Logo Przewdonik Katolicki

Więcej radości

Bogna Białecka
Fot.

Obiektywnie rzecz biorąc, jeśli masz dach nad głową, możesz zjeść przynajmniej raz dziennie do syta i masz dostęp do bieżącej, czystej wody, jesteś w lepszej sytuacji niż dwie trzecie ludzi na świecie. Mimo to wiele osób doświadcza na co dzień przygnębienia.

Badania z zakresu neuropsychologii pokazują, że choć mózg zasadniczo rozwija się do 25. roku życia i do tego czasu kształtuje się większość połączeń, struktura mózgu może się w pewnym stopniu zmieniać i później, pod wpływem doświadczeń życiowych. Dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ całkiem sporo osób spoglądając w przeszłość odkrywa, że zatraciło gdzieś zdolność do spontanicznej, codziennej radości.

 

Dlaczego z wiekiem mniej się cieszymy?

Z jednej strony możemy wytłumaczyć to kwestią np. zwiększonej odpowiedzialności. Gdy zakładamy rodzinę, stajemy się odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale także inne osoby – żonę, męża, dzieci, co oznacza, że częściej martwimy się o konsekwencje swoich działań. Ciekawym przykładem było wyznanie pewnego mojego studenta, dotyczące kwestii małżeństwa. Człowiek uwielbiał szybką jazdę motorem, gdzie ryzyko związane z przekraczaniem granic bezpieczeństwa było źródłem dodatkowej ekscytacji. Stwierdził, że gdy zaczął „na poważnie” przyjaźnić się z pewną dziewczyną i myśleć o założeniu z nią rodziny, zrezygnował z jazdy motorem. Wytłumaczył to prosto: „jak zginę albo coś mi się stanie, ona będzie nieszczęśliwa lub co gorsza będzie musiała się opiekować sparaliżowanym mężem. Nie mogę jej na to narażać, jestem odpowiedzialny”. A zatem rzeczywiście, z części rzeczy, które nam przynosiły kiedyś radość, rezygnujemy z powodu poczucia odpowiedzialności.

Z drugiej strony, z biegiem lat możemy wykształcić u siebie szkodliwe nawyki reagowania złością, niepokojem, przygnębieniem, bezradnością na problemy, z którymi wcześniej sobie radziliśmy całkiem dobrze. To z kolei pociąga za sobą wykształcenie szkodliwych sposobów radzenia sobie z tymi negatywnymi emocjami (np. zapijanie smutków alkoholem, nałogowe gry, hazard itp.). Cały łańcuch szkodliwych nawyków uruchamiany jest przez nawykowe, negatywne monologi wewnętrzne. Przykładowo – dzieci się kłócą. Myśli, które mogą się pojawić w takiej sytuacji, to np.: „To normalne, okazja, by nauczyły się rozwiązywać konflikty”, „To w sumie zabawne, że z takim zacięciem kłócą się o to, czy kredka ma kolor różowy czy fuksjowy, świat dzieci jest fascynujący” albo: „O nie, znowu to samo, gdybym była dobrą matką, dzieci by się tyle nie kłóciły, to moja wina”. W zależności od rodzaju monologu wewnętrznego sytuacja wywoła w nas określone emocje. W tym konkretnym przypadku – neutralne zaciekawienie, rozbawione zaciekawienie lub przygnębienie. Jeśli uczymy się reagować na różne sytuacje negatywnymi myślami, trenujemy się do odczuwania negatywnych emocji – co zwrotnie utrwala konkretne połączenia w mózgu. Pisze o autorów książki Train Your Brain to Get Happy (2011), opierając się na badaniach neuropsychologicznych. Dlatego też doradzają trening reagowania pozytywnymi myślami na potencjalnie trudne emocjonalnie sytuacje.

 

Jak odczuwać więcej radości?

Aby być bardziej radosnym, po prostu należy się częściej uśmiechać i częściej się śmiać. Potwierdza to zresztą kilka badań naukowych. Jest to dość ciekawe zjawisko. Choć z reguły potrafimy rozpoznać sztuczny uśmiech u drogiej osoby, okazuje się, że nawet ludzie, którzy się sztucznie uśmiechają, są pogodniejsi niż ludzie, którzy z reguły się nie uśmiechają! Jest to rodzaj sprzężenia zwrotnego. Zmuszając się do uśmiechu w sytuacji, w której nie mamy na to ochoty, uruchamiamy cały mechanizm czysto biologiczny, który sprawia, że choć odrobinę poprawia się nasz stan emocjonalny. Jeszcze lepsze rezultaty osiągniemy, jeśli znajdziemy coś, co nas autentycznie rozbawi. W dobie internetu znalezienie zabawnego filmiku czy dowcipu jest łatwe. Czasem takim źródłem zabawy może być obserwacja swoich dzieci lub zwierząt domowych. Podam przykład – ponieważ niedawno dostaliśmy kota, najprostszym sposobem na szybką dawkę radości jest pokazanie mu na komputerze filmu z myszą w roli głównej i obserwowanie, jak na nią poluje.

 

Druga rzecz to kształtowanie wspomnianego już wyżej nawyku reagowania pozytywnymi myślami na potencjalnie trudne sytuacje. Zaznaczam od razu, że nie chodzi tu o słynne „autoafirmacje”.

Autoafirmacja to powtarzanie jakiegoś pozytywnego przekonania na swój temat, z założeniem, że w jakiś cudowny sposób wpłynie to na rzeczywistość, Namawia do tego wielu mówców motywacyjnych. Oczywiście to nie działa. Sama myśl nie zmieni rzeczywistości. Osoba biedna nie wzbogaci się od codziennego powtarzania sobie „jestem bogaty”, a człowiek przygnębiony nie stanie się szczęśliwy od powtarzania „jestem radosny”. Negatywne myśli możemy zmienić w pozytywne nie przez zaprzeczanie im, a dodanie prostego „ale”. Oto przykłady: „To moja wina, że dzieci się znów kłócą, bo nie wymyśliłam im nic fajnego do zabawy i się nudzą, ALE mogę przecież teraz coś fajnego im wymyślić”, „Czuję, że nigdy nie dam rady schudnąć, ALE wiem, że istnieją ludzie, którzy czuli się dokładnie tak samo jak ja i im się udało”, „Jest mi totalnie źle i beznadziejnie, bo jestem chora, ALE mogę poszukać czegoś, co mimo choroby poprawi mi humor”.

 

Zestaw „pierwszej pomocy”

Wiele szkodliwych nawyków reagowania uruchamia się w sytuacjach, które określić można angielskim skrótem ASPHALTED. A zatem gdy czujemy niepokój, smutek, złość, wstyd lub podniecenie, gdy jesteśmy zmęczeni lub załamani, czujemy się zranieni lub samotni. Dlatego warto mieć przygotowane zawczasu narzędzia „pierwszej pomocy” w poprawianiu sobie nastroju. W niektórych poradnikach (zestawach ćwiczeń wspomagających psychoterapię) można znaleźć całe listy takich narzędzi. Zasadniczo da się je podzielić na grupy: aktywność fizyczna (sport, spacer, wyprawa do zoo, pływanie łódką, łyżwy, wędrówka, wypad za miasto, zabawa w piasku, na śniegu), zapewnienie sobie małego sukcesu (np. wzorowe przygotowanie potrawy, posprzątanie szuflady, narysowanie czegoś, fotografowanie, nauczenie się robienia prostego origami, nauczenie kogoś czegokolwiek), dobre relacje z ludźmi (rozmowa z przyjacielem, porozmawianie z kimś, kto ma takie same hobby, wymiana pomysłów, kupienie miłego drobiazgu komuś z rodziny czy przyjaciół), drobna przyjemność zmysłowa (dobry gatunek herbaty, kawałek czekolady, chodzenie na boso po puszystym dywanie lub trawie, ciepła kąpiel), wyciszenie (wizyta w grocie solnej, jacuzzi, modlitwa, udział w cichej Mszy św.), poprawa wyglądu (wizyta u fryzjera, umycie włosów, makijaż, włożenie eleganckiego ubrania), nauczenie się czegoś nowego (wypróbowanie jakiegoś przepisu znalezionego w internecie pod hasłem DIY - do it yourself). Można porozmawiać też ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi, tworząc wspólną listę takich rzeczy.

 

Przy okazji poszukiwania źródeł radości pamiętajmy też o zjawisku „zarażenia emocjonalnego”. Polega ono na tym, że w grupie ludzi osoba najintensywniej okazująca uczucia „zaraża” nimi innych. Zostało to zbadane eksperymentalnie przez Sigala Barsade'a, profesora Wydziału

Zarządzania Uniwersytetu w Yale. W praktyce oznacza to, że gdy potrzebujemy dawki radości, warto pójść w miejsce, gdzie... jest wiele radości. Na plac zabaw, do wesołego miasteczka, do kina na komedię, kabaret, na spotkanie z przyjaciółmi. Metoda nie sprawdzi się nam jednak w sytuacji, gdy jesteśmy opanowani silnymi negatywnymi emocjami (lub jesteśmy w stanie depresji). Wtedy to my będziemy „zarażali” innych. Ale jeśli czujemy, że życie nasze jest zwyczajnie szare i brakuje nam pogody ducha, zabawne towarzystwo może nam stan emocjonalny doskonale poprawić.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki