Logo Przewdonik Katolicki

Nowa droga

Joanna Mazur

Ścieżką do Boga nigdy nie podąża się w pojedynkę. We wspólnocie Chemin Neuf ta droga jest tyglem różnorodności.

Warszawa wydała mi się jeszcze rozleglejsza niż zwykle. Droga do Domu Wspólnoty Chemin Neuf okazała się dłuższa niż przypuszczałam. Punktualnie zapukałam do drzwi domu, który okazał się akademikiem wspólnoty, a nie jej domem głównym. Mapa była bezwzględna – do celu pozostało mi ponad dwadzieścia dwa kilometry. W słuchawce telefonu usłyszałam jednak pełny zrozumienia głos Kasi: – Czekamy!
Warszawa-Wesoła wita mnie niezwykle zielono. Wąskie alejki, drewniane domki i specyficzny mikroklimat przypominają nieco nadmorski kurort. Za ostatnim zakrętem widać spore wzniesienie, a na nim kościół parafii p.w. Opatrzności Bożej.
W przestronnej jadalni spotykam się z Kasią, Andrzejem, Danielem, Wiolą, ks. Adamem i siostrą Wierą. Po chwili zauważam subtelne podobieństwo strojów członków wspólnoty – spodnie i spódnice są w kolorze beżowym (symbolizują ziemię i chęć praktycznego przeżywania swojej wiary), natomiast koszule i bluzki są w kolorze białym (symbolizując niebo). Już na początku rozmowy okazuje się, że od trzech lat za całość działania tutejszej parafii jest odpowiedzialna wspólnota Chemin Neuf i jej kapłani z Instytutu Zakonnego Chemin Neuf. Kasia, odpowiedzialna za Wspólnotę Chemin Neuf w Polsce, wspomina: – Pod koniec lat 90. miejscowy proboszcz ks. Stefan Wysocki przyglądał się naszej wspólnocie, bo często wynajmowaliśmy ten dom na apostolat młodych. Szukał wspólnoty, która poprowadzi ten ogromny dom. W 1999 r. dostaliśmy od księdza oficjalne zaproszenie, aby przejąć nad nim opiekę. Szczególnie ujął go nasz charyzmat modlitwy o jedność chrześcijan. Ekumeniczną pasję księdza widać w naszym kościele parafialnym po polichromiach wykonanych przez Jerzego Nowosielskiego w stylu prawosławnym. Ks. Adam tłumaczy: – Nasza parafia funkcjonuje na co dzień jak każda inna. Mamy natomiast nieco więcej propozycji w ogłoszeniach. Staramy się, by nie były one dłuższe niż homilia, ale różnie to wychodzi – dodaje ze śmiechem.
 
Nowa ścieżka
Wspólnota Chemin Neuf (Nowa Droga) powstała w 1973 r. i ma swoje źródło w Lyonie we Francji. Jej powstanie poprzedziły spotkania grupy modlitewnej prowadzonej przez ojca Laurenta Fabre SJ. Obecnie do wspólnoty należy około 2 tys. osób w trzydziestu krajach. Duchowość wspólnoty łączy dwie – wydawałoby się niemożliwe do pogodzenia rzeczywistości – tradycję ignacjańską oraz odnowę charyzmatyczną. Członkowie Wspólnoty obowiązkowo odprawiają co roku rekolekcje wg ćwiczeń św. Ignacego, a w codzienności uważnie słuchają Ducha Świętego i Jego natchnień.
Charakterystyczne dla Wspólnoty Chemin Neuf jest zjednoczenie i wspólne życie osób różnych stanów: kapłanów, celibatariuszy oraz małżonków z dziećmi. Kasia wspomina z uśmiechem: – Kiedy przyszliśmy po raz pierwszy do urzędu, aby zameldować się w domu całą grupą, pani urzędniczka była bardzo zdziwiona i zapytała, czy mieszkamy wszyscy w jednej sali. Obecnie w domu w Warszawie-Wesołej mieszka dwóch kapłanów, dwa małżeństwa oraz pięć sióstr. Cała polska wspólnota liczy natomiast około 100 osób, które służą wspólnocie w różny sposób.
Pierwszym zdaniem, jakie słyszy osoba, która chce zaangażować się w życie wspólnoty, jest: „Bracie, siostro, jeśli angażujesz się z nami, to tylko i wyłącznie z powodu Jezusa i Ewangelii”. Niezwykle ważne jest oczyszczanie swoich motywacji. Nie można dobrze służyć wspólnocie, kiedy chcemy jedynie zaspokajać potrzeby swoje i bliźnich, zapominając o Panu Bogu.
 
Kto dziś przychodzi na kolację?
Kasia i Andrzej żyją we wspólnocie już ponad szesnaście lat. Poznali ją, gdy jako małżeństwo z pięcioletnim stażem uczestniczyli w rekolekcjach Kana. Andrzej wspomina: – Na tej sesji poczuliśmy, że to jest miejsce dla nas. Byliśmy zachwyceni prostotą charyzmatu, ale także tym, jak wyglądały relacje pomiędzy członkami wspólnoty – naprawdę było widać, że oni się miłują. W niedługim czasie Kasia i Andrzej wyjechali na formację do Francji. Była to bardzo odważna decyzja, bo mieli już wtedy dwie córki – cztero- i siedmioletnią. Dzieci jednak bardzo szybko odnalazły się w nowych warunkach. Kasia dodaje: – Nasza starsza córka poszła do szkoły we Francji, nie znając ani słowa po francusku, ale dała sobie pięknie radę. Dzieci bardzo się szybko nauczyły się języka i bardzo łatwo weszły w życie wspólnotowe. To prawdziwy fenomen. Widziałam, że im było dużo łatwiej przyjąć różne rzeczy  i zasady panujące w domu wspólnoty niż nam. Co wieczór słyszeliśmy od dzieci niecierpliwe pytania: „Kto dziś przychodzi na kolację?”. „Z kim dzisiaj jemy?”.
 
Kapłan we wspólnocie
Ks. Adam miał zdecydowanie dłuższą drogę ku wspólnocie. Zazwyczaj powołanie do wspólnoty poprzedza powołanie kapłańskie, które odkrywa się w czasie formacji. Ks. Adam wyłamuje się jednak z tego schematu. Wspólnotę Chemin Neuf poznał, będąc już na trzecim roku w seminarium, uczestnicząc w spotkaniu z jej założycielem. W krótkim czasie odwiedził też główny dom wspólnoty w opactwie Hautecombe. – Bardzo podobało mi się to, co tam zobaczyłem, ale z drugiej strony było to dla mnie egzotyczne – wspomina. – Mężczyźni i kobiety różnych stanów pod jednym dachem. Małżeństwa, celibatariusze, katolicy i niekatolicy. Wtedy odpowiedzialną za opactwo była protestantka. Pewnego dnia zobaczyłem ją podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu. To było dla mnie duże zdziwienie – wiedziałem przecież, że protestanci nie mają Mszy świętej. Ostateczne rozeznanie przyszło kilka lat po święceniach kapłańskich podczas studiów w Rzymie. To tam kapłan zauważył, jak trudne jest budowanie relacji wspólnotowych w zwykłej parafii diecezjalnej, a z drugiej strony, jak bardzo tęskni do życia wspólnego z innymi.
 
Święta codzienność
We wspólnocie wszystko co konieczne wykonują jej członkowie. Nie ma sprzątaczek ani kucharek. Każdy ma swój dyżur w grafiku, a kto nie lubi i nie umie gotować… uczy się. Siostra Wiera dodaje z uśmiechem: – Czasami przyjeżdżają do nas małżeństwa, w których żona twierdzi, że mąż nie umie gotować. Nagle okazuje się, że jednak umie. Podobnie jest z myciem naczyń.
Każdy dzień życia wspólnotowego wypełnia modlitwa – codzienna Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu, brewiarz i modlitwa osobista. W każdym domu wspólnoty na świecie są tak zwane „święte godziny” – to czas, kiedy wspólnota siada do obiadu o godz. 13.00 i do kolacji o godz. 19.30. Szczególnym dniem dla wspólnoty jest wtorek. To tego dnia jej członkowie przeżywają swój czas „pustyni” – dzień skupienia i odpoczynku, a wieczorem spotykają się na wielbieniu. W Warszawie wspólnota organizuje spotkanie charyzmatyczne w parafii u ojców jezuitów na ul. Rakowieckiej, które jest otwarte dla wszystkich. 
Życie we wspólnocie pomimo trudów codzienności, naznaczone jest niezwykłą radością. Ks. Adam wspomina, jak kiedyś nieopatrznie zabrał kluczyki od wspólnotowego auta do Włoch. Do dziś każdy, kto widzi go opuszczającego dom wspólnoty, pyta go czy pozostawił kluczyki we właściwym miejscu. Kasia dodaje: – W naszej wspólnocie uwielbiamy świętować razem. Mamy takie momenty, gdy jesteśmy zmęczeni i czujemy, że chcemy razem coś fajnego zrobić po prostu bez okazji. Obchodzimy także różne wydarzenia jak urodziny, rocznice ślubu i święceń itd. Przygotowujemy na takie okazje układy choreograficzno-taneczne, a nawet przerabiamy znane piosenki. Na pięćdziesiąte urodziny Andrzeja siostry przerobiły utwór Gdzie ci mężczyźni. Daniel i Wiola wspominają, że na rocznicę ich ślubu otrzymali książkę z wpisami członków wspólnoty z całego świata.
 
Dziecko Światowych Dni Młodzieży
Siostra Wiera pochodzi ze Słowacji. Nazywa siebie Dzieckiem Światowych Dni Młodzieży. W 1997 r. członkowie wspólnoty zaproponowali jej wyjazd do opactwa Hautecombre przed spotkaniem z papieżem. Miejsce to, znajdujące się we francuskim regionie Sabaudi to obecnie główny dom wspólnoty. To urzekające miejsce gromadzi nieustannie osoby z różnych stron świata i różnych kultur. Siostra wspomina: – To właśnie wtedy, w tej wspólnocie spotkałam Jezusa osobiście. To co mnie pociągnęło i było dla mnie niezwykłe, to fakt, że także rodziny mogą robić coś w Kościele. Nie myślałam wtedy jeszcze o celibacie. Kiedyś myślałam, że jak wyjdę za mąż, to będzie koniec  mojego zaangażowania w Kościele. A w tej wspólnocie zobaczyłam, że możemy głosić Jezusa razem – rodziny, małżeństwa, księża i celibatariusze. 
 
Klub dobrych chrześcijan?
Życie razem pod jednym dachem jest bardzo piękne i daje możliwość zachwytu powołaniem drugiej osoby. Odkrywa się dar drugiego – tego innego. Jest to tajemnica. Ks. Adam niezwykle ceni życie we wspólnocie, wskazując jednocześnie na duże wyzwania: – Na co dzień mam doświadczenie bliskości rodzin. Kiedy na przykład w domu krzyczy dziecko, mógłbym się zamknąć w swoim pokoju i żyć szczęśliwym  i spokojnym życiem. Widzę jednak rodzinę, która musi liczyć się z konkretnymi potrzebami dziecka o każdej porze dnia i nocy. Jest to wyzwanie, by mój dar z siebie nie był dla mnie i dla mojej wygody, ale by urzeczywistniał się w konkretnym zaangażowaniu i pomocy osobom, z którymi mieszkam. Kasia dodaje: – Ta wspólnota opiera się na braterstwie, a nie jest klubem dobrych chrześcijan. Jesteśmy braćmi i siostrami i to dużo znaczy.
Dla Wioli niezwykle ważna we wspólnocie jest nauka życia w prawdzie, która podkreśla: – Regularnie organizujemy czas pojednania, tylko po to, żeby spotkać się z drugą osobą twarzą w twarz i powiedzieć „przepraszam”. To nas bardzo do siebie zbliża. Dużo lepszym rozwiązaniem jest powiedzieć rzeczy wprost, a nie szemrać po kątach.
 
Apostolaty
Każdemu spotkaniu duchowemu organizowanemu przez wspólnotę przyświeca cel, aby najpierw spotkać się z człowiekiem – porozmawiać, poznać problemy, wypić kawę i zjeść wspólnie posiłek. Dopiero wtedy można ogłosić mu Dobrą Nowinę i zaprosić go do spotkania z Jezusem.
Kasia wyjaśnia: – Apostolaty nazywamy misjami. Misja Kana to misja dla małżeństw, gdzie małżonkowie jak i całe rodziny z dziećmi mają szansę na nowo spotkać się ze sobą, a także z Panem Bogiem. Codziennie każda rodzina ma własną grupkę dzielenia. Wspólnota proponuje także obozy połączone z formacją dla młodzieży w wieku 14–18 i 18–30 lat, a w ciągu roku formację weekendową.
Czas płynie nieubłaganie. Po zakończonej rozmowie z niepokojem zerkam na zegarek, szacując spóźnienie na kolejne spotkanie. W głowie mam wizję kolejnej godziny spędzonej w warszawskiej komunikacji miejskiej. Andrzej dopytuje gdzie muszę dojechać i po chwili odkrywa, że to tylko piętnaście minut jazdy autem. Chwilę później siedzimy już we wspólnotowym aucie, a na miejscu zjawiam się punktualnie. Odkryłam kolejną, nową, Bożą ścieżkę i po raz kolejny to, że Pan Bóg jest obecny wszędzie, gdzie ludzie spotykają się w Jego imię.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki