Logo Przewdonik Katolicki

Do Jakuba z "Kamykiem"

Michał Bondyra
Fot. Michał Bondyra. Joanna i Dawid prezentują dwa symbole pielgrzymki: kamyk i muszlę

Dawid w ciągu miesiąc przejdzie ponad osiemset kilometrów. Do grobu św. Jakuba w Composteli idzie po to, by zwrócić uwagę na podopiecznych placówki terapeutycznej „Kamyk”.

Dawida Abramowicza najczęściej można spotkać na rowerze, z którym się nie rozstaje. – Cały maj kręciłem kilometry w ramach European Cycling Chalenge – tłumaczy. Dodaje, że przez 30 dni udało mu się przejechać ponad 750 km. Na ponad miesiąc jednak będzie musiał porzucić swój ulubiony jednoślad. Postanowił bowiem, że 27 lipca rusza w ponad 800-kilometrową pielgrzymkę do grobu św. Jakuba w Composteli.
 
Pireneje jak Beskid
Szlak francuski, którym podąży, to najbardziej tradycyjna z dróg. Liczy już ponad tysiąc lat. Rozpoczyna się w Saint-Jean-Pied-de-Port i wiedzie przez Pireneje. – Te Pireneje będą dla mnie jak Beskid Żywiecki – zaskakuje. Po chwili opowiada mi, jak co roku latem wraz z młodzieżą na Hali Górowej spędza tam rekolekcje. – Pokornego wędrowania i wzmacniania ducha uczył mnie ks. Tomasz Błaszczyk, z mojej parafii pw. NMP Matki Kościoła na poznańskim Świerczewie – zaznacza. Ducha od miesiąca wzmacnia też podczas Mszy w klasztorze oo. Dominikanów. – Postanowiłem, że przez ostatnich 30 dni przed wyjazdem będę kolekcjonował ostatnie pieśni ze Mszy, a potem wszystkie zabiorę na pielgrzymkę i będę je w drodze śpiewał – wyjaśnia. Nie będzie to dla niego specjalne wyzwanie, bo już bez mała od 10 lat wykonuje muzykę sakralną. Tradycją jest też, że podczas rekolekcji wraz ze znajomym śpiewa ułożony przez siebie psalm. – Znajomy jest po operacji i ma problemy z gardłem, więc to na moich barkach spoczywa, bym przygotował słowa i linię melodyczną, tak byśmy mogli na wrześniowych rekolekcjach wykonać go wspólnie – wyjaśnia.
 
Siostry i „Kamyk”
Corocznie drogą św. Jakuba do Composteli idzie kilkaset tysięcy pielgrzymów. Grób świętego jest trzecim co do wielkości, po Jerozolimie i Rzymie, miejscem kultu dla chrześcijan. Mimo takiej rzeszy pielgrzymów, tradycją jest, że drogę tę przemierza się w samotności. – Wierzę, że po drodze spotkam małe grupki dobrych ludzi, którzy, gdy będzie trzeba, wesprą mnie w trudnych chwilach – mówi Dawid. Motywacji z pewnością mu nie zabraknie. – Mimo fizycznej samotności duchowo niosę w sercu całą grupę osób – zaskakuje. – To są siostry Łodziak i 20 podopiecznych „Kamyka” – wylicza. Krótko opowiada o kilkuletniej historii znajomości z dorosłymi siostrami: pełnosprawną Dorotą, która opiekuje się upośledzonymi umysłowo Ulą i Asią, które na domiar złego dotknięte są także padaczką lekooporną i astmą. – Obserwowałem ich dramatyczną walkę o byt. Zacząłem najpierw lajkować ich stronę, potem coś tam dorzuciłem od siebie, aż wreszcie się zaprzyjaźniliśmy. Gdy wpadłem na pomysł, by iść na Camino, spytałem ich czy pójdą ze mną, metafizycznie. Zgodziły się, więc idę, by je wesprzeć – tłumaczy. Potrzeby są spore, bo mimo mieszkania, które dostały i remontu, który postępuje, wciąż trzeba środków na jego dokończenie oraz na opłacenie opiekunki, by Dorota mogła pozałatwiać niezbędne sprawy. Skąd wziął się „Kamyk”? – Asia była naszą podopieczną – mówi Joanna Baszyńska, odpowiedzialna za PR w Stowarzyszeniu „Na Tak”, prowadzącym m.in. dzienną placówkę terapeutyczną „Kamyk”. Opowiada też o jego innych 20 dorosłych bywalcach, którzy prócz niepełnosprawności intelektualnej chorują na autyzm, porażenie mózgowe, niedowidzenie, niedosłuch oraz choroby genetyczne i neurologiczne. – Dużo słyszy się o pomocy niepełnosprawnym dzieciom i młodzieży, dorosłych często się pomija, stąd mój wybór – argumentuje Dawid.
 
Koszulki i kanister
Podopiecznym „Kamyka” Dawid nie tylko poświęci każdy kilometr z ponad 800, które przejdzie. Chce też, by dzięki jego pielgrzymce udało się zebrać realne środki finansowe na codzienne dojazdy podopiecznych do placówki. – Na szlak biorę ze sobą pięć koszulek. Chciałbym, by na nich pojawiło się logo firm, które postanowią wesprzeć „Kamyk” jakąś sumą – wyjaśnia, dodając, że oznakować może też swój plecak. Na razie zapełnia się pierwszy T-shirt. – Poszukiwanie sponsorów i darczyńców w przypadku zdarzenia takiego jak pielgrzymka jest bardzo trudne. Są tacy, którzy nie mają problemu z angażowaniem się w coś, co ma kontekst religijny, ale jest też wiele przedsiębiorstw, które zastanawiają się, jak łączenie z pielgrzymką ich marki wpłynie na ich wizerunek – mówi szczerze Baszyńska. Drugą formę pomocy dla „Kamyka” Dawid i Joanna kierują do zwykłych osób. Głównie takich, które lubią… piwo. – Akcja „Litr paliwa zamiast piwa” to taki wirtualny kanister, który pozwala wpłacać po pięć złotych na litr benzyny. Dzięki niej podopieczni będą mieli sfinansowany dojazd do placówki – wyjaśnia. Na razie na stronie akcji litrpaliwa.pl zatankowane jest 26 litrów.
 
Tylko buty
Na ponadmiesięczną wędrówkę Dawid przygotował się nader skromnie. Nie bierze ze sobą dużo ubrań, namiotu ani karimaty. Jedyne w co zainwestował to buty. – Kupiłem je dwa lata temu, dobrze rozchodziłem, więc mam nadzieję, że mi posłużą – śmieje się. A co z jedzeniem i noclegami? – Choć szlak jest owiany średniowieczną aurą, to na trasie jest wiele miast, gdzie są supermarkety. Są też małe budki z żywnością rozlokowane na polach i przy lasach – mówi. Noclegi planuje załatwiać na bieżąco. – Zwykle śpi się w tzw. albergue, czyli przykościelnych lub miejskich schroniskach. Wiem, że pielgrzymów przyjmują także bamberos, czyli strażacy – tłumaczy. Dawid, który Hiszpanię poznał podczas półrocznych studiów w ramach programu Erasmus, wie również, że w razie problemów może liczyć na gościnność samych Hiszpanów. – W ciągu czterech dni wraz z przyjaciółką przejechałem dystans od Cordoby do Girony autostopem. To było ponad tysiąc kilometrów, podczas których za darmo mieliśmy nie tylko podróż samochodem, ale i obiady, kolacje, a nawet noclegi – wspomina. Dawid swojego pielgrzymowania wcale nie zamierza kończyć przy grobie św. Jakuba. – Pójdę jeszcze na Finisterre, a po drodze na górze zostawię kamień, który wraz z pracownikami „Kamyka” znalazłem na terenie placówki – przyznaje. Na „końcu świata” chce zostawić muszlę – symbol pielgrzyma i być może… buty. – Tylko wtedy, gdy dadzą mi ostro do wiwatu – śmieje się.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki