Logo Przewdonik Katolicki

Niepłodność można odwrócić

Dorota Niedźwiecka

Rozmowa z dr. Tadeuszem Wasilewskim, położnikiem i ginekologiem, o tym, kiedy naprotechnologia jest szansą dla bezpłodnej pary,

Przez 14 lat zajmował się Pan zapłodnieniem in vitro, od 6 lat prowadzi Pan klinikę naprotechnologii. Czy to prawda, że te metody można stosować zamiennie?
– Metoda in vitro, pomimo że ma przyzwolenie prawne w świecie, umożliwia walkę z bezdzietnością kosztem życia wielu ludzi, będących na etapie zarodkowym. W 2005 r. w Wielkiej Brytanii policzono, że z 200 tys. zarodków, które powstały w wyniku in vitro urodziło się około 11 tys. dzieci. Pozostałe zarodki zginęły. Dlatego, jeśli nawet ochronna medycyna prokreacyjna (czyli rozumiana szerzej niż naprotechnologia) w jakichś przypadkach nie działa, nie jest to argument usprawiedliwiający sięganie po in vitro.

Pozostawmy na moment aspekt moralny. Czy pod względem medycznym in vitro jest skuteczniejsze?
– Jest wiele małżeństw, którym program in vitro nie pomaga, są przypadki kiedy nie pomaga naprotechnologia. Na świecie nie ma sposobu leczenia niepłodności, który będzie w 100 proc. skuteczny. Może być też tak, że ktoś może mieć za sobą 5–10 nieskutecznych programów in vitro – a potem zajść w ciążę dzięki naprotechnologii.  Mam pacjentkę, która zgłosiła się do mnie w wieku 41 lat, po dziewięciu programach in vitro. Jak ja jej wobec tego jestem w stanie pomóc? – zastanawiałem się. Po półtora roku zaszła w ciążę i urodziła chłopca, który ma dziś 4 lata.

Jaka jest zatem statystyczna skuteczność jednej i drugiej metody?
– Skuteczność naprotechnologii na poziomie dwóch lat stosowania jest porównywana ze skutecznością in vitro. Dużą liczbą komórek jajowych w ciągu jednorazowej stymulacji można nadrobić nikłe szanse programu in vitro. Technicznie: gdyby in vitro wykonywano z jednej komórki, dawałoby szanse na poczęcie mniejsze niż 5 proc. W najlepszych klinikach na świecie te szanse wynoszą ponad 40 proc.

Niepłodność jest zjawiskiem odwracalnym – mówił Pan kiedyś.
– Niepłodność jak najbardziej (mówimy o niepłodności, gdy w pierwszym roku regularnego współżycia z nastawieniem na prokreację nie dochodzi do ciąży). Bezpłodność – jeśli na przykład nie mamy jąder lub macicy – jest nieodwracalna. Na przykład gdy mężczyzna ma bardzo obniżone parametry nasienia, trzeba się doszukiwać wywołujących je w organizmie chorób. I trzeba sprawdzić, czy to jest odwracalne. Jeśli natomiast plemników jest w nasieniu tak mało, że można je „policzyć na palcach jednej ręki” – naprotechnologia raczej nie będzie skuteczna, szanse natomiast da in vitro. Takich sytuacji jak ta ostatnia jest naprawdę niewiele w stosunku do dużej liczby małżeństw z niepłodnością. 

Szansę na powodzenie naprotechnologii, oprócz holistycznego podejścia do pacjentów, zwiększa jej korzystanie z nowoczesnej mikrochirurgii.
– Dotyczy ona m.in. niedrożności jajowodów, w wyniku którego pojawia się problem w spotkaniu gamet płciowych. Pierwsze in vitro w 1978 r. przeprowadzono właśnie z tego powodu. Od tamtej pory  mikrochirurgia zrobiła milowy krok do przodu: przeprowadzamy operacje serca i operacje neurologiczne w sposób bardzo precyzyjny. To, że mikrochirurgia w ginekologii jest bardzo skuteczna, pokazują Amerykanie. Chirurgicznie można sprostać niedrożności lub częściowej niedrożności narządu rodnego, zlikwidować zrosty. W medycynie ginekologicznej zamiast korzystać z tej metody, często wchodzimy od razu w in vitro. Wiele moich pacjentek, u których wyniki laparoskopii pokazywały niedrożność jajowodów, nie skierowano na żadne zabiegi, ale od razu na in vitro. A po pięciu miesiącach od rozpoczęcia leczenia metodą naprotechnologii zaszły w ciążę.

In vitro oprócz niepłodności zajmuje się także selekcjonowaniem zarodków tak, by wykluczyć dziedziczenie choroby genetycznej rodziców.
– Tak. Niektórzy mówią, że to możliwość. To równocześnie wielka nieprawość. Posłużę się przykładem spoza in vitro: kobietę lat 41 w pierwszej ciąży kieruje się w 14. tygodniu na badania genetyczne. Lekarz patrząc na wyniki mówi jej, że będzie miała dziecko z zespołem Downa i proponuje tzw. terminację ciąży. Tak nie można się zachować. Kilkanaście lat temu powstawały na świecie ośrodki dla dzieci z zespołem Downa, teraz są puste, bo możemy wykryć nieprawidłowości na tyle wcześnie, że te dzieci są zabijane w łonie mamy. Na tym także polega selekcja genetyczna podczas in vitro. Czy to jest prawość? Czy to jest poprawne medycznie? Czym to się różni od zabójstwa dziecka czy dorosłego? Tego człowieka nazywa się tylko – w zależności od momentu jego życia – zarodkiem, płodem, niemowlakiem, przedszkolakiem, studentem, emerytem. Nie trzeba być księdzem, by zauważyć, że zabijanie go – bo może być chory – to nieprawość.
 



Dr n. med. Tadeusz Wasilewski jest specjalistą położnictwa i ginekologii. Przez 14 lat (od 1993 r. do 2007 r.) pracował w programie in vitro. Ze względów moralnych zrezygnował z pracy nad in vitro i wyspecjalizował się w naprotechnologii. W 2009 r. założył w Białymstoku pierwszą w Polsce klinikę leczenia niepłodności tą metodą.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Karolina
    12.12.2015 r., godz. 00:13

    Naprotechnologia tak, zgadza się dobra, boża metoda. Ale dla mnie nadal nie osiągalna. Dlaczego? Bo mnie na nią nie stać. Oprócz badań i wizyt u ginekologa sa tez płatne spotkania z instruktorami. Może kiedyś doczekamy refundacji tej metody. Niestety dla mnie będzie już za późno bo mam juz 30 lat. :(

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki