Logo Przewdonik Katolicki

Twarze krwawej Luny

Natalia Budzyńska
Kadr z filmu "Zaćma" / fot. Jacek Drygała

Historia Julii Brystygierowej, owianej czarną legendą Krwawej Luny, to gotowy scenariusz na film. Postać kontrowersyjna, mroczna, złożona psychologicznie, żyjąca w interesujących i trudnych czasach. Film Zaćma miał oddać jej dylematy moralne.

Julia Brystygier to postać tragiczna. Idealna bohaterka dramatu. Oddana jedynej słusznej sprawie, prowadząca życie bez skrupułów, ideologicznie fanatyczna. Komunistka, porzucająca dla sprawy własne dziecko. Bezwzględna manipulatorka i sadystka. Trzymająca w swoich rękach władzę nad innymi ludźmi. Mająca wszystkie możliwości, by ich zniszczyć. Korzystająca z tej władzy chętnie. Albo pisarka. Z ambicjami literackimi. Pragnąca stanąć w szeregu z innymi polskimi pisarzami. Albo samotna kobieta, której nikt nie lubił, bo wszyscy się jej bali. Filozofka, którą zaintrygował katolicyzm. A także Żydówka, która szukała kontaktu z innymi, którzy przeżyli Holokaust. Katoliczka, nawrócona w takiej tajemnicy, że nie ma o tym śladu. Prowadząca śledztwa i zlecająca obserwacje, jednocześnie będąc obiektem obserwacji. Bardzo skomplikowane życie, bardzo skomplikowana osobowość i ogromne pole manewru dla scenarzysty. Tyle twarzy.
 
Sumienie kobiety bez sumienia
Reżyser pamiętnego Przesłuchania z 1982 r., z przejmującą rolą Krystyny Jandy, miał szansę stworzyć obraz równie wstrząsający, pokazując bohaterkę z drugiej strony barykady. Zainteresowała go legenda nie tyle okrutnego charakteru Luny, ale legenda jej przemiany w wierzącą katoliczkę. Przed rozpoczęciem zdjęć Bugajski wspominał, że był to najtrudniejszy scenariusz, jaki napisał. Akcja rozgrywa się w ciągu dwóch letnich dni w podwarszawskiej miejscowości. W filmie nosi nazwę Górki, ale wiadomo, że chodzi o Laski. Lata 60. Julia Brystygier od kilku lat nie jest już dyrektorką V Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Ciągnie się za nią legenda szczególnie sadystycznej pełnej władzy osoby, która stosowała przemoc, szczególnie w stosunku do młodych mężczyzn. Jej Departament rozpracowywał między innymi Kościół katolicki, umieszczając tajnych współpracowników w otoczeniu najwyższych rangą przedstawicieli Kościoła. Planowała rozbić Kościół od wewnątrz, stosując najprzeróżniejsze, niezwykle podłe metody. Miał z nią do czynienia prymas Wyszyński, od którego w 1949 r. otrzymała egzemplarz Ewangelii. W latach 50. miał powiedzieć jednak o niej: „straszna kobieta”. W filmie Bugajskiego Luna, starsza, elegancka pani, przyjeżdża do zakładu dla ociemniałych dzieci prowadzonego przez siostry. Znajoma z młodości, która jest obecnie zakonnicą, ma umożliwić jej spotkanie z prymasem Wyszyńskim, który akurat przyjechał na parę dni. Zanim Brystygierowa zostanie do prymasa dopuszczona, musi porozmawiać z niewidomym księdzem, który stracił wzrok na skutek tortur w ubeckiej katowni. On chce stanąć przed bestią, przed kobietą, która jest temu winna. Chce zrozumieć, jak możliwa jest zgoda na takie okrucieństwo. Jak można z tym potem żyć. O niej powiedzielibyśmy, że jest targana sprzecznościami. Niby żałuje, ale jakoś nie bardzo rozumie za co. Chce uwierzyć, ale właściwie to nie chce. W ogóle nie bardzo wiadomo o co chodzi: ani Brystygierowej, ani Bugajskiemu. Sytuacja ma bardzo ciekawy potencjał, ale przedstawiona jest irytująco banalnymi środkami. Luny są dwie: ta „krwawa” i ta nowa, na drodze do nawrócenia. Dawna Krwawa Luna nie waha się użyć szantażu, wyrażonego ekspresyjnie wulgarnym językiem. Nowa Luna bawi się z dziećmi, opowiadając im bajeczki i na ochotnika myje dziewczynkę, która nie zdążyła do toalety. „Stara” Brystygierowa mówi do księdza czy zakonnicy „dzień dobry”, odpowiadając na ich „Szczęść Boże”. Nawracająca się Brystygierowa, przypominając sobie sceny z dawnego życia, widzi w torturowanym młodym akowcu Chrystusa.
 
Lewitująca papierośnica
Nieznośny staje się ten zabieg wtedy, gdy w reminiscencji przesłuchania torturowany sprawia, że zaczyna lewitować papierośnica Krwawej Luny. Albo gdy twarz Chrystusa na krucyfiksie w kaplicy patrzy na Lunę twarzą tamtego więźnia. Te wymuszone alegorie są tak toporne, że nie sposób się nimi przejąć. Czemu miały służyć? Z pewnością miały ukazać nagłe nawrócenie bohaterki, która nagle w twarzach wszystkich umęczonych z jej powodu ofiar zobaczyła Chrystusa. Obawiam się, że te wizje miały w zamiarze reżysera jeszcze jedno dno. Bo dlaczego ów więzień jest żołnierzem AK, skoro Brystygierowa nie zajmowała się w swojej pracy w V Departamencie przesłuchiwaniem byłych akowców? Może ma być symbolem Polski, a stąd już niedaleko do „Polski Chrystusa Narodów”? Maria Momona, kreująca postać Krwawej Luny, nie daje rady przekonująco oddać jej skomplikowanego charakteru i przemiany, która być może miała miejsce. Nie udało jej się to z powodu kalekiego scenariusza, który buduje postać drewnianą, sztuczną. Nie wzruszającą. Nie poruszającą. Do innej działaczki okresu stalinizmu, prokurator Heleny Wolińskiej-Brus, odnosił się w filmie Ida Paweł Pawlikowski, tworząc postać Wandy (w tej roli Agata Kulesza). Mimo że nie była to rola główna w filmie, to wątek Wandy głęboko zapadał w pamięć, a jej głębokie moralne rozterki rozegrane bez nachalnych alegorii i niepotrzebnej patetycznej symboliki Kulesza oddała wspaniale. Przy tej wybitnej kreacji rola Krwawej Luny w filmie Zaćma wypada naprawdę mało porywająco. Nawet w ostatniej scenie, gdy Luna sama sobie wymierza pokutę.
 
Happy end?
Jak to było naprawdę z nawróceniem Julii Brystygierowej – nie wiadomo. Podobnie jak z jej sadyzmem. Legenda Krwawej Luny opiera się przede wszystkim na pogłoskach. Ktoś komuś powiedział. Faktem jest, że zniszczyła życie wielu ludziom swoimi decyzjami. Ale czy brała udział w przesłuchaniach? Czy rzeczywiście biła? Czy wymyślała brutalne tortury? Kilka świadectw na dowód jej sadystycznego okrucieństwa powtarzanych jest w literaturze przedmiotu, ale żadne nie pochodzi bezpośrednio od naocznego świadka. Z drugiej strony, skądś ten przydomek „krwawa” się wziął. Nie wszystko można wytłumaczyć faktem zawiści jej podwładnych, bo była jedyną kobietą na tak wysokim stanowisku. Czy nawróciła się na katolicyzm i przyjęła chrzest? Wiele źródeł podaje to za pewnik. Tymczasem nie ma na to żadnych dowodów. Jeździła do Lasek, gdzie mieszkała siostra Bonifacja Goldman, którą poznała w szpitalu. Siostra Bonifacja była niewidoma, a Luna czytała jej w szpitalu Biblię i katolickie książki. Pierwszy raz była w Laskach w 1961 r. Jaki ciekawy psychologicznie moment jej życia. Nie pracowała już w MBP, stała się wręcz obiektem obserwacji dawnych podwładnych, czego zresztą była świadoma. Zaczynała swoją pisarską karierę, ale przez środowisko literackie nie była lubiana z powodu swojej przeszłości. Mogła czuć się samotna. Z pewnością rozgoryczona. Czy zaczynała wątpić w sens komunistycznej ideologii? Czego szukała w Laskach? Akceptacji? Towarzystwa? Usprawiedliwienia? A może intelektualnej rozmowy? Była przecież doktorem filozofii, a w Laskach spotykała się inteligencja, środowisko otwarte, także wątpiące. Poza tym siostra Bonifacja też była Żydówką. Ale to nie były pierwsze kontakty Luny z katolicyzmem. Interesujące są wspomnienia współpracowniczki prymasa, Marii Okońskiej, z jej kontaktów z Julią Brystygierową. Okońska, niezmordowana apostołka (taką nazwę nosiły zresztą akta jej sprawy: „Apostołka”), miała wielką ochotę nawrócić dyrektorkę V Departamentu. Luna z kolei, choć zaintrygowana katolicyzmem, próbowała przekonać Okońską do komunizmu. To przez Okońską kard. Wyszyński przekazał Krwawej Lunie Nowy Testament. Potem jednak odradził jej wręcz rozmowy z tą osobą. Tajemnicza jest ta sprawa relacji Luny do katolicyzmu. Dotychczas nie znaleziono dokumentów potwierdzających jej chrzest. Pogrzeb też był całkowicie świecki, bez obecności księdza. Może pokutowała w ukryciu, jak chce tego Bugajski? Nikomu się z tego nie zwierzyła. I choć to byłby wspaniały filmowy i powieściowy happy end, to jednak życie jest bardziej skomplikowane. I tej komplikacji, niejednoznaczności, rozterki i wiarygodnej walki oczekiwałam od filmu o Krwawej Lunie. A powstał niezbyt dobry film pod tezę.
 
 
 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki