Logo Przewdonik Katolicki

Bitwa pisana na nowo

Dominik Robakowski

Wydawać by się mogło, że o Grunwaldzie powiedziano już wszystko. Najnowsze wykopaliska archeologiczne dowodzą jednak, że miejsce słynnej bitwy skrywa jeszcze wiele tajemnic.

Jednym z patronów roku 2015 jest wybitny polski kronikarz Jan Długosz. Nie jest dziełem przypadku, że właśnie teraz naukowcy chcą odczytać na nowo jego zapiski i po raz kolejny pragną przebadać najsłynniejsze w Polsce pobojowisko. Wiadomo już, że pod koniec najbliższego lata na pola między Grunwaldem i Stębarkiem będą miały miejsce zakrojone na szeroką skalę prace archeologiczne, które pozwolą na poznanie nowych faktów dotyczących jednej z największych bitew średniowiecznej Europy. Tym razem celem badaczy będzie ustalenie dokładnej lokalizacji miejsca, w którym doszło do największego natężenia i decydującego rozstrzygnięcia walk, które Długosz określał mianem Doliny Wielkiego Strumienia. Oprócz polskich badaczy w pracach wezmą udział także wybitni specjaliści z Wielkiej Brytanii, Danii i Norwegii. Podobnie jak rok temu, i tym razem zostaną wykorzystane najnowocześniejsze osiągnięcia techniki, a tradycyjna łopata ustąpi miejsca skanerom i georadarom.
 
Nowe spojrzenie
Zaplanowane badania są w dużej mierze pokłosiem poprzedniego, dość udanego dla archeologów, sezonu. Prace badawcze, w których uczestniczyło blisko 50 specjalistów, objęły aż 500 ha gruntu, w tym bagna i zbiorniki wodne. W rezultacie odnaleziono około 200 przedmiotów, które wstępnie można uznać za pozostałości po bitwie. Wśród znalezisk możemy wyliczyć groty strzał, bełty kusz czy noże. Archeolodzy odnaleźli także okucia pasów, fragmenty końskich uprzęży oraz głownię średniowiecznego miecza. Najcenniejszym znaleziskiem okazał się jednak doskonale zachowany topór bojowy. Ustalenie, do której ze stron konfliktu należały wyżej wymienione obiekty, jest właściwie niemożliwe, gdyż stanowiły one podstawowe wyposażenie zarówno wojsk polsko-litewskich, jak i zakonnych.
Archeolodzy stoją przed nie lada wyzwaniem – samo Muzeum Bitwy pod Grunwaldem obejmuje opieką 90 ha domniemanego pobojowiska, a coraz częściej do głosu dochodzą naukowcy, którzy wskazują, że do walk doszło na znacznie większym obszarze. Jednym z nich jest szwedzki profesor Sven Ekhdal, którego śmiałe tezy zostaną w czasie zbliżających się wakacji poddane pieczołowitej weryfikacji. Według skandynawskiego badacza do największego nasilenia walk doszło na południe od powszechnie przyjmowanej lokalizacji. Wstępne wyniki wykopalisk zdają się tę tezę potwierdzać i przesuwają średniowieczny teatr działań bardziej w kierunku wsi Łodwigowo. Obiektem zainteresowania archeologów, których poczynaniami będzie kierował dr Piotr Nowakowski, stanie się także obszar na północ od szosy Grunwald-Stębark, gdyż tędy miała przebiegać trasa odwrotu wojsk krzyżackich. Prawdopodobieństwo, że uciekający w popłochu rycerze mogli coś po sobie w tym miejscu zostawić, jest bardzo duże.
 
Szkoła archeologii
Grunwald od dawna budził zainteresowanie badaczy, niemniej profesjonalne wykopaliska zaczęto prowadzić na tym terenie dopiero w XX wieku. W 1911 r. Niemcy rozpoczęli bezowocne poszukiwania mogił rycerzy zakonnych pod posadzką kościoła w Stębarku, który dziś znów staje się obiektem zainteresowania archeologów. Polskie wykopaliska pod Grunwaldem rozpoczęto w 1958 r. i bez przesady należy uznać je za prawdziwą szkołę dla naszych archeologów. Od początku były bowiem traktowane przez ówczesne władze priorytetowo, co pozwalało na wykorzystywanie przy nich niecodziennych metod i środków. Wystarczy wspomnieć, że zdarzały się sezony, podczas których naukowcy mieli do dyspozycji helikopter, samochody terenowe, płetwonurków czy blisko 160 żołnierzy.
Pierwsze badania prowadzono początkowo przede wszystkim wokół ruin kaplicy z 1413 r., którą zgodnie z przypuszczeniami postawiono na miejscu zbiorowej mogiły. Znaleziono tutaj blisko 40 szkieletów mężczyzn w wieku od 25 do 50 lat z wyraźnie widocznymi śladami ran ciętych. Dobrze przebadanym stanowiskiem jest także pobliskie Dąbrówno – niewielkie miasteczko i strażnica krzyżacka, położona strategicznie między dwoma jeziorami na trasie przemarszu wojsk Jagiełły. Wykopaliska archeologiczne całkowicie potwierdziły relację Długosza o spaleniu osady i wymordowaniu jego mieszkańców.
W początku lat 80. natrafiono na kolejną zbiorową mogiłę, tym razem zawierającą szczątki 90 osób. Po głębszych oględzinach okazało się, że jest to ich wtórny grób, a wcześniej musieli oni spoczywać w różnych miejscach na pobojowisku. Na podstawie badań patomorfologicznych okazało się, że wielu z nich zmarło w wyniku odniesionych ran, a nie bezpośrednio w walce. Potwierdza to tezę Długosza, że gdyby udzielono lepszej pomocy potrzebującym, liczba ofiar bitwy byłaby znacznie mniejsza. W tym roku archeolodzy chcą dotrzeć do tych mogił, które ziemia skrywa w największej tajemnicy. Większość rycerzy została bowiem pochowana na tym samym miejscu, w którym spotkała ich śmierć. Tylko dowódcy i możni mogli liczyć na to, że spoczną w poświęconej ziemi przy kaplicy.
 
Pełni nadziei
Doświadczenie pokazuje, że przeszukiwanie średniowiecznych pól bitewnych to zadanie wyjątkowo niewdzięczne. Większość artefaktów zniknęła spod Grunwaldu w ciągu kilku godzin po bitwie. Wysokie koszty wydobycia żelaza, a później jego obróbki, sprawiały, że pobojowisko stanowiło dla rycerstwa pierwsze i najważniejsze miejsce zaopatrzenia w broń. To, czego nie zabrały ze sobą wojska polsko-litewskie, zostało rozkradzione przez miejscowych chłopów. Trzeba także pamiętać, że walki toczono na polach, które przez stulecia poddawano uprawie, co również nie pomagało w zachowaniu przedmiotów w nienaruszonym stanie. Obrazu zniszczenia dopełniają wreszcie poszukiwacze-amatorzy, którzy na przestrzeni wieków zabierali stąd drogocenne pamiątki, często nie myśląc o tym, aby dzielić się nimi ze społeczeństwem.
Na szczęście naukowcy, którzy tego lata pojawią się na polach między Grunwaldem, Stębarkiem i Łodwigowem, mogą być pełni nadziei. W dużej mierze będą poruszać się na obszarach, których nikt jeszcze w historii nie badał. Szczególne nadzieje należy wiązać z terenami bagnistymi, gdyż paradoksalnie mogły one korzystnie wpłynąć na stan zachowania się reliktów przeszłości.
Wszystko wskazuje na to, że w 2015 r. o Grunwaldzie znów będzie głośno. Na szczęście tym razem nikt nie będzie tam ze sobą walczył.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki