Logo Przewdonik Katolicki

To twoja sprawa

Joanna Mazur
FOT. archiwum rodzinne o. Dolindo. Dolindo w dialekcie neapolitańskim znaczy ból - wyjaśnił ks. Dolindo Rutolo (1882-1970) w Autobiografii.

Z Joanną Bątkiewicz-Brożek, autorką książki Jezu, Ty się tym zajmij, o ks. Dolindo Ruotolo i jego akcie zawierzenia „Jezu, Ty się tym zajmij” rozmawia Joanna Mazur.

Ks. Dolindo Ruotolo, autor modlitwy „Jezu, Ty się tym zajmij”, jest w Polsce mało znany…
– Antonio Socci w zakończeniu książki List do córki, którą tłumaczyłam, umieścił krótki akt zawierzenia. W przypisie do modlitwy była krótka wzmianka, że jej autorem jest ks. Dolindo Ruotolo, mistyk z Neapolu. Napisałam o nim tekst. Następnego dnia w redakcji stanęłam przy ścianie z wydrukami. Test modlitwy został całkowicie wycięty. Powiedziałam: „Jezu, Ty się tym zajmij”. I się zajął. Przez kolejne trzy miesiące odbierałam telefony od ludzi, którzy pytali, czy jest jakaś książka na ten temat. Cierpliwie tłumaczyłam, że nie. W końcu powiedziałam sekretarce, że ma mnie już więcej nie łączyć. Następnego dnia sekretarka nalegała, abym jednak odebrała: wydawnictwo Esprit zadzwoniło do mnie z propozycją napisania książki.

I pojechałaś do Neapolu, jak obiecałaś swojemu tacie…
– Mój tata również był pod wielkim wrażeniem tej krótkiej modlitwy. W ostatni dzień swojej przytomności przed śmiercią usiadł na łóżku i powiedział: jadę do Neapolu. Bardzo kochał to miasto. – Nie tato, nie możesz – przekonywałam. A on odpowiedział: – To ty pojedź!
I pojechałam.

Tekst tej krótkiej modlitwy powstał w okolicznościach dość ekstremalnych.
– Ks. Dolindo napisał tę modlitwę 6 października 1940 r., w wieku 58 lat. Trwała II wojna światowa. Na Neapol spadały bomby. Pisał list do swojej córki duchowej, która po nawróceniu przeżywała wiele trudności ze strony swojej rodziny. I nagle pod natchnieniem na osobnej kartce zaczął notować akt zawierzenia, radząc, aby oddała wszystkie sprawy Jezusowi. Adresatka listu zaczęła się w ten sposób modlić i zobaczyła wielkie owoce. Przekazała modlitwę dalej. Słowa aktu są proste, ale jest w nich pewien warunek. Chodzi o bezgraniczne zaufanie Bogu i o to, aby samodzielnie nie kombinować, nie obmyślać swojej strategii. Mamy skłonności, aby mówić Bogu, jak ma coś załatwić. Modlimy się: pomóż mi Boże, oddaję Ci to, ale jednocześnie mamy swój plan. Czasami, jak w aptece, podajemy Bogu gotową receptę do realizacji. A On mówi na to „nie”. Chce od nas zaufania, wiary w to, że Jego plan jest lepszy. W rodzinie nie wiedzieliśmy, jak przekazać choremu informację, że ma nowotwór. Modliłam się, aby Jezus zajął się tą sytuacją. Opatrznościowo przy przekazywaniu tej informacji znalazł się kapłan. Był ból, wzruszenie, ale Jezus postarał się, aby chory czuł Jego obecność.

Modlitwa to nie zaklęcie: wypowiesz słowa i wszystko nagle się poukłada…
– Nie chodzi o to, że będziemy się modlić „Jezu, Ty się tym zajmij” i będziemy nagle zdrowi i bogaci. To nie ten kierunek. On w trudnych sprawach będzie wyprowadzał wszystko na prostą. Jeżeli będzie trzeba, to uczyni cud. Pan Bóg to nie automat na kawę, do którego wrzucam monetę i coś dostaję. Nie jest tak, że sprawy zaczynają się automatycznie układać. Potrzeba cierpliwości i zaufania: nie ja a Ty działaj! Ważne, by na modlitwie być konkretnym. Jezus jest konkretny.

Modlitwa ks. Dolindo była konkretna do bólu. A było mu trudno wiele razy. Szczególnie w dzieciństwie.
– Mały Dolindo był bity i głodzony. Chodził w za dużych ubraniach swojego ojca, choć ten bardzo dobrze zarabiał. Kiedyś został przez niego pobity i zamknięty w komórce ze szczurami. Gdy się spóźnił do domu choćby minutę, dostawał lanie. Początkowo ojciec nie pozwalał mu pójść do szkoły. Przemoc uczyniła szkody w umyśle chłopca. Miał ogromne problemy z  nauką. Mówił o sobie, że jest kretynem. Nigdy jednak nie powiedział o ojcu złego słowa. „Mój biedny tatuś przecież chciał dla mnie dobrze” – pisał w swoim dzienniku. Modlił się za niego przez całe życie. Miłość dostawał od mamy, która codziennie rano chodziła na Mszę św. Zawsze czekał na nią, żeby ją pocałować i „poczuć tchnienie” Jezusa.

W końcu doszło do rozpadu rodziny i cudu.
– Mama, za radą spowiednika, zabrała jedenaścioro dzieci i uciekła, gdy mąż był w pracy. To właśnie wtedy posłała swoich dwóch synów, Dolindo i Elio, do seminarium Ojców Misjonarzy. Dolindo po raz pierwszy otrzymał wtedy nowe ubrania. Nadal miał ogromne problemy z nauką. Pewnego dnia modlił się w kaplicy przy obrazku Matki Bożej i mówił do niej: „Jeżeli chcesz, abym został księdzem, to zrób coś!”. Wtedy w kaplicy otworzyło się okno i powiew wiatru uniósł obrazek, który wylądował na czole Dolindo. W ten sposób chłopak został uzdrowiony. Od tego czasu chłonął teologię, filozofię i łacinę, czyli przedmioty potrzebne do tego, aby mógł zostać księdzem. W seminarium mówili o nim „encyklopedyk”. Potrafił jak z rękawa sypać rozprawami teologicznymi. Księża zaczęli zamawiać jego kazania. Z pozostałych przedmiotów nie pojmował praktycznie nic…

Już wtedy zaczął mieć innowacyjne na tamte czasy pomysły…
– Wiedział, że obecność Jezusa sakramentalnego jest bezcenna. W tamtych czasach nie można było przyjmować Komunii św. trzy dni pod rząd. On był zdania, że Jezusa powinno się móc przyjmować codziennie. Postulował, aby Msza św. była odprawiana w języku narodowym, a każdy katolik mógł mieć w domu Pismo Święte. Już jako kapłan widział ważną rolę kobiet w ewangelizacji. Mówił, że ksiądz sprowadza Jezusa na ołtarz, ale to kobieta niesie Go dalej w świat. Wtedy zaczęło się nim interesować Święte Oficjum. Dostał zakaz odprawiania Mszy św., obowiązujący z przerwami dwadzieścia lat. Nigdy jednak Kościoła nie opuścił. Nie pozwolił na Kościół powiedzieć złego słowa. Wytrwał pomimo wielkich prześladowań. To dla mnie dowód na jego świętość.

Do konfesjonału ks. Dolindo ustawiały się podobne kolejki jak do Ojca Pio…
– Kapucyn odsyłał ludzi z Neapolu do ks. Dolindo, który podczas spowiedzi płakał razem z penitentem, a po wyjściu z konfesjonału mówił: „Jesteś dobry, ja nie mam prawa cię oceniać”. Tu nie chodziło o pobłażliwość, był po prostu wrażliwy na ludzką biedę i słabość. Był też czuły. Mówił do wszystkich „aniołeczku”, a jak ktoś bardziej nagrzeszył, nazywał go „aniołeczkiem z rogami”. Za pokutę nie kazał odmawiać „Ojcze nasz”, ale na przykład temu, kto miał problem z porannym wstawaniem, polecał w ramach pokuty wstawać 15 minut wcześniej. Co ciekawe, nie pozwalał ludziom na wielkie umartwienia. Sam jednak żył surowo. Nigdy też nie przyjął ofiary za Mszę św. Prosił go o to Jezus. W ten sposób ks. Dolindo miał wynagradzać Bogu za świętokradztwa, popełniane przez kapłanów podczas sprawowania Eucharystii.

Był mistykiem, ale nigdy sam siebie tak nie nazwał.
– To, że rozmawia z Jezusem i Maryją, było dla niego czymś naturalnym. Spisywał wszystko pod natchnieniem wewnętrznego światła. Pozostało po nim wiele tekstów, 33 tomy po 1500 stron każdy komentarzy do Pisma Świętego, książka o życiu Maryi i 220 tysięcy małych karteczek, które zaczynał od słów „Jezus do duszy”. Zapisywał na nich krótkie fragmenty słowa Bożego i porady duchowe, a potem rozdawał je po Mszach św. Wcześniej modlił się, aby każda trafiła do właściwej osoby. Modlił się też o uzdrowienie. Umberto Cervo, jeden z jego synów duchowych, uległ kiedyś poważnemu wypadkowi. Nie dawano mu szans na przeżycie. Następnego dnia po modlitwie ks. Dolindo Umberto wyszedł ze szpitala i poszedł do pracy. Do dziś ludzie pielgrzymują do grobu ks. Dolindo, wielu zostawia tam świadectwa uzdrowień. Jest tam również dużo małych bucików i grzechotek: to od tych, którym ks. Dolindo wyprosił upragnione potomstwo.



Joanna Bątkiewicz-Brożek – dziennikarka, publicystka, tłumaczka, autorka książki Jezu, Ty się tym zajmij. O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda. Obecnie współpracuje z portalami Vatican Insider oraz Aleteia.

Ks. Dolindo Ruotolo (1882–1970) – sługa Boży pochodzący z Neapolu. Mistyk, wybitny kaznodzieja i spowiednik. Przyjaciel św. Ojca Pio. Przez wiele lat odsunięty od posługi kapłańskiej przez Święte Oficjum.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Jan
    08.07.2018 r., godz. 23:27

    "Postulował, aby Msza św. była odprawiana w języku narodowym [...]"

    Tutaj należy się pewna uwaga. Otóż w miesięczniku "Egzorcysta" jest wywiad (na stronie: www miesiecznikegzorcysta pl/images/pdf/wywiad%20o%20ks.%20dolindo.pdf) z Panią Joanną Bątkiewicz-Brożek, autorką książki pt."Jezu, Ty się tym zajmij ! o. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda". Jest tam m.in. wspomniane, że Ks. Dolindo postulował też wprowadzenie do Liturgii, języków narodowych i że to samo potem będzie mówił papież Jan XXIII. Otóż, wprowadzenie języków narodowych do Liturgii, niekoniecznie oznacza, że Msza Św. jest odprawiana W CAŁOŚCI w języku narodowym. Np. podczas Mszy Św. Trydenckich, czytania Pisma Św. i Ewangelii, najpierw odczytywane po łacinie, są potem tłumaczone na język polski. Założyciel Bractwa Św. Piusa X (MYLNIE nazywanego bractwem "lefebrystów"), Abp Marcel Lefebvre akceptował odprawianie Mszy Św. Trydenckie wg Mszału Jana XXIII (opublikowanego w 1962 r.).
    Sobór Trydencki wyraźnie ZABRONIŁ odprawiania Mszy Św. w całości w języku narodowym (a taką właśnie Mszą jest posoborowa "Nowa Msza", wprowadzona w 1970 r.). Posoborowa reforma Liturgii, TO NIE TYLKO zniesienie łaciny, zaś II Sobór Watykański ZALECIŁ utrzymanie łaciny w Kanonie Mszy Św.
    Więcej na ten temat np. w artykułach na stronach: piusx org pl/zawsze_wierni/artykul/337 , piusx org pl/zawsze_wierni/artykul/335 , piusx org pl/zawsze_wierni/artykul/1039 .

  • awatar
    Marysia
    18.07.2017 r., godz. 19:10

    Ojcze serdecznie proszę o wyproszenie u Pana Boga za Twoim wstawiennictwem potomstwa dla siostrzenicy. Chociaż jednego dziecka.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki