Logo Przewdonik Katolicki

Od szczęścia do wiary

Dorota Niedźwiecka
Fot. Archiwum sióstr

Niektórzy dostają od życia mniej. I to nie jest ich wina. Rodzą się pozbawieni wzroku, z autyzmem, cukrzycą. Albo w rodzinie, która nie przygotowuje do podjęcia życiowych ról.

Archaiczne sformułowanie „nieumiejętnych pouczać” sprawia wielu osobom trudności w rozumieniu tego uczynku miłosierdzia. – Jak rozumiem zachętę „nieumiejętnych pouczać?”.  Nie użyłabym słowa „pouczać”,  ale „dzielić się” tym, co otrzymałam, z osobami, które tego nie dostały. Miałyśmy szczęście mieć prawidłowo funkcjonujące rodziny, które wspomogły nas w kształtowaniu charakteru, umiejętności, wiary; umożliwiły wykształcenie. Teraz dzielimy się tym, jak funkcjonuje normalny dom, z dziewczynami z naszego ośrodka – mówi s. Goretti. – Dodałabym do tego, że każdy jest w jakiejś dziedzinie nieumiejętny – dopowiada s. Edyta. – I wszyscy uczymy się od siebie nawzajem.
 

 
Nieumiejętnych pouczać
Pouczanie jest gestem wsparcia dla tego, któremu brakuje dobrego rozeznania. Nikt z nas nie ma pełnego oglądu rzeczywistości, dlatego potrzebujemy dobrej rady kogoś, kto w konkretnym temacie wie więcej. Pouczanie nie oznacza jednak jedynie przekazywania brakujących komuś informacji. Jest raczej słowem budującym, które nie ocenia osoby, ale wyjaśnia problem. Istnieje zasadnicza różnica między pouczeniem, które wytyka błędy w myśleniu, a udzielaniem dobrej rady, która dostrzega przynajmniej odrobinę poprawnego rozumowania.
 

 

 
W poszukiwaniu rozwiązań
S. Goretti i s. Edyta, siostry Maryi Niepokalanej, od 12 lat pracują w Ośrodku Interwencji Kryzysowej we Wrocławiu, gdzie całodobowe schronienie znajdują młode kobiety w trudnych sytuacjach życiowych. Mieszka ich tu piętnaście, często z dziećmi. Ich niewielki dwupiętrowy budynek w centrum miasta emanuje  przytulnością i  akceptacją. – Gdy weszłam do niego po raz pierwszy, zdruzgotana i przestraszona, mocno doświadczyłam ciepłej troskliwości sióstr – pani Monika trafiła tu w ósmym miesiącu ciąży, porzucona przez ojca dziecka i bliska samobójstwa. – To one uświadomiły mi, że z każdego problemu jest wyjście, trzeba tylko szukać różnych dróg rozwiązania. Dodały mi pewności, stworzyły takie warunki emocjonalne, że na nowo mogłam wrócić do życia.   
Pani Monika była w stosunkowo dobrej sytuacji: przygotowana do obowiązków dorosłości, chwilowo tylko znalazła się na życiowym zakręcie. Jednak większość mieszkanek ośrodka pochodzi z rodzin, w których dorasta się trudno. Niektóre uciekły z domu przed agresją, doświadczyły bezdomności. Na przykład 23-letnia Ania – gdy miała 8 lat straciła oboje rodziców. Tułała się od domu dziecka do rodziny zastępczej, ośrodka opiekuńczego i ośrodka resocjalizacji. Do dziś nie wierzy, że można zbudować spokojny, bezpieczny dom. Alicja, 28-latka której oboje rodzice pili nałogowo, mieszkała przez kilkanaście lat u wujka. Bił ją i molestował seksualnie. Teraz ona uczy się rozróżniać „dobry dotyk” od „złego”. I wierzyć, że istnieją ludzie, którym można zaufać. – Ośrodek nie jest duży po to, byśmy każdą z dziewczyn mogły się zająć w sposób indywidualny, dostosowany do jej potrzeb – mówi s. Goretti. – Zależy nam przede wszystkim na jakości relacji, okazaniu zainteresowania tak, by przekazać każdej z nich miłość, której zazwyczaj mają spore deficyty, i towarzyszyć w skutecznym wchodzeniu w świat prawidłowych relacji społecznych.
 
Odnaleziona godność
Pierwszym etapem w rozwoju dziewczyn jest odnalezienie normalności. Tu mają możliwość doświadczyć, jak funkcjonuje zwyczajna rodzina, zobaczyć coś, czego nie miały możliwości przeżyć w swoich domach: wspólnego świętowania, wyjazdu w góry, wyjścia do zoo. Hania, 19-latka, bardzo cieszyła się na minione święta Bożego Narodzenia. W domu każdy spędzał je osobno, w swoim pokoju. W ośrodku po raz pierwszy w życiu ubrała choinkę i uczestniczyła w przygotowaniach do Wigilii. Dziewczyny rozwijają umiejętności potrzebne do podjęcia życiowych ról: żony, matki, pracownicy.
– Podczas indywidualnych rozmów mówię na przykład: „Wyobraź sobie, co mogłabyś w tej sytuacji, w jakiej się znalazłaś, doradzić najlepszej przyjaciółce”. Dziewczyna wchodzi wtedy w rolę bez emocji i sama sobie daje odpowiedź. Stąd rodzi się motywacja – bo rozwiązanie jest jej: bez narzucania tego, co mi się podoba. Nie chodzi przecież o moje szczęście tylko o jej – tłumaczy s. Edyta. Szczęście? – dopytuję. – Dziewczyny mają być przede wszystkim szczęśliwe, a nie posłuszne – s. Goretti z uważnością rozkłada akcenty. – Mają pokochać Pana Boga z własnej woli, odkrywając Jego miłość do nas i wolność, jaką nam daje – dodaje siostra. Niektóre z mieszkanek tę głęboką relację z Panem Bogiem odkrywają tutaj – w ośrodku, inne być może poznają ją później.  – Tu nie da się zrobić nic na siłę, chociaż wydawałoby się, że można by sobie zorganizować życie inaczej – dodaje s. Edyta. – Ważne jest to, jakie drugi człowiek ma wartości, sposób myślenia, potrzeby. Czy da mi do siebie taki dostęp, byśmy mogły porozmawiać. Czy jest gotów dać ten dostęp Panu Bogu – dodaje.
 
Ja ciebie, ty mnie inspirujesz
Siostry mówią o tym, czego uczą się od dziewczyn. Obserwując Jolę, która przed przyjściem do ośrodka często niedojadała po to, by jej 5-letnia Sylwia miała co jeść; towarzysząc Marioli, Agnieszce i  co najmniej kilkudziesięciu innym dziewczynom, które z wytrwałością i ofiarnością wypełniają rolę matki, mimo że nie miały oparcia w najbliższych i pieniędzy. – To inspiruje nas do pokonywania trudności, do refleksji, korygowania własnego zachowania, by bardziej służyło drugiemu – mówią.
Ja z kolei z podziwem i szacunkiem spoglądam na siostry. Mam świadomość, że pracują w niełatwych warunkach. Z osobami, które w jakiejś mierze powtarzają rodzinne wzorce, mają nałogi. Siostry o tym jednak nie wspominają. Ich uwaga skupia się na tym, jakie indywidualne talenty każda z dziewczyn może rozwinąć – gdy się ją wesprze. Oczywiście, efekty zmiany zależą zarówno od sióstr jak też od osoby wspieranej: od jej otwartości, predyspozycji. Niektóre dziewczyny układają sobie życie na nowo, często szczęśliwie, u innych braki, które nie zostały zaspokojone w dzieciństwie okazują się tak duże, że nie udaje się im ich nadrobić i wracają do dawnego życia. Bywa, że ktoś dopiero po kilku latach od wyjścia z ośrodka odzywa się, sygnalizując, że to, co tu otrzymał, okazało się pomocnym. Siostry podkreślają, że nieważne, ile ktoś jest w ich domu, nieważne czy doświadczył czegoś głębokiego czy zwyczajnego. Ważne jest to, by go traktować w sposób, który przywraca ludzką godność.  
 
Bóg ukryty za działaniem
– Kiedyś przyszła mi do głowy myśl, że Bóg niesamowicie kocha ludzi z trudną przeszłością – s. Goretti mówi ze spokojem i uważnością. – I równocześnie daje odpowiedź, powołując nas, byśmy umiejętnie zajęły się ich potrzebami i umiejętnie wspierały w dojrzewaniu do coraz większej samodzielności – dodaje. – Tu możemy się poczuć się bezpiecznie – kontynuuje myśl Patrycja, mówiąc jak dzięki zabezpieczeniom i postawie zarządzających domem ma pewność, że nie wejdzie tu nikt z zewnątrz, kogo dziewczyny się boją. A gdyby wszedł – mają pewność, że nie zostanie to zbagatelizowane, jak bywało to w rodzinnym domu. – Warunki są dostosowane do dzieci, jest ciepło i czysto – dodaje. – Gdy tylko potrzebuję, siostry mają dla mnie czas na rozmowę. Bardzo pomocne są spotkania z psychologiem czy pedagogiem i warsztaty, np. uczące tego, w jaki sposób okazywać własną złość, by nie wyżywać się na innych.
Spokój ducha, cierpliwość, wewnętrzny porządek i porządkowanie rzeczy, umiejętność załatwiania spraw urzędowych, motywacja psychiczna i wiara – to wartości, które mieszkanki domu wymieniają, gdy pytam o to, czego się tu nauczyły. Dziewczyny, które już się usamodzielniły, zawsze mogą przyjść do ośrodka, zadzwonić, pogadać. Siostry zostawiają im klucze – by odchodząc miały poczucie bezpieczeństwa. Bywa tak, że gdy zakładają rodziny, przychodzą do sióstr z problemami – jak do swoich matek. – Ich radości stają się naszymi radościami, ich problemy – naszymi problemami – mówią siostry. Oczy s. Edyty błyszczą z radości, gdy opowiada o swoich relacjach z dziewczynami. – Nie mam wątpliwości, że Pan Bóg powołał mnie i powołuje każdego dnia, żeby Mu służyć przez to, że służę właśnie w tym miejscu drugiemu. Ta radość wypływa z wnętrza: z poczucia sensu i szczęścia, że wypełniam to, co jest moją życiową rolą. Z obecności Boga w moim życiu. Niejeden raz odczułam Jego działanie namacalnie: gdy w momentach, w których zwyczajnie powinnam nie mieć siły, odkrywam jej w sobie bardzo dużo. Gdy doświadczam, że mam nieskończone pokłady życzliwości i empatii – mówi s. Edyta. – To jest Ogień – mówią siostry o Tym, który motywuje ich do działania. – Którym im bardziej się dzielimy, tym więcej go mamy.
*
Imiona i fakty z życia niektórych bohaterek zostały zmienione ze względu na poczucie bezpieczeństwa.
 
Więcej o działalności sióstr na stronie: www.misjadworcowa.com.pl

 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki