Logo Przewdonik Katolicki

Potrzebujemy świadków, nie ideologii

Jarosław Stróżyk
Tym, co buduje więź małżeńską, jest nie tylko przyjęcie sercem najpiękniejszych i najsłuszniejszych prawd, ale doświadczenie ich w relacji z drugim człowiekiem

Rozmowa z Ireną i Jerzym Grzybowskimi

Uczestniczyli Państwo w Międzynarodowym Kongresie Ruchów i Stowarzyszeń o Rodzinie.  Co było jego treścią i jakie są pokongresowe ustalenia?
Irena: Kongres nosił tytuł: „Powołanie i misja rodziny w Kościele i świecie współczesnym” i odbył się w Rzymie w dniach 22–24 stycznia. Zgromadził ok. 240 uczestników reprezentujących 82 ruchy i stowarzyszenia prorodzinne i obrony życia z 27 krajów świata ze wszystkich kontynentów. W czasie kongresu miało miejsce wspólne czytanie dokumentu końcowego synodu (Relatio Synodi) i omawianie go. To, że Stolica Apostolska zaprosiła przedstawicieli ruchów i stowarzyszeń z całego świata pokazuje, jak ważne miejsce w konsultacjach na temat synodu im przypisuje. Sekretarz generalny synodu kard. Lorenzo Baltisseri w swoim wystąpieniu na otwarcie kongresu zachęcił ruchy i stowarzyszenia do omawiania Relatio Synodi, zauważenia braków, wprowadzenia ewentualnych uzupełnień i rozszerzeń. Uczestnicy byli proszeni o wcześniejsze przygotowanie odpowiedzi na 46 pytań inspirujących dzielenie się tym, co ruchy robią, aby rozwijać i umacniać małżeństwa i rodzinę w różnych częściach świata. Jechaliśmy więc przygotowani.

Jerzy: Tekst Relatio Synodi był podzielony na cztery części; odbyły się też cztery sesje poświęcone temu dokumentowi. Najpierw zarysowywana była każda część tego dokumentu, wzbogacona świadectwami z różnych kontynentów, a potem w pracy w grupach językowych  dzielono się odpowiedziami na pytania. Wniosków z grup było tak wiele, że „ustalenia” na bieżąco można streścić w słowach przewodniczącego Papieskiej Rady do Spraw Rodziny abp. Vincenzo Paglia, który powiedział: „Jesteście wszyscy w ruchach i stowarzyszeniach powołani do głoszenia nadziei. Przynosimy nadzieję, dając świadectwo Ewangelii Rodziny. Końcowy dokument synodalny powinien przynieść wiosnę rodzinie”. Wnioski z grup redagowane są aktualnie w jeden dokument i w tych dniach będą przekazane do Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów.
 
Dlaczego taki kongres był potrzebny? Czy może pomóc przezwyciężyć kryzys rodziny, z którym mamy obecnie do czynienia?
Irena: Jeżeli materiały z kongresu przyczynią się do redakcji dokumentu końcowego synodu, to będzie to najważniejszy owoc. Doświadczyliśmy też ogromnej ewangelizacyjnej siły ruchów i stowarzyszeń oraz naszej eklezjalnej jedności w dbaniu o sprawy rodziny. W każdej kulturze człowiek poszukuje prawdziwej miłości i nierozerwalnego, płodnego małżeństwa. Często nie daje sobie z tym rady z tym powołaniem, dlatego tyle zranień. Jednak w różnych częściach świata rodzą się, pod wpływem Ducha Świętego, inicjatywy umacniające powołanie do życia w rodzinie i leczące zranienia. Kongres pokazał, jak wiele dobra Pan Bóg złożył w ruchach w postaci różnych charyzmatów. Może to zobaczenie jedności w różnorodności zdynamizuje pracę przynajmniej tych ruchów, które były reprezentowane na kongresie.
 
Jakie wnioski z kongresu płyną dla nas tu, w Polsce?
Jerzy: Taki kongres ruchów i stowarzyszeń prorodzinnych jest bardzo potrzebny w Polsce. Ale powinien to być kongres zdecydowanie duszpasterski, z miejscem na dzielenie się inicjatywami, owocami pracy, z konkretnymi świadectwami. – Nie potrzebujemy małżeńskiej ani rodzinnej ideologii – mówił na kongresie abp Vincenzo Paglia. – Potrzebujemy świadków nadziei. Taki kongres w Polsce powinien dodać dynamiki ruchom prorodzinnym i całemu duszpasterstwu rodzin! My chcielibyśmy, aby taki był owoc dla Spotkań Małżeńskich. Zapraszamy do współpracy tak małżeństwa, jak i kapłanów.
 
W swoim wystąpieniu na kongresie w Rzymie zwróciliście uwagę, że tradycyjne metody przekazu nauczania Kościoła w postaci konferencji i katechez są niewystarczające. Dlaczego?
Irena: Niewystarczające, nie znaczy, że niepotrzebne. Są potrzebne dobre katechezy. Jednakże tym, co buduje więź małżeńską i rodzinną, jest nie tylko rzeczowy przekaz informacji, nawet nie tylko przyjęcie sercem najpiękniejszych i najsłuszniejszych prawd, ale doświadczenie ich w relacji z drugim człowiekiem. Co z tego, że narzeczeni i małżonkowie będą różne rzeczy wiedzieli, jeżeli nie poznają siebie nawzajem, jeżeli nie będą potrafili ze sobą rozmawiać, nie będą znali swoich hierarchii wartości ani obciążeń wyniesionych z domów rodzinnych? To wszystko utrudnia budowanie więzi małżeńskiej. To nie jest żadna „psychologizacja”, ale rozpoznawanie, że Pan Bóg w swoim darze miłości umieszcza także psychologię komunikacji. Dlatego potrzebne są tzw. metody aktywizujące, pozwalające ludziom przeżyć i doświadczyć ewangeliczne wartości w codziennym życiu.
 
Jakie są owoce takich metod w Spotkaniach Małżeńskich?
Jerzy: Zdarza się, że w czasie prowadzonych przez nas Wieczorów dla Zakochanych lub Rekolekcji dla Narzeczonych na pierwszych spotkaniach młodzi ludzie jawnie okazują brak zainteresowania. Pomimo zwracania uwagi czytają gazetę lub siedzą z wzrokiem utkwionym w podłogę. W jakimś momencie zostają z tych pozycji wyrwani do pracy własnej. I słyszymy na końcu: „Po raz pierwszy rozmawialiśmy o tematach, jakich bez tych spotkań nigdy byśmy nie poruszyli”, „Nareszcie zrozumiałem istotę sakramentu małżeństwa” itd. Ale zdarza się, że pary narzeczonych się rozpadają. Okazuje się, że nie potrafią ze sobą rozmawiać, a motywy zawarcia małżeństwa są tak różne, że nie rokują zbudowania trwałego związku. Prowadzący cieszą się wtedy: o jeden rozwód mniej. A małżonkowie mówią po rekolekcjach: „Nie spodziewałem się, że moim mężu jest tyle dobra, poznałam go na nowo”, „Przez 20 lat naszego małżeństwa (tu padają oczywiście różne liczby) nie poznaliśmy się tak, jak w czasie tych rekolekcji”, „Zakochałem się na nowo w mojej żonie po 30 latach małżeństwa”, „Przebaczyliśmy sobie”. I to co szczególnie cieszy: „Te rekolekcje były impulsem, mamy świadomość jak wiele pracy przed nami.”, „Po raz pierwszy przystąpiłem do spowiedzi po 10 latach”. Tu też liczby się zmieniają. Z jednych z rekolekcji pamiętam: po 40 latach. Wyraźnie też wynika z naszych rekolekcji, że umacnianie więzi małżeńskiej i rodzinnej nie jest celem samym w sobie, ale drogą do Pana Boga.
 
Czy rekolekcje, które prowadzicie, są skierowane tylko do tzw. dobrych małżeństw, czy także do tych, które stoją na krawędzi?
Irena: Taka była na początku idea, że Spotkania Małżeńskie są dla dobrych małżeństw, które chcą być „lepsze”. Doświadczenie pokazało jednak, że rekolekcje okazały się skuteczne szczególnie dla małżeństw w kryzysie. Od samego początku zachęcaliśmy animatorów, by z ogłoszeniami „wychodzili na opłotki”. Dziś większość uczestników to małżeństwa przeżywające poważne problemy z komunikacją. Bardzo wiele małżeństw po tych rekolekcjach wycofuje z sądów sprawy rozwodowe Na naszych spotkaniach mogą popatrzeć na swój związek niejako z boku, z dystansu. Zachęcamy ich przede wszystkim do zobaczenia dobra, jakie jest w ich małżeństwach.
 
Kryzys małżeństwa jest dzisiaj faktem, co druga para w Europie się rozwodzi. Jakie środki zaradcze proponują parom w kryzysie Spotkania Małżeńskie?
Jerzy: Praprzyczyną wszystkich małżeńskich konfliktów i kryzysów jest nieumiejętność rozmawiania ze sobą, nierozumienie siebie nawzajem. Dlatego proponujemy naukę trudnej sztuki komunikacji. Naszą metodą pracy jest dialog i świadectwo. Dialog oznacza  pierwszeństwo słuchania przed mówieniem, rozumienia się nawzajem przed ocenianiem, dzielenia się sobą przed dyskutowaniem, a przede wszystkim przebaczanie. Jednakże aby takie życie było możliwe, potrzebne jest nauczenie się dojrzałości emocjonalnej i podstaw psychologii komunikacji w ogóle. To jest potrzebne już parom „chodzących ze sobą” przed decyzją na małżeństwo, to jest potrzebne małżonkom na każdym etapie ich związku. Ale najważniejszym środkiem zaradczym jest zrozumienie istoty sakramentu małżeństwa. To wszystko, o czym mówimy od strony psychologicznej, mieści się w tej istocie, bo jak mówi św. Tomasz, łaska buduje na naturze.
 
Nie zgadzają się Państwo z często lansowaną tezą, że spadek liczby dzieci w rodzinach to głównie efekt trudności ekonomicznych. Jakie są Waszym zdaniem najważniejsze przyczyny?
Irena: Doświadczenie wieloletniej pracy wśród małżeństw podpowiada, że główną przyczyną spadku urodzeń jest konsumpcyjny styl życia i kryzys więzi małżeńskiej. Skoro połowa małżeństw rozpada się, to gdzie i jak te dzieci mają się rodzić? Doświadczenie Spotkań Małżeńskich bardzo wyraźnie pokazuje, że umacnianie i odbudowywanie więzi małżeńskich sprzyja decyzjom na poczęcie kolejnego dziecka. My nie promujemy wielodzietności, jednakże odnawianie i pogłębianie miłości małżeńskiej na naszych rekolekcjach i w czasie formacji porekolekcyjnej powoduje, że wzrasta w naszym środowisku liczba rodzin wielodzietnych. Odpowiadając na jedno z pytań do Relatio Synodi: „W jaki sposób można wpierać większą otwartość na posiadanie dzieci? Jak można promować wzrost urodzeń?”, stwierdziliśmy jednoznacznie: wspierając budowanie i odnawianie miłości pomiędzy małżonkami. Ale pamiętamy także o małżeństwach biologicznie niepłodnych. Umacniamy je w przekonaniu, że małżeństwo jest zawsze płodne, gdy daje coś z siebie innym.
 

 
Irena i Jerzy Grzybowscy – założyciele i liderzy Spotkań Małżeńskich, stowarzyszenia katolickiego, zatwierdzonego przez Stolicę Apostolską, mającego na celu pogłębianie więzi małżeńskiej poprzez dialog. Z wykształcenia oboje są geografami. Autorzy licznych publikacji dotyczących małżeństwa, przygotowania do małżeństwa i duchowości małżeńskiej.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki