Logo Przewdonik Katolicki

U lekarza jak na spowiedzi

Renata Krzyszkowska
dr Jarosław Woroń / fot. archiwum prywatne

Wywiad z dr. Jarosławem Woroniem o błędach farmakoterapii.

Wraz z wiekiem przybywa nam chorób, przyjmujemy więc sporo leków. Im ich więcej, tym większe ryzyko skutków ubocznych i wzajemnych interakcji. Czy jesteśmy na to skazani?
– Jeżeli zażywamy siedem leków, to prawdopodobieństwo, że wejdą one sobie w drogę, wzajemnie zaburzą swe działanie i nam w jakiś sposób zaszkodzą, wynosi około 80 proc. Jeśli zażywamy ich osiem lub więcej, to prawdopodobieństwo to wynosi 100 proc. Nie muszą to być same farmaceutyki, ale także suplementy diety. Niestety jeśli stracimy nad swoim leczeniem kontrolę, przestaniemy czytać ulotki, nie będziemy się interesować tym, co łykamy, to możemy sobie zaszkodzić, bo wzajemne interakcje leków i związane z tym powikłania będą trudne do uniknięcia.
 
Jakie to mogą być powikłania? 
– Trudno przewidzieć. Czasem może być to coś lekkiego i mało groźnego, co samo szybko minie, a czasami powikłania mogą być tak poważne, że będą wymagać leczenia szpitalnego, a czasami może nawet doprowadzą do śmierci.
 
Może Pan Doktor podać jakieś przykłady leków, których kombinacja przynosi fatalne skutki?
– Przyjmowanie jednocześnie dwóch niesteroidowych leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Taka kombinacja wcale nie wzmaga efektu przeciwbólowego, a ponad sześciokrotnie zwiększa ryzyko uszkodzenia wątroby, trzy i pół razy zwiększa ryzyko krwawienia z górnego odcinka przewodu pokarmowego, ośmiokrotnie zwiększa ryzyko uszkodzenia nerek. Fatalne skutki przynosi też niekontrolowane łączenie różnych leków przeciwzakrzepowych i hamujących agregację płytek krwi stosowanych m.in. po zawałach serca czy po udarach, albo u pacjentów z migotaniem przedsionków. Leki te łączone zwiększają ryzyko krwotoków i zawsze muszą być podawane pod kontrolą lekarza. Podobnie antybiotyki.
 
One przecież także wchodzą w interakcje z różnymi lekami… 
– Na przykład jeśli podamy klarytromycynę z lekami na nadciśnienie z grupy brokerów kanału wapniowego, to może w bardzo szybkim czasie dojść do ostrej niezapalnej niewydolności nerek.
 
Suplementy diety też są pod tym względem niebezpieczne?
­– Oczywiście. Na całym świecie, w tym w Polsce, rośnie ich sprzedaż. Ludzie wierzą, że wyleczą ich z różnych dolegliwości, bez wizyty u lekarza, że dzięki nim nie będą chorować, będą żyć dłużej, wyglądać młodziej i czuć się lepiej. Suplementy diety są nadużywane, tymczasem nawet zwykła witamina C wchodzi w interakcje z ponad 130 lekami, do tego może zakwaszać mocz i zmieniać warunki wydalania leków i ich czas półtrwania w organizmie. Jeśli nie ma wskazań do suplementacji, to z niej nie korzystajmy.
 
Niebezpieczne mogą się okazać nawet zioła i leki roślinne?
– Oczywiście. Zwykłe siemię lniane może zaburzać wchłanianie się leków przeciwcukrzycowych i arytmicznych. Zaś wiesiołek może szkodzić przyjmowany z lekami przeciwpadaczkowymi. Popularna lukrecja wchodzi w interakcje z cyklosporyną, lekiem obniżającym odporność organizmu u chorych po przeszczepach. Oprócz cyklosporyny lukrecja może wchodzić w niebezpieczne interakcje z wieloma innymi lekami i obniżać ich skuteczność. Dotyczy to m.in. leków na nadciśnienie, aspiryny, leków przeciwzapalnych, insuliny. Inną często stosowaną rośliną leczniczą jest miłorząb japoński. Preparaty z tej rośliny w połączeniu z lekami przeciwkrzepliwymi, np. z warfaryną lub zwykłą aspiryną, mogą wywołać krwotoki nie tylko z nosa, ale i w organach wewnętrznych.
 
Czy często zdarza się, że rodzice leczą dzieci na własną rękę, lekami dla dorosłych?
– Za często, choć trochę się to zmienia. Wielu rodziców informacji szuka w internecie, zadaje pytania na różnych forach i dowiaduje się, że dziecko to nie mały dorosły i nie wystarczy zmniejszyć dawkę, by podać dziecku lek dla dorosłych. W internecie jest wiele stron poświęconych zdrowiu dzieci, w tym porady pediatrów.
 
Ale czy takie samoleczenie jest bezpieczne?
– Tak, ale pod warunkiem, że trwa krótko, np. gdy nie mamy możliwości korzystania z porady swojego lekarza, bo  jest weekend. Niestety Polacy często nadużywają samoleczenia Na przykład zamiast wyjaśnić przyczynę jakiegoś bólu, kupują duże opakowanie środka przeciwbólowego i go sobie sami aplikują dowolnie długo.
 
Jednym z ulubionych leków Polaków jest chyba paracetamol.
– Niestety nie wszyscy wiedzą, że u osoby dorosłej nie wolno przekraczać 4 gramów tego leku na dobę. U dzieci też te maksymalne dawki są ściśle określone i zależą od masy ciała i wskazań. Paracetamol ma tzw. efekt pułapowy. Polega on na tym, że po przekroczeniu pewnej dawki nie mamy przyrostu efektu terapeutycznego, a pojawiają się coraz bardziej nasilone objawy niepożądane, w tym toksyczne.
 
Aż strach wchodzić do apteki…
– Nie, ale trzeba kupować i zażywać leki z głową i czytać dołączone do nich ulotki. Jeśli idziemy do lekarza, to wcześniej się przygotujmy. Podobnie jak przed spowiedzią robimy rachunek sumienia, tak przed rozmową z lekarzem zapiszmy sobie na kartce wszystkie leki, które zażywamy. Taką kartkę dobrze jest mieć zawsze przy sobie, na wypadek gdybyśmy np. zasłabli na ulicy. Ratownicy medyczni z karetki będę mieli wtedy ułatwione zadanie. Zapiszmy też sobie wszystkie odczuwane dolegliwości, Niczego też przed lekarzem nie ukrywajmy. Pacjenci rzadko mówią o tym, że byli wcześniej u psychiatry, mają depresję, nerwicę czy lęki i zażywają leki np. psychotropowe. Tymczasem one także w połączeniu z innymi farmaceutykami mogą dać niepożądane efekty.
 
Te niepożądane efekty mogą nawet przez lekarza zostać zinterpretowane jako objawy kolejnej choroby.
– Co gorsza, zdarza się, że niepoinformowany o wszystkim lekarz rodzinny zaczyna przepisywać dodatkowe leki, by tę rzekomą chorobę leczyć, co oczywiście jeszcze tylko dodatkowo pogarsza sytuację.
 
Zatem informacja i wzajemne zrozumienie pacjenta i lekarza to podstawa.
– Tak. Pamiętajmy, że powikłania polekowe są w pierwszej dziesiątce przyczyn wszystkich zgonów. Nie wstydźmy się więc swoich chorób, nie wstydźmy się o nich mówić lekarzowi. O wszystko pytajmy, mówmy o swych wątpliwościach. W czasie wizyty czytajmy z kartki, jeśli boimy się, że czegoś zapomnimy. Tylko szczerość i dobra komunikacja z lekarzem pomogą uniknąć nieporozumień, które możemy przypłacić zdrowiem lub nawet życiem.
 



Dr n. med. Jarosław Woroń, specjalista farmakologii klinicznej z Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii UJ CM w Krakowie. Od 1999 r. zajmuje się problemami bezpieczeństwa farmakoterapii, interakcjami leków w praktyce klinicznej i monitorowaniem niepożądanych działań leków.  

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki