Logo Przewdonik Katolicki

Gdy rozum śpi, budzą się demony

Renata Krzyszkowska
Pochówek z czaszka umieszczona pomiędzy nogami / fot. PAP

Wywiad z dr. Łukaszem Maurycym Stanaszkiem, autorem książki Wampiry w średniowiecznej Polsce, o dawnych wierzeniach w złe moce.

O wampirach słyszał każdy, dziś w nie nikt nie wierzy, ale kiedyś budziły powszechny strach. Skąd się wzięły takie wierzenia?  
– W Polsce wiara w wampiry szkodzące ludziom była silna zwłaszcza w średniowieczu, ale także w czasach nowożytnych – XVII, XVIII w. , a nawet jeszcze w XX w. Wierzono, że niektórzy ludzie po śmierci budzą się, ich ciało się nie rozkłada, a w nocy odżywiają się krwią i siłami witalnymi innych ludzi. Jeszcze z czasów przedsłowiańskich na ziemiach polskich przetrwał cały panteon pogańskich wierzeń w różne złe moce szkodzące ludziom: upiory, zmory, wieszcze, niechrzczeńce, porońce, strzygi i wiele innych. Mówiąc o wampirach, mówimy tylko o jednym z tych tworów. Wiara w te siły nieczyste uruchamiała się głównie w chwilach zagrożenia, np. klęski żywiołowej czy chorób. Z historii wynika, że epidemia wampiryzmu zwykle pojawiała się przy okazji różnych epidemii nękających Europę. Szukano kozła ofiarnego, którego można by za to obwinić. Wierzenia te wzmacniały dodatkowo przypadki osób zapadłych w letarg, które omyłkowo uznano za zmarłe. Zdarzało się, że osoba taka budziła się w czasie pogrzebu albo nawet o własnych siłach wychodziła z grobu, jeśli był płytki, budząc strach i przerażenie. Opowieści o takich zdarzeniach wzbogacane w coraz to inne wymyślone szczegóły krążyły po okolicy 100, a nawet 200 lat. 
 
Dziś także używany jest termin „kozioł ofiarny”. W psychologii oznacza człowieka, na którego grupa zrzuca odpowiedzialność za niepowodzenia, często np. w rodzinie dysfunkcyjnej jest to  któreś z dzieci.
– W tamtych czasach do takiej roli świetnie nadawały się wszystkie odbiegające w jakiś sposób od normy osoby, czyli ludzie nienaturalnie wysocy albo bardzo niscy, chorzy psychicznie, z garbem albo stłoczonymi, krzywymi zębami czy inną deformacją. Kandydatem na wampira mógł być nawet ktoś, kto np. miał krzywą przegrodę nosową i świszczał przy mówieniu albo ktoś, kto miał czerwoną, nabrzmiałą twarz (czasami objaw wysokiego nadciśnienia tętniczego krwi) – sądzono wtedy, że opił się krwi. Uważano, że skoro Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, to ludzie odbiegający od normy muszą mieć coś wspólnego z Szatanem i być niebezpieczni. O wampiryzm podejrzewano też osoby żyjące na odludziu, zajmujące się czymś tajemniczym, np. wróżbiarstwem czy zielarstwem.
 
Gdy rozum śpi, budzą się upiory. 
– Dokładnie tak. Łatwiej było oskarżać zmarłych niż żywych, bo nie mogli się obronić. Po śmierci takiej podejrzanej osoby wykopywano więc jej ciało i odpowiednio zabezpieczano. Wtedy społeczność odzyskiwała spokój i poczucie, że zrobiła wszystko, co mogła, by się obronić.
 
O jakich zabezpieczeniach mowa?  
– Do X w. zmarłych palono, dlatego trudno określić, czy stosowano jakieś pochówki antywampiryczne. Dostępne świadectwa walki z wampirami pochodzą dopiero z czasów, gdy ciała grzebano w ziemi. Odkryto szereg grobów, głównie na peryferiach cmentarzy, bez typowego dla danych czasów wyposażenia, zwłoki były bez żadnego ubrania, często w pozycji twarzą do ziemi, czyli jak to nazywano „na gębę”. Miało to sprawić, że jak zmarły wampir się obudzi, to będzie grzebał w głąb ziemi, a nie w kierunku powierzchni i nigdy nie wyjdzie z grobu. Podobnie bano się poronionych albo zmarłych dzieci, których nie zdążono ochrzcić. Chowano je na rozstajach dróg albo na niepoświęconej ziemi, w naczyniu, np. zwykłym garnku dnem do góry, także po to, by nie wyszło z grobu. Uważano, że może szkodzić ludziom z zazdrości, że samo nie użyło życia. Szczególnie dużo tych pochówków odkryto na północnym Mazowszu.
 
A co ze słynnym drewnianym kołkiem? 
– Przebicie kołkiem piersi zmarłego miało ten sam cel – by zmarły już nigdy nie powstał. Częstym sposobem było ucięcie głowy szpadlem. Odciętą głowę przeważnie składano w nogach zmarłego. Takich grobów przebadałem kilkanaście. Często można wszystko wytłumaczyć przyczynami naturalnymi, np. tym, że czaszka z czasem  sama się stoczyła albo przemieściły ją zwierzęta. Nie zawsze jednak wszystko można w ten sposób wytłumaczyć.
 
W książce wspomina Pan, że ofiarami posądzeń padali też chorzy na porfirię. 
– Tak. Choroba polega na zaburzeniach przetwarzania hemoglobiny we krwi. Osoby nią dotknięte mogą mieć światłowstręt, pozwalający na wychodzenie z domu jedynie wieczorem, częstym objawem jest też  awersja do produktów zawierających alaninę, czyli m.in. do czosnku. Ich mocz może czasami zabarwiać się na czerwono, mają bladą cerę, odsłonięte szyjki zębowe, co może zębom nadawać wygląd nadmiernego wystawania, np. kłów. Jeśli osoba z porfirią żyła w danej okolicy, opowieści o niej krążyły długo po jej śmierci, budząc lęk. Z resztą do dziś wiele zwyczajów pogrzebowych ma swe źródło w lęku przed wampirami.
 
Na przykład jakie?  
– To, że wieko trumny czasami jest zabijane gwoździami. Dziś zamyka się je  dla zabezpieczenia przed niepożądanym otwarciem, ale pierwotnie robiono tak, by zmarły, jeśli był wampirem, nie mógł wyjść. Zmarłego zawsze wynosi się nogami do przodu. Kiedyś robiono to na wypadek, gdyby wstał, bo wtedy ruszyłby przed siebie. Gdyby był wynoszony głową do przodu, to wstając miałby przed sobą dom, z którego go wyniesiono i chciałby wrócić.
 
Ale wiara w wampiry nie dotyczy tylko Polski. 
– Pochówki antywampiryczne znane są nie tylko u Słowian, ale także w kulturach germańskich, w starożytnych Chinach czy w Anglii. Generalnie spotykamy je w różnych epokach, różnych okresach, u różnych ludów. Wydaje się jednak, że wśród Słowian było najwięcej mistycyzmu, bo u nas wiara w wampiry pozostała najdłużej. Niewykluczone też, że temat wampirów podsyciło też odkrycie w Ameryce Południowej  nietoperzy żywiących się krwią zwierząt, które nazwano wampirami.
 
W kulturze masowej ojczyzną wampirów jest Transylwania w Rumunii.  
– To z powodu powieści irlandzkiego pisarza Brama Stokera pt. Drakula. Tytuł pochodzi od nazwiska prawdziwej postaci, arystokraty z Wołoszczyzny, który z pewnością  wampirem nie był, ale budził strach, bo bywał okrutny. Na tamtych terenach południowej Słowiańszczyzny wiara w wampiry też była obecna. Potem w XX w. o tę postać upomniał się film, w tym Hollywood, i Drakula wampir stał się sławny na cały świat. Swego czasu nawet zorganizowałem wyprawę śladami Drakuli, przez całe góry rumuńskie. Rozmawialiśmy z mieszkańcami mijanych wiosek i słuchaliśmy podań ludowych, wśród których  słyszeliśmy także te o wampirach. Wampiry egzemplifikują różne wspólne wszystkim ludziom lęki przed nieznanym, w tym przed śmiercią. Są też skrajnym przejawem naszej nietolerancji wobec inności i poszukiwaniem prostych rozwiązań w chwilach zagrożenia życia.



Dr Łukasz Maurycy Stanaszek
Antropolog i archeolog, kierownik Pracowni Antropologicznej Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie,  autor książki Wampiry w średniowiecznej Polsce, badacz i odkrywca Urzecza (gwar. Łurzyce), podwarszawskiego mikroregionu etnograficznego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki