Logo Przewdonik Katolicki

Serce pozostawił w Środzie

Błażej Tobolski

„Swoje kapłaństwo postrzegam jako powołanie, a nie jako zawód, jak to się teraz czasem mówi. Powołanie, które każdego dnia na nowo trzeba odkrywać”.

Tak o swojej kapłańskiej posłudze, której poświęcił większość życia, mówił śp. ksiądz infułat Aleksander Rawecki – kapłan, którego Środa Wielkopolska na pewno nie zapomni. Na blisko 40 lat związał się bowiem z tym miastem i tamtejszą kolegiatą, której był proboszczem.
 
Proboszcz jak ojciec
Za czasów jego duszpasterzowania średzka parafia dała Kościołowi 16 kapłanów, cztery siostry zakonne i dwóch braci. Jako człowiek skromny, nie przypisywał sobie jako zasługi tak dużej liczby powołań, podkreślając jedynie, że nigdy nikogo nie namawiał do kapłaństwa. Przyznawał jednak, że zawsze szczególnie zależało mu na młodzieży, a w jego parafii każdego dnia modlono się o nowe powołania. – Już jako kleryk miał wielki wpływ na młodzież. Także później, za czasów kapłańskich, młodzież po prostu wciąż była przy nim. W jakiś sposób pociągał ją. To był zdecydowanie jego charyzmat. Można powiedzieć, że był takim św. ks. Janem Bosko w miniaturze – wspomina swojego o rok starszego kolegę z seminarium duchownego ks. prałat Jan Stanisławski.
– Jako klerycy, ale i już wcześniej, doświadczaliśmy jego wielkiej ojcowskiej troski. Probostwo było dla nas jak drugi dom. W życzliwej, przyjaznej atmosferze można tam było porozmawiać z proboszczem, który zawsze chętnie wysłuchał i doradził, bo miał w sobie wielką życiową mądrość – opowiada ks. Piotr Kuś, dziś kapłan z prawie 20-letnim stażem, który wyszedł „spod ręki” ks. Aleksandra Raweckiego. Jak bowiem zaznacza, większość czasu, jaki przeżył, mieszkając w parafii kolegiackiej w Środzie, przypadał na okres, kiedy proboszczem był tam ks. Rawecki. – Bardzo wiele mu zawdzięczamy jako drugiemu ojcu. Uczył nas troski duszpasterskiej, kapłańskiego zaangażowania, pracy z młodzieżą. Cały czas staram się w swojej pracy duszpasterskiej korzystać z tych dobrych wzorców, które od niego otrzymałem – przyznaje. A od ks. Raweckiego nauczył się m.in. tego, jak ważne są wspólne wyjazdy z młodzieżą. – Zawsze kiedy przyjeżdżaliśmy jako klerycy na wakacje do domu, gnał nas do pracy, do pomocy w biurze parafialnym, w zakrystii. Potem jednak zabierał nas na wyjazd, np. w góry, gdzie był czas na wspólną przygodę, na rozmowy – mówi ks. Kuś. Te dobre wzorce ks. Aleksander Rawecki, jak sam przyznał, zaczerpnął z kolei od swojego proboszcza w Lesznie, ks. prałata Teodora Korcza – „wspaniałego wychowawcy, człowieka zauroczonego kapłaństwem”. – Jego probostwo zawsze było otwarte dla nas, kleryków. Uczył nas troski o zachowywanie tradycji, pielęgnowania więzi wspólnotowych między kapłanami, dbałości o piękno liturgii, o jej dobre przygotowanie i przeżycie tego spotkania z Bogiem – wspominał ksiądz infułat.
 
Szczególna łaska
Nie tylko kapłani, których wychował, mówią o wielkiej życzliwości i serdeczności ks. Aleksandra Raweckiego, który umiał jednocześnie mówić, często w sposób bezpośredni, ale uprzejmy, to co myśli; który wymagał od innych, ale najpierw od siebie samego. Każdy wiedział, że proboszcza można zastać w konfesjonale, w którym spędzał długie godziny, będąc gorliwym, ale i wyrozumiałym spowiednikiem. Ks. Rawecki opowiadał kiedyś, że podczas rekolekcji tuż przed święceniami ojciec duchowny powiedział im, przyszłym księżom, że mogą prosić Boga o jakąś szczególną łaskę dla swojego kapłaństwa. On poprosił właśnie o to, żeby był dobrym spowiednikiem...
W pamięci pozostaną też jego wspaniałe, bardzo życiowe kazania, których jednocześnie tak dobrze się słuchało. Wynikało to jednak nie tylko z jego umiejętności kaznodziejskich, ale również, co podkreślają jego współpracownicy, z solidnego przygotowania do każdego z wystąpień. Ks. Rawecki był zresztą kapłanem, który całym sercem zaangażowany był w swoją posługę duszpasterską, sprawy społeczne i troskę o powierzoną mu zabytkową świątynię. Niczego nie robił „na pół gwizdka”. – Mój proboszcz miał też wielkie nabożeństwo do Matki Bożej Fatimskiej. Nawet kiedy mówił o nim, czynił to z takim zacięciem, wręcz miłością. Natomiast jedną z jego ulubionych modlitw była Koronka do Miłosierdzia Bożego – opowiada pochodzący ze Środy ks. Przemysław Przybylski, który święcenia kapłańskie przyjął 16 lat temu. – Zawsze mawiał, że pokłada ufność w Bożej łasce związanej z tą właśnie modlitwą – dodaje.
 
* * *
 
Ks. Aleskander Rawecki urodził się we Francji, dokąd jego rodzice wyemigrowali za pracą. Od dziecka wychowywał się już jednak Polsce. Jego mama zmarła w wyniku choroby we wrześniu 1939 r., osierocając trójkę dzieci, z których 5-letni wówczas Aleksander był najstarszy. W tym czasie, kiedy ojciec był na wojnie, wraz z rodzeństwem zamieszkał w Wielichowie, u dziadków. Potem rodzina przeprowadziła się do Leszna; tam zdał maturę, po której wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Święcenia kapłańskie ks. Aleksander Rawecki przyjął w 1959 r. Zanim został proboszczem średzkiej kolegiaty, był wikariuszem w Swarzędzu i w Poznaniu: u św. Anny i u św. Rocha. Potem w latach 1973–1979 już jako proboszcz tworzył parafię pw. Najświętszej Bogurodzicy Maryi na poznańskim Żegrzu. Choć administracyjnie tereny te należały już do Poznania, tak naprawdę była to jeszcze wówczas wieś. Jak sam wspominał, do parafii musiał wprowadzać się cichcem, w nocy, tak żeby nie narazić się na interwencję władz komunistycznych. Jako młody proboszcz ks. Rawecki mieszkał tam w jednym małym pokoiku w starej chacie bez wody, z dymiącym piecem, a jego pierwszym zadaniem było przerabianie wraz z parafianami stodoły na kaplicę. – To był z jego strony prawdziwy heroizm – stwierdza ks. Stanisławski.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki