Logo Przewdonik Katolicki

Fałszywy lament

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

W kraju, w którym ponad 90 proc. podatników stanowią zdeklarowani katolicy, tłumaczenie się z publicznych pieniędzy wydawanych na Muzeum Jana Pawła II, Świątynię Opatrzności Bożej, czy jakikolwiek inny religijny cel jest rzeczą kuriozalną. Warto, byśmy sobie to uświadomili.

W mediach gruchnęła w ostatnich dniach „wstrząsająca” wieść:  oto Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przeznaczyło 6 mln zł z budżetu państwa na budowę Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Na salonach momentalnie zawrzało. Pierwsze skrzypce grała oczywiście zawsze postępowa lewica, która zatrzęsła się z oburzenia, krzycząc histerycznie: Jak to? Z budżetu państwa na Kościół? Jakim prawem?! Zgłosimy to do prokuratury!

Szkopuł w tym, że cała ta sytuacja przypomina do złudzenia informacje pamiętnego Radia Erewań o samochodach rozdawanych na  placu Czerwonym. Bo nie samochody, a rowery, nie na placu Czerwonym, a na dworcu i nie rozdawali, tylko kradli. I dokładnie takie same nieprawdy, o przepraszam „nadinterpretacje faktów”, znajdziemy w antyklerykalnej histerii wokół wspomnianej ministerialnej dotacji.

 

Bliżej Nieba

Pierwsza i podstawowa nieścisłość: wbrew doniesieniom prasowym Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie przekazało żadnej dotacji na budowę Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Samo MKiDN prostowało, że w ramach ministerialnego programu „Rozwój infrastruktury kultury, Priorytet „Infrastruktura kultury” 6 mln zł owszem przyznano, ale na budowę Ekspozycji Głównej Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, które powstaje na terenie Świątyni Opatrzności Bożej. Warto to powtórzyć jeszcze raz,  i to wielkimi literami: na muzeum, nie na samą świątynię! Nie jest to też jakaś nadzwyczajna jałmużna, tylko normalna dotacja w ramach programu, z którego korzystają każdego roku setki instytucji kulturalnych. I nic tu nie pomogą potępieńcze wrzaski, że to tylko przykrywka, zmyłka i oficjalnie usankcjonowane bezprawne przekazywanie dotacji z budżetu na sakralny obiekt. Bo planowane na terenie świątyni muzeum nie jest przecież żadną fikcją, atrapą ani nierealnym bytem. Przeciwnie – to znakomicie pomyślany, wizjonerski projekt ekspozycyjny, porównywany w swojej śmiałości koncepcyjnej do Muzeum Powstania Warszawskiego. Dość powiedzieć, że Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego ma być zlokalizowane w pierścieniu okalającym kopułę świątyni, ponad jej nawą główną, 26 m nad ziemią. Dzięki temu, jak podkreślał wielokrotnie metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, muzeum będzie się znajdować niejako „bliżej Nieba”. Koncepcja zakłada, że na trasie liczącej ok. 250 m zostaną zaprezentowane najważniejsze fakty z życia papieża Polaka, a także Prymasa Tysiąclecia – dwóch postaci, które wywarły decydujący duchowy wpływ na powojenne pokolenie Polaków. Na kanwie ich losów muzeum opowiadać będzie historię naszego kraju oraz historię Kościoła na przełomie dwóch wieków i dwóch systemów władzy. Wszystko to w dynamicznym stylu muzeum narracyjnego, przy użyciu licznych multimedialnych prezentacji. Wiadomo już, że ekspozycja składać się będzie z 10 stref na przemian rozświetlonych i mrocznych, co ma nawiązywać do zmiennych losów obu wielkich Polaków. Znajdą się tam także: sala multimedialna, sala konferencyjna oraz specjalna przestrzeń dla dzieci.

 

Kulą w płot

Kolejną nieścisłością rodem z Radia Erewań jest informacja jakoby pieniądze na Muzeum

pochodziły bezpośrednio z budżetu państwa. Tymczasem środki na ten cel zostały wyasygnowane ze specjalnego odpisu z gier liczbowych, czyli z Funduszu Promocji Kultury. Jest on utworzony właśnie w celu wspomagania przedsięwzięć kulturalnych, w tym także muzealnych. Nieprawdą jest też, że była to najwyższa tegoroczna dotacja. Przedstawiciele ministerstwa wyjaśniali, że w ramach tego samego projektu Muzeum Wsi Kieleckiej otrzyma w 2014 r. 8 mln zł. No cóż, antyklerykałowie będą na pewno srodze zawiedzeni, bo działania MKiDN w tej sprawie są całkowicie legalne i transparentne. Dlatego też wszelkie próby wymachiwania szabelką, m.in. zapowiedzi zawiadomienia prokuratury o rzekomym działaniu ministerstwa na szkodę państwa i marnotrawieniu publicznych pieniędzy, są jedynie nieudolną próbą zbicia doraźnego kapitału politycznego. Kulą w płot.

Nie liczmy jednak na to, że jakiekolwiek racjonalne argumenty dotrą do drugiej strony. O tym, jak wielkie zacietrzewienie panuje w umysłach naszych dyżurnych antyklerykałów, niech świadczy wypowiedź jednego z posłów Twojego Ruchu, który swój sprzeciw wobec muzeum i Świątyni Opatrzności Bożej argumentował następująco: „To jest inwestycja w grobowiec. Świątynia Opatrzności Bożej jest w dużej mierze grobowcem z pomieszczeniami na trumny”. Doprawdy porażająca argumentacja.

Decyzji o przyznaniu dotacji bronił także sam minister kultury i dziedzictwa narodowego: „Wybudowanie Muzeum Jana Pawła II w wyizolowanej kopule Świątyni Opatrzności Bożej jest zasadne i będę bronić tej decyzji. Trzeba pamiętać, że budowa muzeum poza świątynią kosztowałaby prawdopodobnie ponad dwa razy więcej, bo trzeba by zakupić grunt, wybudować fundamenty, zrealizować przedsięwzięcia związane z obsługą miejsc parkingowych, a trzeba też pamiętać, że wszystko to na siebie wzięła archidiecezja warszawska” – stwierdził Bogdan Zdrojewski I niech to wystarczy za cały komentarz.

 

Polska racja stanu

W całej tej medialnej histerii obrońcy świeckości i rozdziału państwa od Kościoła zupełnie zapominają o jeszcze jednej, zapewne najważniejszej kwestii. „Jeżeli 91 proc. Polaków uznaje Jana Pawła II za autorytet numer jeden, za postać tysiąclecia, to nie tylko trzeba uszanować opinię publiczną, ale rozumieć, że w obszarze polskiej racji stanu mieści się także ta instytucja” – stwierdził Bogdan Zdrojewski w jednym z wywiadów. I trudno nie przyznać mu racji. Podobnie wygląda rzecz z kard. Wyszyńskim – właściwie wszyscy współcześni historycy podkreślają, jak ważna dla przetrwania narodu pod komunistycznym panowaniem była niezłomna, mądra i rozważna postawa Prymasa Tysiąclecia. Prawdę powiedziawszy, aż wstyd, że trzeba to dzisiaj przypominać różnym „gniewnym” lewicowcom.

I choć w całym kraju jest dziś  mnóstwo pomników papieża, to jak na razie działa jedynie jedno niewielkie muzeum w Domu Rodzinnym Jana Pawła II w Wadowicach. Z kolei prymas Wyszyński nie doczekał się na razie żadnej muzealnej placówki poświęconej jego niezwykłj posłudze. To wyraźna luka, która po prostu musi być zapełniona. „Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, powstające w ramach Centrum Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie, jest ważnym elementem polityki kulturalnej państwa w zakresie dziedzictwa narodowego. Placówka będzie prowadziła nowoczesną działalność edukacyjną oraz podtrzymywała pamięć i wiedzę o roli obu hierarchów w historii Polski” – napisało na swojej stronie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.  W podobnych słowach wyraził się także Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej: „Wielką wartością będzie możliwość zapoznania młodych z postaciami, które wskazują konkretny świat wartości. Nie dziwię się, że ministerstwo daje na to pieniądze. Dziwię się, że tak mało i że wywołuje to protesty w niektórych środowiskach” – stwierdził Przeciszewski w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej”.

I wreszcie ostatnia sprawa. Świątynia Opatrzności Bożej nigdy nie była, nie jest i zapewne nie będzie finansowana z budżetu państwa. Środki na jej budowę pochodzą tylko i wyłącznie z funduszy archidiecezji warszawskiej oraz wpłat od darczyńców. Gdyby jednak nawet było inaczej, to co w tym złego? Gwoli przypomnienia: Świątynia Opatrzności Bożej na mocy decyzji Sejmu Wielkiego z 1791 r. miała powstać jako wotum wdzięczności za uchwalenie Konstytucji 3 maja, a potem także, już w XX wieku,  jako wotum wdzięczności Narodu Polskiego za dwukrotnie odzyskaną niepodległość. To po prostu zostało kiedyś w majestacie prawa przyobiecane i uchwalone. Przyznał to nawet skrajnie niechętny Kościołowi publicysta Jacek Żakowski, który – choć skrytykował sam sens budowy „triumfalistycznego molocha” – stwierdził jednak: „Ale słowo się rzekło. Powaga państwa jest wartością zbyt cenną, by tolerować sytuację, w której parlament coś wzniośle obiecuje, a potem udaje, że nie było rozmowy”. Wyjątkowo tym razem wypada się z nim zgodzić.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki