Logo Przewdonik Katolicki

Czarna płyta

Natalia Budzyńska
Jeszcze kilka lat temu płyty winylowe można było kupić tylko w muzycznych antykwariatach / fot. Fotolia

Odczuwalny na rynku muzycznym wzrost popularności płyty winylowej w dobie odtwarzaczy cyfrowych może zaskakiwać. To efekt sentymentu do dawnych czasów czy unikalnego brzmienia czarnej płyty?

Jeszcze kilka lat temu płyty winylowe można było kupić tylko w muzycznych antykwariatach. Chętnie robili to tylko kolekcjonerzy i audiofile oraz niewielka liczba snobów. Rynek szybko zareagował: pozamykane tłocznie wznowiły produkcje, a światowe sławy muzyczne obok płyt CD zaczęły wydawać nowe tytuły także na winylach. Dwadzieścia lat temu nikt by nie uwierzył w taki obrót sprawy. Rewolucja cyfrowa sprawiła, że byliśmy przekonani, że miejsce czarnej płyty jest w muzeum. Dzisiaj, kiedy muzyki słucha się przede wszystkim z iPhonów i smartfonów, a płyta na nośnikach właściwie zanika, można zaobserwować znaczący wzrost sprzedaży płyt winylowych. Oczywiście wciąż dotyczy on ludzi słuchających muzyki świadomie, dla których istotne jest brzmienie. Niemałą rolę odgrywa też estetyka. A może i tęsknota za czasami, gdy wszystko było bardziej ludzkie, a nie zamknięte w cyfrowe pliki.
 
Winyl się sprzedaje
Pierwsze płyty gramofonowe zagrały ponad 120 lat temu. Wykonane z twardego kauczuku przeszły ewolucję do formy, w jakiej znamy je dzisiaj. Kiedy pod koniec lat 80. XX w. pojawiła się płyta kompaktowa, nastąpiła prawdziwa rewolucja. Odtwarzacze kompaktowe całkowicie wyparły gramofony, a niewielkie srebrne krążki miały wszystko to, czego brakowało winylom: trwałość i doskonałość cyfrowego dźwięku. Winylowy rynek całkowicie się załamał. Pokolenie dzisiejszych dwudziestolatków  w większości w swoim dzieciństwie nie miało  szansy zobaczyć na własne oczy czarnej płyty. Początek XXI w. przyniósł kolejne nowości: muzyki słucha się teraz z plików mp3, płyta jako przedmiot istniejący fizycznie w ogóle przestała być potrzebna. Młodzież nie kupuje już płyt, muzykę ściąga z sieci. W ostatnich latach pojawiły się serwisy streamingowe, takie jak Spotify, Deezer czy Pandora, które gromadzą w swoich zbiorach niemal całą muzykę, jaka w ogóle  powstała i została nagrana. Za niewielką miesięczną opłatą można słuchać do woli. Nigdy jeszcze dostęp do muzyki nie był tak powszechny i tak prosty jak obecnie. I rzeczywiście, odkąd pojawiła się „muzyka z internetu” znacząco spadła sprzedaż płyt CD. Tymczasem, co może okazać się zaskakujące, znacznie wzrósł popyt na starą, dobrą, czarną płytę.  „The Wall Street Journal” podał, że w ciągu ubiegłego roku sprzedaż winyli w USA wyniosła aż 9 mln sztuk, co oznacza wzrost o 50 proc. w stosunku do poprzedniego roku. W Wielkiej Brytanii w 2014 r. sprzedano najwięcej winyli od 1996 r. Mimo że wciąż jest to nisza, bo zaledwie 6 proc. całego rynku muzycznego, to jednak tendencja każe myśleć o winylach poważnie. Mogą coś na ten temat powiedzieć właściciele fabryk tłoczących winylowe płyty. Największa z nich, słynne Gramofonove Zavody Lodenice w Czechach, co roku zwiększa produkcję, tłocząc rocznie powyżej 10 mln płyt z muzyką starą i nową. Te tendencje widoczne są także i w Polsce, choć oczywiście na mniejszą skalę.
 
Na gramofon i telefon
Melomani zwracają uwagę oczywiście przede wszystkim na brzmienie. Ideałem jest bowiem dźwięk analogowy. Istotny jest więc także sposób nagrania muzyki. Po euforii nagrywania płyty na cyfrę nastąpił powrót do taśmy, właśnie z powodu brzmienia takiego analogowego dźwięku. Ale płyta winylowa to jednak coś więcej, to znak kultury muzycznej, za którym nasza przesycona technologiami cywilizacja tęskni. Jeszcze kilka lat temu głównymi wyznawcami kultu czarnej płyty byli kolekcjonerzy i ludzie, którzy snobowali się drogim sprzętem i kultowymi odsłuchami. Rynek zareagował bardzo szybko: obecnie płyty gramofonowe można kupić nie tylko w antykwariatach muzycznych. Oprócz reedycji starych tytułów wielu wydawców proponuje oprócz CD także kilkuset nakładową wersję na winylu. Kilkutysięczne nakłady uzyskał w zeszłym roku nowy album Pink Floyd The Endless River oraz prawdziwy hit wśród nabywców: Lazaretto Jacka White'a. Ten ostatni przebił popularnością album Pearl Jamu z 1994 r., który do tej pory był najlepiej sprzedającym się winylem od początku lat 90. Popularność winylowych wydań takich gwiazd starej daty jak Bob Dylan czy Led Zeppelin można zrozumieć, ale Jack White to przykład muzyka, który świadomie i konsekwentnie nawiązuje do starej muzyki amerykańskiej nieodłącznie związanej z takim nośnikiem, jakim jest płyta gramofonowa. Niektórzy wydawcy znaleźli złoty środek i wydając nowy tytuł nie rezygnują z żadnego nośnika. Często można kupić i CD, i winyla, do którego dodane są kody pozwalające pobrać muzykę w cyfrowym formacie na przykład na telefon.
 
Retromoda czy retropasja?
Istnieją tacy kolekcjonerzy i znawcy, którzy wiedzą o analogach wszystko. Na całym świecie poszukują konkretnych wydań starych płyt, które osiągają zawrotne ceny. Wiedzą, że obecnie wydawane reedycje płyt winylowych w większości nie są udane, bowiem młodzi dźwiękowcy wychowani na brzmieniu z płyty kompaktowej, nie wiedzą, jak powinna brzmieć prawdziwa, oryginalna czarna płyta. Często traci się to, co decyduje o niepowtarzalności analogowego brzmienia: ciepłą i miękką barwę. Najlepsze i najbardziej pożądane są płyty z pierwszego tłoczenia. Poszukuje są oryginalnych albumów wydanych w latach 60. takich zespołów, jak: The Beatles, Pink Floyd, The Rolling Stones czy Boba Dylana.  Cena zależy od wielkości pierwszego nakładu, liczby wznowień i liczby egzemplarzy w dobrym stanie, które obecnie krążą po świecie.
Wśród konsererów i audiofilów panuje przekonanie, że najgorszym okresem dla płyty winylowej były lata 80., bo oszczędzano na materiale, więc wytłaczano rowki na płycie marnej jakości. 
Od 2007 r. organizowany jest na całym świecie Record Store Day, czyli święto niezależnych wydawców i sklepów płytowych z naciskiem na kulturę muzyki słuchanej z gramofonu. To przecież cały rytuał: najpierw płytę wyjmuje się z tekturowej koperty, przeciera się ją szmatką, nastawia odpowiednią prędkość gramofonu, nastawia się go i można słuchać. Po 20 minutach płytę trzeba przewrócić na drugą stronę. Coś, co dwadzieścia lat temu było mało wygodną przeszkodą w słuchaniu teraz okazuje się walorem, za którym tęsknimy.
Czy to tylko moda na retro sprowokowana przez media i reklamę? A może faktycznie mamy dosyć życia, które można sprowadzić do dobrej jakości telefonu, którym fotografujemy, nagrywamy, odtwarzamy i surfujemy? Może rzeczywiście wolimy poczuć w dłoni ciężar płyty, zachwycić się okładką, wzruszyć trzaskami? Płyta winylowa nie ma być praktyczna, ma być ładna. Ma pachnieć, ma być przyjemna w dotyku, ma trochę czarować. Stała się przedmiotem trochę ekskluzywnym, dla wyrobionego świadomego słuchacza.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Rafi
    16.06.2015 r., godz. 00:54

    Winyl jest dla cieniasów. Prawdziwi twardziele słuchają tylko płyt szelakowych, koniecznie na mechanicznych gramofonach - takich z wielką mosiężną tubą, które przez użyciem trzeba nakręcać korbą. ;)

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki