Logo Przewdonik Katolicki

Mistyka wsi

Natalia Budzyńska
Fot.

Setna rocznica śmierci Józefa Chełmońskiego została przez większość muzealników niezauważona.Kilkadziesiąt prac artysty pokazuje jedynie Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach pod Warszawą, któremu po wieloletnim wysiłku udało się stworzyć pierwszą w kraju stałą wystawę dzieł Chełmońskiego.

Setna rocznica śmierci Józefa Chełmońskiego została przez większość muzealników niezauważona. Kilkadziesiąt prac artysty pokazuje jedynie Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach pod Warszawą, któremu po wieloletnim wysiłku udało się stworzyć pierwszą w kraju stałą wystawę dzieł Chełmońskiego.

Muzea Narodowe w Warszawie i Krakowie mają w swoich ekspozycjach stałych po kilka dzieł Chełmońskiego, tych najbardziej znanych, lecz wiele zalega w magazynach. Stulecie śmierci byłoby dobrym pretekstem do pokazania wielu, których publiczność muzealna nie ma szansy zobaczyć. Natomiast stworzenie stałej wystawy w Radziejowicach nie jest przypadkiem, bowiem to w tych okolicach Chełmoński spędził ostatnie lata swojego życia. W dworku, w sąsiadującej z Radziejowicami Kuklówce, przeżył ćwierć wieku, wybrał życie samotnika w otoczeniu przyrody, którą tak lubił malować. „Natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich objawów: nie tylko kształt, barwa i światło obchodziły go i zajmowały! Starał się wyrazić muzykę wieczoru, szept skrzydeł nietoperza, cichy lot lelków, skrzeczenie żab, skrzypienie derkacza i dalekie dudnienie czapli bąk. On pierwszy, a może jedyny, malował chmarę komarów dźwięczących w powietrzu i huczenie lecącego jak kula chrabąszcza” – pisał o artyście Stanisław Witkiewicz. Chełmoński miał poczucie artystycznej misji, mówiono o nim, że był mistykiem. „Widzi pani: pole i rosa. Zdaje się nic, a to bardzo trudno oddać taką szarość. Ludzie są idioci! Myślą, że tylko ten służy Bogu, kto się na klęczkach modli, a ja mówię, że wymalowanie tego pola z rosą, to jest służba Boża i może lepsza od innej!” – twierdził przekonany o ważności swojej misji. Pozostawił po sobie pejzaże prawdziwie polskie, obrazy magicznych chwil, zapisy pozornie najzwyklejszego momentu.

 

Pola i wieś

Urodził się w 1849 r. w podłowickiej wsi w rodzinie, która doskonale rozumiała jego artystyczną duszę. Już przed maturą wiedział, że chce tylko malować. Lata spędzone na mazowieckiej wsi oraz na przedmieściach i ulicach Warszawy ukształtowały jego wrażliwość i wyobraźnię. Znajdował się pod wpływem atmosfery patriotycznego malarstwa Grottgera i Matejki, lecz sam wolał unikać patosu i zwrócił się ku codzienności. Unikał, jak mógł, inscenizacji i pozy, jego marzeniem było oddać prawdę na płótnie. Leon Wyczółkowski mówił o jego malarstwie, że „potrzebował takiej tonacji (barw), żeby chłop śmierdział”. Dzięki pieniądzom Maksymiliana Gierymskiego Chełmoński wyjechał do Monachium, gdzie został przyjęty do Akademii Sztuk Pięknych. Zaprzyjaźnił się ze Stanisławem Witkiewiczem i Adamem Chmielowskim, z którym żywy i bliski kontakt miał niemal do końca życia. W Monachium tęsknił za polskim pejzażem, ale to właśnie tutaj został doceniony. Można wręcz powiedzieć, że odniósł sukces: nie tylko otrzymywał nagrody, ale i jego prace świetnie się sprzedawały. Mimo to powrócił do Warszawy i wraz z Witkiewiczem i Chmielowskim stworzyli wspólną pracownię malarską w Hotelu Europejskim, która szybko stała się znaczącym miejscem w artystycznym życiu stolicy. Wśród ich gości byli między innymi Henryk Sienkiewicz i Helena Modrzejewska, a Chełmoński w tym czasie znajdował się u szczytu formy. Nie wszyscy rozumieli jego sztukę. Wieś, ukraiński step – to był jego świat, który złośliwie określano jako „sztuka w chlewie”. Nie było miejsca na takie obrazy na ścianach salonów warszawskich. Chełmoński wyjechał więc na następnych kilkanaście lat do Paryża.

 

Mazowiecka natura

Tymczasem Paryż go zrozumiał: na oficjalnym Salonie paryskim w 1876 r. osiągnął prawdziwy sukces, który trwał kolejnych kilka lat. Malował wówczas sceny rodzajowe z polskiej wsi i przedstawienia końskich zaprzęgów – słynnych Trójek i Czwórek – pędzących na tle stepowego krajobrazu lub przebijających się przez śniegi. Za jego obrazy płacono nawet 40 tys. franków, zanim jeszcze powstały, a pracownię odwiedzały tłumy. Stał się egzotyczną postacią nie tylko z powodu kraju pochodzenia, ale i z powodu ekscentrycznego zachowania. Jego twórczość uwielbiali Amerykanie, dla których obrazy polowań, pogoni konnych i sceny rodzajowe z udziałem dzikich zwierząt były atrakcyjną pamiątką z wycieczki do Europy. Dziwak, który otaczał się luksusem – o jego dziwactwach krążyły anegdoty. Ale nadszedł koniec tych łatwych dochodów, ceny obrazów spadły i Chełmoński wraz z sześcioosobową rodziną wrócił do Polski. Dla jego twórczości dobrze się stało, bowiem ostatnie obrazy nie były najlepsze, popadł w manierę. Odzyskane krajobrazy pobudziły artystę, rodzinne tragedie spowodowały, że zamknął się w sobie. W sąsiedztwie Kuklówki, gdzie kupił niewielki dworek i kawałek ziemi, był pałac w Radziejowicach. Zaprzyjaźnił się z jego właścicielem, hrabią Edwardem Krasińskim, który stał się jego powiernikiem. W książce O Radziejowicach i ich gościach niektórych hrabia tak go wspominał: „Józef Chełmoński był mistykiem w sztuce, którą żywiołowo odczuwał wszelkimi instynktami swego bogatego zrozumienia i spostrzegawczości. Naturę kochał, wypatrywał ją i chwytał na gorącym uczynku, spijając tajemnicę jej czaru, jak rosę niebieską, wdychał pełną piersią jej boskie zapachy, wchłaniał w duszę jej kształty, barwy, jej ciszę lub niepokój. Zdarzyło mi się podpatrzeć go kilkakrotnie, jak otulony w burkę siadywał w borze czy na łąkach lub polanach i robił szkice. Nadawała się do tego malownicza i dzika knieja radziejowicka, część słynnej ongiś królewskiej jaktorowskiej puszczy”. Pałac radziejowski i okolice były jedynymi tematami ostatnich dzieł Chełmońskiego. Jak nigdy dotąd zajmował go pejzaż. Zaczął też sięgać po tematykę religijną, planował wielki obraz przedstawiający Matkę Bożą Częstochowską, który podarował ojcom paulinom w Częstochowie. Namalował dzieło zatytułowane Pod Twoją obronę, dziś znajdujące się w kolekcji prywatnej. Mitologizował wieś. Pamiętał, jak wyglądała w połowie XIX w., teraz widział w zachodzących cywilizacyjnych przemianach zagrożenie dla jej odrębności. Uważał, że fałszywie pojęta nowoczesność uczyni ze wsi zaledwie miejskie przedmieście, więc wiejskie motywy zaczął w malarstwie ujmować niemal symbolicznie. Słynne obrazy pochodzą właśnie z tego okresu: Przed burzą, Bociany, Kuropatwy na śniegu, Orka. Horyzontalnie rozciągnięte mazowieckie pola, nad którymi ciąży ołowiane niebo, rozległe przestrzenie łąk, piaszczysta droga biegnąca wśród pól, tafle mokradeł i rozlewisk – to tematy, w których surowe piękno natury stawało się dla niego szczególnie „polskie”.

 

Na ścianach w Radziejowicach

W roku 1890 Zachęta urządziła jego pierwszą wystawę indywidualną w kraju (kilka lat potem miały miejsce kolejne w Krakowie, Warszawie i Lwowie), a po śmierci Matejki został uznany przez powszechną opinię za najwybitniejszego malarza polskiego. Zmarł 6 kwietnia 1914 r. i został pochowany w pobliskim Ojrzanowie, obok swojego przyjaciela i spowiednika, ks. Pełki. W krajobrazie, który malował, i który uważał za „najprawdziwszy polski”. Do śmierci nad jego łóżkiem wisiał wizerunek Matki Bożej podarowany mu przez Alberta Chmielowskiego. Brat Albert pisał do Chełmońskiego w jednym z listów: „Pragnąłbym, aby jesienne włókna babiego lata, które nas wiążą, zmienić na łańcuch nie do zerwania przyjaźni duchowej. (…) posyłam Ci obraz Matki Boskiej, który mam po Matce. Powieś go nad łóżkiem, żeby ta dobra Pani, którą przedstawia, strzegła Ciebie i Twojego domu”.

 

Wystawa kilkudziesięciu dzieł Chełmońskiego zebranych w pałacu w Radziejowicach urzeka. – Przez piętnaście lat z uporem tworzyliśmy w pałacu radziejowickim galerię dzieł Chełmońskiego, złożoną z depozytów przekazywanych przez Muzeum Narodowe w Warszawie, jak również wypożyczonych przez kolekcjonerów prywatnych – mówi dyrektor Pałacu Bogumił Mrówczyński. – Radziejowicką tradycją stały się pokazy odkrytych z niepamięci dzieł wielkiego malarza. Dotychczas zorganizowaliśmy trzynaście wystaw prezentujących obrazy wcześniej nieznane polskiej publiczności. W końcu udało się stworzyć największą stałą galerię dzieł wielkiego malarza. Poświęciliśmy na jej ekspozycję wszystkie wystawowe sale radziejowickiego pałacu. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki