Logo Przewdonik Katolicki

Wrodzona moralność

Anna Salita

Normy moralne, etyka, religia, Dekalog – to one mówią nam, co jest dobre, a co złe. Czy moralność rzeczywiście jest sztucznym tworem, czy może jednak jest nam dana w procesie ewolucji?

Nad istotą moralności i jej rozwojem rozprawiają od wieków filozofowie, teolodzy, psycholodzy, neurobiolodzy. Do tej pory królował pogląd, że rodzimy się niczym tabula rasa – niezapisana tablica, i dopiero pod wpływem czynników zewnętrznych, wychowania, rozwijamy umiejętność rozróżniania dobra od zła. Paul Bloom, profesor psychologii na Uniwersytecie Yale, w swojej błyskotliwej i pełnej eksperymentów książce To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła, udowadnia coś zupełnie innego. Jak wykazały przeprowadzone przez niego liczne badania, rodzimy się już z umiejętnością rozróżniania dobra od zła i z poczuciem elementarnej sprawiedliwości. Podobną tezę kilka lat wcześniej wysuwali polscy filozofowie. Piotr Przybysz i Wioletta Dziarnowska zauważyli, iż człowiek jest wyposażony w instynkt moralny, który rozwinął się w wyniku ewolucji.
 
Tajemniczy umysł niemowląt
Badanie tego, co dzieje się w umyśle niemowląt, jest niezwykle trudne. Ostatecznie Bloom wraz z zespołem zaprojektował serię eksperymentów, dzięki którym wykazali, że nawet kilkumiesięczne dzieci odruchowo skłaniają się ku reprezentantom dobrego zachowania, co przy okazji potwierdza również tezy, że człowiek (zdrowy psychicznie) jest z natury istotą dobrą. Badacze wykorzystali metody, które do badań niemowląt zostały wprowadzone w latach 80. XX w. Stwierdzono, że jedno z niewielu zachowań, które niemowlę jest w stanie kontrolować, to ruch oczu. Czas wpatrywania się niemowlęcia w dany obraz wiele mówi o jego rozumieniu. Maluchy wystawione na działanie tego samego bodźca (np. obrazek kota) ulegają znudzeniu, gdy zaś sekwencję przerwie pojawienie się nowego bodźca (np. obrazek psa), ożywiają się. Wykorzystując te dane, Bloom z zespołem przygotowali animowane filmiki, na których pojawiają się figury geometryczne, z dorysowanymi oczami, by były dla niemowlaków bardziej wiarygodne. Historyjka jest bardzo prosta. Trójkąt wpycha piłkę na szczyt, a kwadrat w jednej wersji jest „dobry” i pomaga trójkątowi, w drugiej zaś jest „zły” i spycha piłkę. Następnie maluchom podawano na tacy pacynki – figury geometryczne. W zdecydowanej większości dzieci sięgały po kwadrat po obejrzeniu wersji, w której był on dobrym bohaterem. Podobnych eksperymentów, o innej fabule albo w wersji krótkiego przedstawienia, przeprowadzono wiele.
 
Burza emocji
Jak wykazuje Bloom w swoich rozważaniach, sam zmysł czy instynkt moralny nie wystarczy, by być człowiekiem „dobrym”. Psychopata bowiem na poziomie rozumu również może pojmować logikę etycznego postępowania, rozumieć, jakie czekają go konsekwencje za przekroczenie ustalonych norm, a mimo to postąpi wbrew rozsądkowi, stwierdzając, że nie dba o konsekwencje, za to kieruje nim przemożna ciekawość, jak to będzie, gdy zrobi komuś krzywdę. Co go zatem różni od pozostałej części ludzkości, która nawet gdy zakiełkuje w niej taka ciekawość, to stłumi ją w sobie? Brak empatii i współczucia, a także bezemocjonalność, która nie pozwala psychopacie na odczuwanie chociażby strachu przed konsekwencjami lub odrazy do czynu moralnie złego. Badania wykazały, że już roczne maluchy okazują współczucie. Na widok mamy, która uderzyła się w kolano, albo płaczącego kolegi potrafiły podejść i pogłaskać lub poklepać poszkodowaną osobę. Jednak tutaj wśród badaczy pojawia się wątpliwość i dotyczy ona nie tylko dzieci, ale także w pewnym stopniu dorosłych. Mianowicie, czy osoba pomagająca bliźniemu działa wyłącznie z pobudek altruistycznych, czy może jest to egocentryczna chęć uniknięcia widoku cierpienia, czyli dążenie do odsunięcia od siebie odczuwania nieprzyjemności?
 
Kręgi wpływu
Nikt nie jest samotną wyspą i nasze poczucie moralności kształtuje się zarówno przez naśladownictwo otaczających nas osób, jak i później przez przyswajanie sobie norm moralnych ustanowionych w danej kulturze. Funkcjonując w społeczeństwie, zaczynamy odczuwać winę i wstyd. Już dwulatki proszone, by nie ruszały ciastka na talerzyku, gdy zostawały same w pokoju, często ulegały pokusie, a po powrocie dorosłego rumieniły się, spuszczały oczy, a nieco starsze próbowały naprawić sytuację, pospiesznie odkładając nadgryziony smakołyk. W ten sposób właśnie buduje się też nasza samoocena. Im częściej towarzyszy nam poczucie winy, wynikające ze złych postępków, tym nasza samoocena jest niższa. Żyjąc wśród innych kierujemy się już nie tylko instynktem i emocjami, ale także presją społeczną. Chroni nas ona nie tylko przed unikaniem zła (nie ukradnę towaru w sklepie, bo co powie rodzina, sąsiedzi itd.), ale także pcha do spełniania dobrych uczynków (przekażę pieniądze na cel charytatywny, bo chcę być uważany za człowieka hojnego, troszczącego się o bliźnich).
Funkcjonowanie w społeczeństwie zorganizowanym, jak państwo, sprawia też, że złe uczynki są karane, a sprawiedliwość wymierzają takie instytucje jak sądy. W społecznościach prymitywnych, na przykład plemionach indiańskich, nieopartych na formalnych strukturach, do głosu dochodzą emocje i zamiast kary pojawia się zemsta, która ma na celu przede wszystkim przywrócenie godności ofierze.
 
Rozwój moralności
Jak wykazały badania Blooma, ów wrodzony instynkt moralny nie pozostaje na takim samym poziomie u dzieci jak u dorosłych; w społecznościach prymitywnych jak wysoko rozwiniętych. Owszem, rodzimy się z pewnym wyczuciem moralności i podstawowym poczuciem sprawiedliwości, jednakże jest ona nie tylko kształtowana przez otaczających nas ludzi, ale również w sposób autonomiczny dzięki naszej inteligencji, wyobraźni i współczuciu. Jak zauważa Paul Bloom, to natura obdarza nas zmysłem moralnym – odróżniamy dobroć od okrucieństwa; empatią i współczuciem – cierpimy, widząc cierpienie innych, i chcemy im przynieść ulgę w bólu; elementarnym poczuciem sprawiedliwości – dążymy do równego podziału dóbr oraz podstawowym poczuciem prawości – chcemy, by dobre uczynki były nagradzane, a złe karane. I w tym stwierdzeniu Bloom zgadzałby się ze szwajcarskim biologiem i psychologiem Jeanem Piagetem, który w wyniku badań nad psychologią dziecka wyróżnił trzy stadia jego rozwoju moralnego. Zdaniem tego badacza, dziecko w wieku 5–7 lat  odkrywa, iż światem rządzą określone reguły moralne, są one narzucone z zewnątrz i realnie istnieją (realizm moralny). W wieku 8-11 lat dziecko stwierdza, że te reguły to jedynie umowy między ludźmi, które mogą się zmieniać w zależności od okoliczności (relatywizm moralny), i tak na przykład możliwe jest kłamstwo w szlachetnym celu. Około 10-11. roku życia pojawia się moralność autonomiczna, która kładzie nacisk na własne zasady postępowania, bierze pod uwagę intencję i motywy działania. Paul Bloom zdaje się twierdzić jednak, że moralność kształtuje się właściwie przez całe życie, zależy od wpływu otaczających nas osób i od stopnia rozwoju naszego współczucia.
 
Próby uniwersalizmu
Od wieków filozofowie, naukowcy, teolodzy próbują definiować moralność i stworzyć jakąś uniwersalistyczną teorię. Bloom zwraca jednak uwagę na stojące temu na przeszkodzie różnice etnograficzne. To, co dla jednych jest nie do przyjęcia, dla innych jest jedynym słusznym postępowaniem – przykładem może być sposób obchodzenia się z ciałami zmarłych: w jednych kulturach jest to grzebanie, w innych palenie na stosie. Człowiek ma tendencję do generalizowania, co pomaga mu się odnaleźć w rzeczywistości, ale równocześnie prowadzi do uprzedzeń wobec obcych. Tworzymy koalicje na poziomie rodziny, narodu, kręgu kulturowego, rasy i mamy skłonność do faworyzowania własnej grupy. Niemniej jednak pewne odczucia moralne pozostają uniwersalne. Jak podkreśla autor: „Małe dzieci są istotami moralnymi, zaopatrzonymi przez ewolucję w empatię i współczucie, w zdolność do oceniania działań innych, a nawet w pewne elementarne zrozumienie sprawiedliwości i równości. Jesteśmy jednak kimś więcej niż małymi dziećmi. Kluczowa część naszej moralności (…) jest owocem naszego współczucia, naszej wyobraźni i imponującej zdolności rozumowania”. A nawet jeśli zagubimy gdzieś po drodze refleksję, ale dobre uczynki wejdą nam w nawyk przez automatyczne powtarzanie, to jak zauważył Arystoteles – ludzie cnotliwi chcą postępować słusznie bez namysłu.
 
Przy pisaniu korzystałam z książki Paula Blooma To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła, Smak Słowa 2015.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki