Logo Przewdonik Katolicki

Rodzic integralny, czyli...

Bogna Białecka
Fot.

W wychowaniu dzieci jedną z kluczowych rzeczy jest bycie dobrym wzorcem. Co to konkretnie oznacza?

Wielu dzisiejszych rodziców narzeka, że dzieci ich nie słuchają, lekceważą naukę i obowiązki domowe, kłamią, sięgają po alkohol itp. Dzieje się to nawet w rodzinach, w których rodzice starają się wiele z dziećmi przebywać i rozmawiać. Dochodzimy tu do problemu integralności rodziców, czyli problemu na ile nasze zachowania i deklarowane postawy są spójne. Ujmując jeszcze inaczej – na ile jesteśmy dobrymi wzorcami.

Generalna zasada jest taka, że niezależnie od tego, ile mamy lat, bardziej wierzymy zachowaniom niż deklaracjom. Jeżeli ktoś drżącym głosem, skulony, wpatrując się w ziemię powie nam, że czuje się naprawdę pewnie i na luzie, nie uwierzymy mu, bo cała mowa ciała, czyli jego zachowanie, postawa, głos pokazują nam, że jest przejęty, nieśmiały, spięty. Dotyczy to szczególnie wychowania. Dzieci naśladują nasze zachowania, a jeśli występuje sprzeczność między tym, co mówimy a tym, co robimy – naśladują to, co robimy, nie słowa. A zatem powinniśmy sami demonstrować takie zachowania, jakich chcemy wymagać od dzieci.

Jeżeli chcemy wyeliminować problemy, musimy dotrzeć do ich źródeł. Często jest tak, że sami uczymy dzieci złych zachowań. Podam trzy przykłady sytuacji, w których można było rozwiązać problem inaczej, z pozycji integralności.

 

Oszustwo

Byłam niedawno u znajomego zajmującego wysokie stanowisko. W trakcie rozmowy zadzwonił telefon, znajomy zerknął na wyświetlacz: „Oj, tylko nie on”. Zawołał kilkunastoletniego syna: „Odbierz, proszę. Powiedz mu, że wyjechałem na delegację na trzy dni, za granicę. I dlatego zostawiłem komórkę, bo roaming drogi”. Chłopak bez zmrużenia oka powtórzył to do telefonu i oddał komórkę tacie. Znajomy wyjaśnił: „Wiesz, jak to jest. Jak się ma takie możliwości jak ja, to ciągle wydzwaniają różni tacy, prosząc o przysługę. Przynajmniej będę miał trzy dni spokoju”. Sytuacja ta jest problemowa z wielu powodów. Po pierwsze, kolega nie rozwiązał problemu, lecz go odłożył. Pan taki-a-taki nadal ma nadzieję, że coś uzyska. Kolega mógł w uczciwy, prosty sposób powiedzieć: „Przykro mi, nie zrobię tego” i zakończyć sprawę. Być może wydawało mu się, że odmowa wprost to palenie za sobą mostów. Że sam nie uzyska od nikogo pomocy, gdy będzie w potrzebie. Ale czy naprawdę na dłuższą metę zwodzona osoba nie rozpozna w nim oszusta? Po drugie, kolega wciągnął w to kłamstwo swojego syna. Po spokojnej, obojętnej reakcji chłopca domyślam się, że nie był to pierwszy raz. A zatem nauka: „Jeśli prawda jest niewygodna, można kłamać”, została już dobrze utrwalona w postawie syna. Dlaczego właściwie ojciec miałby wymagać od syna, by go nie oszukiwał? Sam go tego nauczył. Po trzecie, kolega zaczął się przede mną usprawiedliwiać, ewidentnie szukając zrozumienia i pocieszenia. Nazywa się to społecznym uzgadnianiem usprawiedliwień. Wiele ludzi czując, że postąpili niewłaściwie zwraca się do innych, szukając pocieszenia i potwierdzenia, że „rozumiem, w tej sytuacji to rzeczywiście jedyne rozwiązanie”. A przecież istniało wiele sposobów rozwiązania sprawy w sposób honorowy. Kolega mógł odebrać telefon i powiedzieć: „nie, nie zrobię tego”, mógł zaprosić do siebie do biura na rozmowę w cztery oczy albo wytłumaczyć, że w tej chwili nie ma gotowego rozwiązania i potrzebuje czasu do namysłu. Zamiast tego wybrał kłamstwo.

 

Przekupstwo

Przykład drugi. Zosia jest bardzo dobrą uczennicą, jednak w szóstej klasie ciężko chorowała. Rezultatem są kiepskie oceny – zarówno na półrocze, jak i na koniec roku. Ponieważ w jej wymarzonym gimnazjum jest ostra selekcja kandydatów, tata poszedł do dyrektora z tzw. kopertą. Zresztą dyrektor sam to zasugerował. Regulamin przyjmowania do szkoły dopuszczał dodatkowe punkty za rzeczy inne niż oceny... córka została zakwalifikowana. Lekcja, której nauczyło się dziecko? Łapówki są OK, wszystko można kupić. Znowu mamy do czynienia z sytuacją, w której można było problem załatwić inaczej. Można było porozmawiać z dyrektorem, przedstawiając sprawę uczciwie i pokazując świadectwa dziewczynki z lat poprzednich. Można było znaleźć inne gimnazjum o podobnym profilu i poziomie, gdzie nie było aż tak ostrej selekcji, które nie cieszyło się aż tak wielką popularnością, czy w końcu takie, które ma uczciwego dyrektora. Można było poprosić nauczycieli o danie córce dodatkowej szansy na podciągnięcie ocen na koniec roku...

 

Pijaństwo

Przykład trzeci. Spotkania biznesowe pewnego taty z reguły polegają na intensywnym piciu alkoholu. Wraca z takich spotkań pijany, co usprawiedliwia kwestią, że nie zdarza się to często, może raz na miesiąc, a branża w której pracuje zwyczajnie wymusza załatwianie wszystkiego przy kieliszku. Są to zresztą jedyne okazje, gdy pije. Powstaje jednak pytanie ,czym właściwie różni się ta sytuacja od nacisku grupy rówieśniczej w szkole jego syna? Tata „musi” pić na umór, bo inaczej straciłby ważne kontrakty. Ale syn przecież też ma wiele do stracenia – sympatię i akceptację kolegów. Z perspektywy nastolatka jest to sprawa warta tyle samo, co z perspektywy dorosłego pieniądze. Syn zatem czuje się usprawiedliwiony, pijąc z kolegami. Ma ważny powód.

Czy to się da załatwić inaczej? Mam innego znajomego w tej samej branży, który nie pije. W ogóle. Jest abstynentem. Koledzy uznają go za dziwaka, ale nie traci z tego powodu klientów. Jest to możliwe. Ale nawet picie alkoholu na takich spotkaniach nie musi oznaczać upicia się. Odrobina alkoholu dla towarzystwa i zachowanie trzeźwego umysłu jest rozsądnym rozwiązaniem.

 

Kwestia wzorców

Wracamy do zasadniczego pytania – jakie wzorce mają nasze dzieci? W mediach dominują celebryci, czyli osoby znane z tego, że są znane (nigdy chyba nie zrozumiem tego fenomenu tak naprawdę), aktorzy, piosenkarze, modele, czasem sportowcy (ale też głównie pod kątem rzeczy, które kupują). Tutaj jest przekazywany wzorzec – najważniejsza jest sława, osiągnięcia i pieniądze. Możemy to zrównoważyć, przekazując w domu wzorzec oparty na uczciwości i integralności, pod warunkiem że sami tacy jesteśmy. Czasem wymaga to poświęceń. Przykład? W wielu miejscach (np. przy przyjmowaniu do przedszkola, ale nie tylko) samotni rodzice są uprzywilejowani. Skłania to niektórych do brania fikcyjnego rozwodu. Teoretycznie rodzice robią to dla dobra dzieci, w praktyce nie powinni być zdziwieni, gdy okaże się, że wychowali oszustów.

 

Na koniec chciałabym powiedzieć o dość subtelnym rozróżnieniu. Widziałam naprawdę sporo porad psychologów i pedagogów, gdzie próbowano przedstawić problem wzorca rodziców następująco: „Chcesz, by twoje dziecko wyrosło na osobę wierzącą w swoje możliwości, niezależną, mającą własne zdanie? Pozwól mu rozwijać te cechy, wzmacniaj je. Od dzieci wymaga się posłuszeństwa i podporządkowania. To najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić. Zabijamy w ten sposób wiarę dziecka we własne możliwości, zabijamy niezależność i odwagę kwestionowania tego, co inni mu każą przyjąć na wiarę”. Takie podejście to duży błąd.

 

Tak czy inaczej, rodzice są dla dzieci podstawowymi autorytetami. Co więcej – zarówno dzieci, jak i dorośli – kierujemy się w życiu (świadomie lub nie) wskazaniami autorytetów. Jeśli uczymy dzieci kwestionowania wszelkich autorytetów – nie stają się bardziej pewne siebie, niezależne i racjonalnie myślące. Stają się wyłącznie podatne na manipulacje społeczne i zaczynają podejmować istotne decyzje, kierując się cudzymi wskazówkami czy reklamami, nawet tego nie zauważając. Dlatego zadaniem rodzica jest nauczenie dziecka zaufania prawdziwym autorytetom i umiejętności rozpoznawania prawdziwych autorytetów.

 

 

Nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego powinniśmy postępować w określony sposób. Moje pięciolatki na przykład są naprawdę szczerze przekonane, że lody tuż przed obiadem nie odbiorą im apetytu. Wymagam podporządkowania się nakazowi: „Wpierw obiad, potem lody”, ponieważ mój zasób wiedzy i doświadczenia życiowego sprawia, że jestem autentycznym autorytetem w dziedzinie wpływu słodkości na apetyt. Dzieci są świadome, że moim motywem jest ich dobro. Nie podoba im się to, ale się podporządkowują. Czego się uczą? Obserwują dorosłego, który jest pewny siebie, ma własne zdanie, jest niezależny, nie poddaje się naciskom. W ten sposób uczą się pewności siebie, ufności w swoje możliwości, niezależności. Dzięki temu uczą się, jak być dobrym autorytetem dla własnych dzieci. A zatem bycie dobrym wzorcem, osobą integralną polega na tym, by zachowywać się tak, jak byśmy chcieli, by zachowywały się nasze dzieci, gdy dorosną.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki