Rok temu pracowałam nad biografią osoby, o której nie było wiadomo nic ponad to, że miała słynnego syna. W czasie kilku miesięcy otworzyły się przede mną światy, o których miałam niewielkie pojęcie. Niby zdawałam sobie sprawę z tego, że ludzkie losy zawsze są ciekawe i w każdej, nawet najnudniejszej z pozoru ludzkiej historii czają się momenty przemilczane, opowieści nieopowiadane, tajemnice szczelnie pozakrywane. Niby wiedziałam, a mimo to wciąż nie ukrywam zdumienia. A tym bardziej mnie to zdumiewa, że niektórzy wcale tych tajemnic nie są ciekawi i wciąż chcieliby je ukrywać, tak jakby prawda była czymś szkodliwym. Zastanawiam się nad tym, czytając inną historię, tym razem rodzinną. Monika Sznajderman w książce Fałszerze pieprzu odnajduje swoją rodzinę. Tę żydowską, od strony ojca, wymarłą – chciałoby się powiedzieć. I tę ultrapolską, ziemiańską, od strony matki. I jak one mogły się skleić, mimo że przez dziesiątki, a może setki lat nie miały w ogóle szansy się zetknąć. Wiele przeczytałam książek o polskich Żydach, o świecie, którego istnienie na zawsze przerwała wojna. O dzielnicach, które przestały istnieć. O zwyczajach, których zapomniano. O języku, którego się nie słyszy. O kulturze, która zaginęła, wyemigrowała, wyjechała, przeniosła się, wyniosła się, uciekła. Czasem jeździłam do różnych miast i miasteczek i szukałam śladów. Zarośniętych cmentarzy, roztrzaskanych macew, zamienionych na sklepy spożywcze synagog. Przeczytałam książkę Moniki Sznajderman i zrozumiałam, że uprawiałam tylko egzotyczną turystykę. Pisze ona: „(…) nie nad cierpieniem żydowskim boleliśmy, lecz nad własnym cierpieniem, że nie nad zniszczonym światem żydowskim płakaliśmy, lecz nad własnym utraconym światem, którego nieodłączną częścią, mimo swojej obcości, byli szwargocący i uwijający się Żydzi w czarnych chałatach”. Szczyciłam się tym, że w mojej rodzinie nie było antysemickich zachowań. O Żydach źle się nigdy nie mówiło. Problem w tym, że o Żydach się w ogóle nic nie mówiło. Nie istnieli. Nie-obecni. Całe przestrzenie mentalne i terytorialne opuszczone. A przecież jeszcze 80 lat temu byli co najmniej jedną trzecią częścią mieszkańców większości miast w naszym kraju. Czy naprawdę żyliśmy aż tak obok siebie, że ich nieobecność jest tak dla nas nieistotna? Dla nas – wychowanych przez komunistyczne szkolnictwo, które przedstawiało nam Polskę jako kraj jednolity pod każdym względem. Dla naszych rodziców i dziadków – którzy nic nie wiedzą, nic nie słyszeli, nic nie pamiętają.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













