Histeria wokół „Deklaracji wiary”, jaką rozpętały liberalne media, przechodzi najśmielsze przewidywania. Naczelna Izba Lekarska i Ministerstwo Zdrowia zasypywane są postulatami, by odpowiednio „ukarać” lekarzy, którzy odważyli się publicznie wyznać wiarę w Boga.
„Deklaracja braku sumienia” – krzyczy z okładki tygodnik „Wprost”, opisując skandaliczną wg niego decyzję dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie, który odmówił przeprowadzenia aborcji niepełnosprawnego dziecka. „Przychodzi Polka do doktora sumienie, a ten jej mówi antykoncepcja – nie, badania prenatalne – nie, legalna aborcja – nie – to z kolei okładka „Newsweeka” straszącego swoich czytelników, że „jeśli teraz pozwolimy lekarzom, by bojkotowali prawo, to możemy dojść do sytuacji, w której nie będzie miał nas kto ratować”. W ostatnim miesiącu regularnie przeciwko deklaracji publikuje artykuły m.in. „Gazeta Wyborcza”, Radio Tok FM, liberalne tygodniki oraz lewicowe portale internetowe. Skala krytyki, wyśmiewania i prasowej nagonki na sygnatariuszy deklaracji doskonale pokazuje obraz naszej rzeczywistości – nie chodzi w niej o wolność, ale o wprowadzenie lewicowego zamordyzmu.
Zakazać manifestowania religijności
Gdyby ktoś przeczytał „Deklarację wiary” na zimno, bez świadomości tego, co dzieje się wokół niej w mediach, to dostrzegłby dokument, który – w prostych, odwołujących się do Pisma Świętego, a co za tym idzie lekko archaizujących, słowach – przypomina fundamenty etyki lekarskiej, które pochodzą sprzed dwóch i pół tysiąca lat, a znajdują się w Przysiędze Hipokratesa. To ona, choć jej źródła były pogańskie, zakazywała bowiem lekarzom podawania kobietom środków poronnych (my powiedzielibyśmy: zakazywała im aborcji), a chorym trucizny (nowoczesna nowomowa nazywa otrucie czy zabicie pacjenta eutanazją). Uważna zaś lektura tego starogreckiego dokumentu umożliwiłaby także wyprowadzenie z niej zakazu (to trzeci element obecny w „Deklaracji wiary”) okaleczania zdrowych pacjentów, co ma miejsce podczas procedury tzw. zmiany płci (tak zwanej, bo w rzeczywistości niczego ona nie zmienia, a jedynie okalecza fizycznie zdrowych ludzi). W tych sprawach „Deklaracja wiary” nie wnosi więc nic nowego, a jedynie przypomina o klasycznych i moralnych fundamentach medycyny.
Jeśli więc wywołała ona skandal, to nie za sprawą treści, ta bowiem jest oczywista, ale z jakichś innych powodów. Po pierwsze, stała się ona jasnym przypomnieniem, że w naszym kraju żyją i pracują chrześcijanie, którzy są – o czym też warto pamiętać – jeśli nie większością, to przynajmniej największą grupą światopoglądową. Takie wyznanie nie może się podobać radykalnym laicyzatorom, którzy od kilkunastu lat budują w ludziach przekonanie, że chrześcijaństwo w wersji katolickiej jest religią wymierającą i w zasadzie nieobecną wśród ludzi rzeczywiście wykształconych. Po drugie, i to być może jest nawet ważniejsze, deklaracja ta przypomina chrześcijanom, że ich własna religia nakłada na nich (na nas) pewne bardzo konkretne obowiązki. I nie chodzi tylko o sferę prywatną, ale także o pracę zawodową. Katolik nie może uczestniczyć w procedurach sprzecznych z jego wyznaniem. I nie jest to jakiś skandaliczny fundamentalizm, ale prosta świadomość faktu, że wiara bez uczynków jest martwa. Jakiż z tego pożytek, jeśli ktoś mówi, że wierzy, a nie potwierdza tego czynami? Czy taka wiara może go zbawić?” – pyta św. Jakub Apostoł w swoim liście. Odpowiedź jest oczywista: nie może. A przecież właśnie potwierdzania wiary czynami chcą nam zakazać współcześni liberałowie, którzy zgadzają się wprawdzie na to, by chrześcijanie chodzili do świątyń czy modlili się (najlepiej w domu, gdy nikt ich nie widzi), ale nie chcą pozwolić, żeby wierzący mogli rzeczywiście manifestować swoją wiarę w przestrzeni publicznej. I nie chodzi tylko o lekarzy, ale także o polityków, dziennikarzy (którym – jak mnie ostatnim wyrokiem w sprawie pewnej transseksualnej osoby – zamyka się możliwość komentowania na konkretnym przykładzie problemów moralnych i biologicznych, jakie rodzi procedura tzw. zmiany płci), prawników (nie ma nic zaskakującego w tym, że katolik nie powinien uczestniczyć w procedurach rozwodowych) czy marketingowców.
Wbrew zasadom
Ale na tym cele przeciwników „Deklaracji wiary” się nie kończą. Oni w istocie chcą zakazać ludziom (a rzecz dotyczy nie tylko chrześcijan) stosowania sumienia. Ich zdaniem powinno być ono zastąpione przez prawo państwowe, takie jakie wymyślą sobie obecnie rządzący. I nikt tego szczególnie nie ukrywa. Jeśli prawo pozwala zabijać dzieci z zespołem Downa, to lekarze mają to robić. A jak się im nie podoba, to mają zmienić zawód. Nikomu nie przyjdzie tu zresztą do głowy, że może lepiej – jeśli brak lekarzy, którzy chcą zabijać – zmienić prawo albo odseparować zawód lekarza, którego celem jest leczenie od zawodu killera, który zajmuje się zabijaniem. Do tego ostatniego mogłyby aspirować wszystkie feministki i politycy, którzy z taką rozkoszą zapewniają, że zabijanie dzieci jest fundamentalnym prawem człowieka.
A jako że na razie nie są w stanie zakazać lekarzom używania sumienia, bo to gwarantuje im zarówno polska konstytucja, jak i prawo międzynarodowe, to próbują wymusić na nich schowanie go do kieszeni ze strachu przed konsekwencjami lub przynajmniej wierność prawu niższego rzędu, jakim jest ustawa o zawodzie lekarza i dentysty, która w istocie narusza – i to w zapisach dotyczących właśnie klauzuli sumienia – możliwość kierowania się nim. Stanowi ona bowiem, że lekarz może wprawdzie odmówić zabicia człowieka, ale... musi jednocześnie wskazać kogoś, kto zabije go zamiast niego (tyle bowiem oznacza sformułowanie, że jeśli lekarz powołując się na klauzulę sumienia odmawia wykonania jakiejś procedury medycznej, to musi wskazać kogoś, kto wykona ją za niego). Takie prawo oznacza skazywanie go na współudział, a to jest nie do zaakceptowania z punktu widzenia realnej wolności sumienia. Zauważyli to zresztą sami lekarze i dlatego stosowne zapisy zostały zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego, który będzie musiał zbadać ich zgodność z konstytucją. I wiele wskazuje na to, że obecna histeria jest jedną z metod medialnego nacisku na sędziów, którzy oczywiście są formalnie niezawiśli, ale bardzo niechętnie narażają się liberalnym mediom.
Potrzeba wsparcia
Histeria, jaką wywołało proste wyznanie wiary grupy polskich lekarzy, uświadamia nam jednak jeszcze jedno. Otóż trzeba wreszcie zacząć się ujawniać z naszą wiarą. Moralna, milczącą dotąd większość, musi zacząć otwarcie i mocno mówić o swojej wierze, o tym, czego ona od nas wymaga i przypominać, że to na chrześcijaństwie, a nie na ateizmie zbudowano Europę z uniwersytetem, szpitalem i katedrą jako fundamentem. Ateizm wydał z siebie – i krzyk nie zmieni tego – największych zbrodniarzy dwudziestego wieku i łagry, a nie naukę czy właśnie opiekę nad chorymi. Naszym, chrześcijańskim zadaniem jest teraz przypominanie o tych prawdach, głoszenie ich, i to nawet wówczas, gdy próbuje nas się kneblować. Trzeba również pokazywać solidarność z lekarzami, którzy deklarację podpisali.
A powód jest niezmiernie prosty i bardzo utylitarny, by nie powiedzieć wprost egoistyczny. Jeśli dziś uda się zastraszyć lekarzy, jeśli im zaknebluje się usta, to jutro przyjdzie czas na następne zawody i następne grupy społeczne. Nauczycielom zakazać można noszenia krzyżyków czy medalików albo uczęszczania na Mszę św. (żeby dzieci nie czuły nacisku), politykom zakazać można odwoływania się do Boga czy prezentowania poglądów pro-life, a dziennikarzom mówienia prawdy o transseksualizmie. Na końcu będzie zaś totalitarny zamordyzm, którego zapowiedź oglądamy właśnie w tej chwili. I dlatego, jeśli chcemy tego uniknąć, to trzeba protestować już dziś. Zanim będzie za późno.
„Deklaracja wiary i sumienia” lekarzy i studentów medycyny to pomysł Wandy Półtawskiej, lekarki, przyjaciółki i współpracownicy Jana Pawła II. Sygnatariusze deklaracji zobowiązują się do wierności własnemu, chrześcijańskiemu sumieniu, które ma dla nich pierwszeństwo przed prawem stanowionym. Jest to wotum wdzięczności środowiska lekarskiego za pontyfikat Jana Pawła II. „Deklarację wiary i sumienia” podpisało do tej pory ponad 3 tys. lekarzy i studentów medycyny. W obronie lekarzy, którzy podpisali „Deklarację wiary”, wypowiedzieli się m.in.
bp Stefan Regmunt, przewodniczący Zespołu Episkopatu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia i Chorych oraz ks. prof. dr hab. Stanisław Warzeszak, krajowy duszpasterz służby zdrowia i chorych.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













