Logo Przewdonik Katolicki

Ja Jestem, nie bójcie się!

Joanna Bątkiewicz-Brożek
Sen Chrystusa w czasie burzy, August Macke fot. akg-images/East News

„Musimy wybudzić Jezusa – pisze ksiądz Dolindo – wiara niezłomna, pełna i mocna, a kiedy będzie się nam zdawać, że upadek jest bliski i nieunikniony, ujrzymy Go, jak wstaje w swojej królewskości, nakazuje spokój”.

Ojciec Dolindo patrzy na wydarzenie na jeziorze Genezaret w dość szerokim spektrum, wypływa wręcz na głębię i widzi je jako „syntezę drogi Kościoła poprzez wieki”.
„Kościół płynie od jednego brzegu do drugiego, od czasu ku wieczności. Towarzyszy mu Jezus, ale jest też narażony na fale ludzkich przedsięwzięć, burz i namiętności. Jezus Chrystus jest z Kościołem, choć wydaje się, że drzemie w eucharystycznej ciszy, jakby był niemal obojętny na walki, jakie Kościół toczy, szczególnie w chwilach największego niebezpieczeństwa. Jezus milczy, ale jest obecny. Milczy, ponieważ chce, by Go obudzono wiarą. I kiedy tylko modlitwy stają się krzykiem prawdziwej wiary, wówczas wystarczy, że On się podniesie i nakaże burzy się uciszyć i uspokoić”.
Jest zatem tylko jeden skuteczny sposób na wyciszenie burzy. Tej w Twoim i moim życiu, tej w Kościele. „Musimy wybudzić Jezusa – pisze ksiądz Dolindo – wiara niezłomna, pełna i mocna, a kiedy będzie się nam zdawać, że upadek jest bliski i nieunikniony, ujrzymy Go, jak wstaje w swojej królewskości, nakazuje spokój i sprawia, że zatriumfuje Jego Kościół, a On nad światem”. 

Ufność wyczuwa Obecność
Ojciec Dolindo sprowadza to w pewnym sensie do aktu zawierzenia: „W pełni zaufajmy Bogu, więcej: to my zaśnijmy przy Boskim Sercu Jezusa i schronimy się u stóp Jego ołtarza”. Kolejne kilka linijek odtwarza we mnie obraz z całych tygodni zamknięcia w burzy pandemii. Wiele osób dzieliło się w tym czasie duchowym doświadczeniem wyczuwania obecności Boga. Nad pustymi miastami, nad zatopionymi w ciszy dzielnicami, ale przede wszystkim w otwartych, pustych często kościołach unosił się, czy też realnie był obecny, Boży Duch. I jedynym miejscem, gdzie można było złapać́ oddech i wyciszyć burze lęków, emocji, było tabernakulum albo wystawiony na ołtarzu Najświętszy Sakrament. Pisze o tym przepięknie ksiądz Dolindo: „Jezus nie daje się zobaczyć, ale czuje się Jego obecność. Ufność wyczuwa tę Obecność, ufność, która szuka Boga niczym jedynego ocalenia. Bądźmy tego pewni: burza nie może nas zatopić, jeśli Jemu będziemy ufać́, dlatego rozszerzmy serce w Jego miłości i żyjmy przy Jego Tabernakulach. One są siłą  Kościoła, są odpoczynkiem w burzy, siłą, która nakazuje burzy milczenie i spokój”.

Trzymaj się blisko
22 marca 2020 r., 6.50 rano, Zagrzeb, północna Chorwacja. Trzęsienie ziemi o magnitudzie 5,3 stopni w skali Richtera. Ostatnie takie trzęsienie miało tu miejsce przed 140 laty. Pękają domy, ciężar spadających cegieł przygniata dziesiątki samochodów. Ze szpitala w centrum miasta w pośpiechu wywożeni są chorzy, kobiety z noworodkami na rękach. „Zwykle o tej porze w katedrze Najświętszej Maryi Panny kilkadziesiąt osób uczestniczy we Mszy św. Ale tej niedzieli w kościele nie było nikogo, bo kilka dni wcześniej nasi biskupi wprowadzili nakaz sprawowania Eucharystii bez udziału wiernych, z powodu pandemii. Gdyby nie ich decyzja, pod gruzami w katedrze zginęłoby tak wiele osób” – pisze mi ksiądz Tomislav Planinic z Chorwacji. Do wiadomości dołącza plik wstrząsających zdjęć z katedry i podpis: „Trzeba słuchać biskupów”.
Niby prosta historia. Niby nic. A jednak... Bóg mówi przez Słowo i przez Kościół. To są dwa znaki profetyczne. Słuchaj Kościoła i czytaj Słowo! I teraz, w czasie zarazy, i każdego dnia, kiedy wstaniesz – zobacz, co Bóg mówi w liturgii przygotowanej przez Kościół (to zawsze podkreślał ksiądz Dolindo, by iść drogą wytyczoną przez Kościół, nawet w lekturze Słowa). Tym bardziej kiedy wokół szaleje sztorm ludzkich debat, dyskusji, recept i diagnoz. To moment, kiedy można „odpłynąć” zbyt daleko lub nawet wypaść za burtę. Dlatego zawsze trzymaj się blisko Pasterza i Jego Kościoła. „Pan Bóg jest w swoim Kościele. Jest i działa z niezwykłą mocą, wyraża się poprzez Kościół, (…) działa poprzez Kościół, Ojca Świętego, przez pasterzy” oraz „słowo Boże i ono wlewa we mnie wielki pokój”, bo „nie ma nic ważniejszego teraz jak słowo Boże”.

Chwila próby
Rok 1921. Ksiądz Dolindo staje przed Świętym Oficjum. Trafia tam na podstawie fałszywych donosów dwóch córek duchowych. Zdradza go też jego spowiednik, ujawniając przeżywane przez kapłana lokucje wewnętrzne – fakt, że w sposób mistyczny spotyka się z Bogiem. Do Rzymu trafiają także jego zapiski, prorocze wizje dotyczące Kościoła: Msza św. w języku narodowym, apostolat świeckich, a szczególnie kobiet, Msza św. w Wielki Piątek i wiele innych. Wszystko to musi budzić́ wtedy uzasadniony dystans, a może i lęk. 
Kara, jaką Kościół wymierzy księdzu Dolindo, wydaje się okrutna. Niesprawiedliwa. A jednak on przyjmuje ją bez cienia buntu. I mimo upokorzeń całe życie bez wytchnienia woła nie tylko o szacunek, ale o miłość do Kościoła. Jego świadectwo jest potężne. Sam wraca do swojej historii w czasie jednego z płomiennych kazań́. Jest środek lat 60. W kościele Santa Maria del Caravaggio przy Piazza Dante jest taki tłum, że szpilki nie wciśniesz. „Kto może sobie wyobrazić́ chwilę, w której znalazłem się po raz pierwszy przed komisarzem Świętego Oficjum? Poczułem się unicestwiony. Dla mnie był to jednak Kościół. Wchodziłem tymi krętymi schodami, które do dziś tam są, i wszedłem do pokoiku, gdzie kazano mi czekać. Wybaczcie mi te szczegóły, ale mówię to na chwałę Bożą, bo Pan chciał, bym był świadkiem dla Kościoła w tym strasznym wieku (...). 
Wszedłem do tego wielkiego, ale niziutkiego pokoju, który sprawiał wrażenie przygniatającego. Ale serce moje biło – to był Kościół. Jeden z organów Kościoła. Stanąłem przed człowiekiem, który wbijał we mnie badawczy wzrok. Patrzył na mnie surowo, ale ja poczułem w nim mamę. To był Kościół. Usiadłszy na kanapie, zaczął mnie przesłuchiwać. Drżałem, ale czułem siłę ożywczą. To były dla mnie krople ćwiczeń duchowych. To był Kościół. Powiesz: ale człowiek, który cię przesłuchiwał, był surowy, taki, owaki. (…) byłem pewien, że jeśli Kościół mnie ukarze, to tylko po to, by dać mi życie. A kto dawał mi życie? Bóg, Jezus. Oddałem się Jezusowi”. 

Owocne posłuszeństwo
Świadectwo zawieszonego w czynnościach kapłańskich w sumie na prawie dziewiętnaście lat (ksiądz Dolindo był czterokrotnie odsuwany od ołtarza) kapłana, któremu Kościół nakazywał też milczenie (nie mógł przez pewien czas głosić́ kazań, ale był tak posłuszny, że w chwili, kiedy papież podpisywał dokument zakazujący mu głoszenia, ksiądz Dolindo zawiesił głos w czasie kazania), ma siłę rażenia pocisku. A owoce są dzisiaj między innymi takie: setki nawróceń (na jedne z rekolekcji z księdzem Dolindo przyjechał człowiek, który był ateistą, i uwierzył przez świadectwo życia księdza Dolindo), powroty do konfesjonałów (nawet po dwudziestu, trzydziestu latach), ostudzone serca kapłanów nabierają życia, niektórzy będący na krawędzi wyjścia z Kościoła zawracają (osobiście usłyszałam takie świadectwa w Polsce i na Słowacji, gdzie kapłan wrócił do swojego zgromadzenia po dwudziestu latach!), są też powołania (czy też odpowiedzi na powołania) do kapłaństwa. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki