osób.  Posługiwało dla nich 200 osób ze wspólnoty i byłych uczestników. Wszystko sfinansowali z dziesięcin płaconych co miesiąc we wspólnocie.

Pytania i odpowiedzi
– Przyszłam na Alphę z wieloma pytaniami w głowie. A ja lubię mieć wszystko poukładane. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie pierwszy wykład, który mówił o historycznych dowodach na istnienie Jezusa – wspomina Milena. Razem z mężem Tomaszem na kilka lat odeszli od Kościoła. Żyli w związku niesakramentalnym. Pierwszy nawrócił się on i to on zaczął chodzić na Msze św. i namawiać do tego żonę. Sam zaczął się modlić we wspólnocie mężczyzn, w każdy wtorek od piątej trzydzieści rano. Kurs Alpha był dla obojga rewolucją. Kilka tygodni po nim przyszedł długo wyczekiwany akt stwierdzający nieważność małżeństwa Mileny. Po miesiącu wzięli z Tomkiem ślub kościelny. Ola jest przyjaciółką Mileny. Ich mężowie prowadzą wspólnie firmę. Obu zaczął wciągać alkohol.  – Jeszcze przed Alphą byliśmy z mężem w kościele podczas niedzieli trzeźwości. Ksiądz powiedział, że abstynencja od alkoholu może być formą modlitwy. Z dnia na dzień mój mąż przestał pić – wspomina Ola. Jaki jest owoc Alphy w ich życiu? – Mój mąż przeszedł dużą przemianę. Do tej pory był cholerykiem, którego z równowagi wyprowadzały drobne sprawy. Teraz ma większą cierpliwość do dzieci, częściej angażuje się w obowiązki domowe. Mam w nim niesamowite oparcie i codziennie za to Bogu dziękuję – dodaje Ola. Krzysiek pełni funkcję dyrektora Alphy. Jest odpowiedzialny za rozdział funkcji, logistykę, modlitwę i witanie uczestników. – Na każdej edycji znajduje się osoba, która po spotkaniu chce jeszcze porozmawiać w cztery oczy, ma pytania itd. Cieszymy się z tego. Jak byliśmy na weekendzie Alpha, pewien chłopak, który był wierzący, ale letni, miał do nas tyle pytań, że nie spaliśmy do trzeciej w nocy.  

Księża i ateiści
W jednym z pierwszych kursów Alpha na południu Polski wzięło udział dwóch kapłanów, którzy przyszli bez koloratki. Przy tym samym stoliku siedział też ateista, który wyzywał księży w niecenzuralny sposób. Po kilku tygodniach na weekendzie Alpha, ten sam człowiek wyspowiadał się u jednego z nich po kilkunastu latach przerwy. Na ostatnim weekendzie Alpha organizowanym przez Wspólnotę Jezusa Miłosiernego spowiadało bez przerwy piętnastu kapłanów od godziny dwudziestej do drugiej w nocy. Na kursy przychodzi wielu ateistów z misją nawracania chrześcijan. Powtarzają potem: ja takiego Kościoła nie znałem. I wracają do niego. Wielu wylewa swoje żale mówiąc, że to wszystko brednie. To oczyszczające i z czasem prowadzi do przemiany. Kościół w ich oczach był postrzegany jako instytucja na wymarciu. Nie myśleli, że chrześcijaństwo jest to coś tak realnego, jak w Dziejach Apostolskich.

Modlitwa i masa upadłościowa
Na pierwszym spotkaniu nie ma modlitwy z uczestnikami – to mogłoby odstraszyć tych najbardziej sceptycznych. Trwa jednak nieustannie inna modlitwa. – Obstawiamy sobie tyły – tłumaczy Franciszek Kucharczak. – Przez cały kurs modlą się za nas urszulanki z Rybnika.
Przed każdym spotkaniem osoby posługujące modlą bez uczestników. Na kolejnych spotkaniach proponuje się modlitwę przez posiłkiem, ale tylko dla chętnych. Po weekendzie Alpha modlą się już wszyscy.  
– Bez Alphy byłbym zgorzkniałym katolikiem, który tylko narzeka na laicyzację Europy i przewiduje upadek chrześcijaństwa – przyznaje lider wspólnoty Jezusa Miłosiernego. – A dzięki Alphie widzę, że Duch Święty zaplanował wszystko, jak zwykle inaczej, niż my byśmy planowali. Ludzie wracają do Kościoła. Masowo. Produktem docelowym kursu jest uwielbienie Jezusa. O to nam chodzi. Gdy człowiek się z Nim spotka i zacznie Go uwielbiać, to Jezus już zrobi z nim co trzeba.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Ewa
    08.09.2017 r., godz. 21:46

    W odpowiedzi na totalną liberalizację i upadek kulturowy krajów zachodnich które odeszły w swej codzienności od żywej religii w naszym kraju powstaje coraz więcej stowarzyszeń ,kół i organizacji katolickich. Sama jestem katoliczką praktykującą i popieram takie stowarzyszenia . jednak będąc żywym obserwatorem codzienności ludzi którzy znajdują czas i chcą brać udział w tego typu spotkaniach wiem ,że nierzadko jest to takie samo łatanie dziury emonalnej jak zbieranie znaczków. Żyję w bardzo katolickim środowisko i osobiście znam wiele ludzi zaangażowanych w ruchy katolickie . Zastanawiam się czy nie byłoby lepiej wykorzystać ten czas na jakiś czyn, odwiedzić osobę samotną w szpitalu, zaangażować się czynnie w pomoc charytatywną w hospicjum albo w domu dziecka. Modlitwę zostawić sobie do kościoła i w zaciszu domowym, Można oczywiście spotkać się w Agape i dowartościować -to przeciez proste przyjemne i łatwe o wiele bardziej niż czyn miłosierdzia. Nie znam nikogo z tachi lub podobnych ruchów kto byłby przez ta przynależność lepszym człowiekiem niz gdyby np. biegał albo trenował judo. Jak to pisze w biblii "po owocach ich poznacie" Czym owocują takie spotkania dla katolika? Przyjemnym spędzeniem czasu przy kawie i dowartościowaniem się? Sa ośrodki w których ludzie leżą i marzą o tym by ktoś posiedział z nimi przez 20minut bo konają z samotności a wy się zabawiacie na kółkach religijnych.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki