Logo Przewdonik Katolicki

Bez fikcji

Natalia Budzyńska
Fot.

Jeszcze nigdy dotąd literatura faktu nie była w Polsce tak poważana. Być może po prostu potrzebujemy historii prawdziwych. Wydana w marcu monumentalna antologia reportażu 100/XX pokazuje, że polska szkoła reportażu zawsze miała się świetnie.

Jeszcze nigdy dotąd literatura faktu nie była w Polsce tak poważana. Być może po prostu potrzebujemy historii prawdziwych. Wydana w marcu monumentalna antologia reportażu 100/XX pokazuje, że polska szkoła reportażu zawsze miała się świetnie.

Wydana kilka lat temu biografia Kapuściński non-fiction Artura Domosławskiego zadała ważne pytania na temat literatury faktu. Kapuściński nazywany „cesarzem reportażu”, autor m.in. Cesarza i Szachinszacha, został trochę zdemaskowany. W niektórych środowiskach od lat mówiło się o tym, że nie pisze prawdy. Biografia Domosławskiego także podawała w wątpliwość rzetelność reportaży Kapuścińskiego. Ubarwiał? Kłamał? W takim razie, czym jest reportaż jako gatunek literacki? Czy to jest to samo co dokument? Czy w ogóle możliwy jest obiektywizm w opisywaniu świata? Niestety, biografia Kapuścińskiego wzbudziła innego rodzaju kontrowersje, bardziej obyczajowe, a dyskusja na temat reportażu literackiego zamarła. Tymczasem w marcu pojawiła się na półkach księgarskich antologia polskiego reportażu, dwa tomy, łącznie trzy kilogramy tekstów ilustrujących XX wiek. Nieprawdopodobna różnorodność, pasjonująca lektura, subiektywne wizje rzeczywistości.

 

Literacko o prawdzie

„Dawniej reporter jeździł, żeby opisywać to, co widzi. Teraz samo opisywanie nie wystarcza. Reporter musi sam mieć ogromną wiedzę. Starać się być dobrze przygotowanym do tematu (…). W związku z pojawieniem się telewizji, reportaż poszedł w kierunku przekazu objaśniającego, w kierunku komentowania, w kierunku interpretowania, myślowego objaśniania i analizowania świata. Przechodzi w kierunku reportażu książkowego, reportażu, który już się uniezależnił od mediów” – pisał Ryszard Kapuściński. Konfabulował czy też nie, styl miał wspaniały, skłonny do metafory, lapidarny, poetycki właśnie. Interpretował świat, stylizował literacko, tworzył reportaż literacki. Ten termin, od lat istniejący także w krajach anglosaskich, pojawił się w II poł. XX w., aby odróżnić reporterów „książkowych” od tych „gazetowych”, nastawionych na skandalizujące newsy. Współczesna kultura medialna stawia na szybkie teksty o nośnym temacie, nie ma czasu ich pogłębić, chce pierwszego wrażenia, mocnego uderzenia. Reportaż literacki to coś znacznie większego, poważniejszego. Kapuściński zwracał uwagę na to, że następuje mieszanie się gatunków: prozy artystycznej i prozy reporterskiej, dokument miesza się z fikcją: „Trudno dzisiaj mówić o reporterach, że ten jest reporter, a ten jest pisarz. To są autorzy książek i to, co wyróżnia ich twórczość, to nie jest gatunek sensu stricte tylko jakość tekstu. Książka może być dobra albo zła. Trudno mówić, czy ta książka jest dokładnie reportażem czy nowelą”.

Reportaż literacki to jednak żadna nowość, za jego prekursorów można uznać Marka Twaina, Georga Orwella, Ernesta Hemingwaya, Trumana Capote. Pokazywali czytelnikom nieznany świat w sposób subiektywny. Ponieważ nie ma reportażu obiektywnego, subiektywne spojrzenie jest wymogiem dobrego reportażu.

 

Żeby zrozumieć drugiego człowieka

„Reporter pracuje na zasadzie akumulatora – ładuje, zbiera, wchłania w siebie tę całą rzeczywistość, gromadzi materiał, więc wtedy nie ma czasu na pisanie. Paradoks mego zawodu polega na tym, że literatura bierze się z podróży, ale sama podróż uniemożliwia pisanie. Bo podróż jest czasem zbyt cennym, sytuacja podróży jest zbyt cenna, by pisać” – czytamy w Autoportrecie reportera Kapuścińskiego. Mariusz Szczygieł, jeden z najciekawszych współczesnych polskich reportażystów, współzałożyciel Fundacji Instytut Reportażu, na swoim blogu pisze o tym, czym powinien być reportaż: „Reportaż to opowieść o czymś, co wydarzyło się naprawdę. Reporter w przeciwieństwie do pisarza nie może nic zmyślić. Tematem na reportaż może być wszystko, ale pod jednym warunkiem: musi być ciekawe dla innych. (…) Najważniejsze w reportażu jest to, żeby zrozumieć drugiego człowieka”. Reportaż opowiada o innych z szacunkiem dla nich: dla ich kultury, zwyczajów, cierpienia. Człowiek jest bohaterem reportażu, a dobry reportaż zbliża do niego. Czytelnik powinien zobaczyć coś więcej niż krzykliwe nagłówki w gazetach, powinien zrozumieć kontekst wydarzenia. Dobry reportażysta potrafi tak opisać codzienne zwykłe wydarzenia, że czytelnik odkryje w nich ukryte rzeczy decydujące o sprawach najważniejszych. No i forma, która w reportażu literackim jest tak ważna. Forma powinna być taka, żeby reportaż czytało się jak pasjonującą powieść.

 

O świecie po swojemu

Antologia 100/XX to dla miłośników reportażu prawdziwa gratka. Przede wszystkim dlatego, że sporo w niej niespodzianek. Nie znajdziemy oczywistych tekstów w rodzaju Medalionów Zofii Nałkowskiej, Bitwy pod Monte Cassino Melchiora Wańkowicza, Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall  czy Cesarza Ryszarda Kapuścińskiego. Są inne, mniej znane teksty tych autorów. Ale przeczytamy na przykład reportaż pisarki dla dzieci Ewy Szelburg-Zarembiny, który „zmienił świat”. Napisała dla „Wiadomości Literackich” tekst z niewielkiej wsi, dziś białoruskiej, o absurdzie funkcjonowania ówczesnego sądownictwa. Po publikacji zmieniono uprawnienia sądów doraźnych. A chodziło o karę śmierci! Zresztą reportażem zajmowało się wielu pisarzy: Maria Konopnicka, Władysław Reymont, Maria Rodziewiczówna. Wiele z reportaży zamieszczonych w antologii opowiada historię ostatniego stulecia, znajdziemy teksty między innymi o strajku dzieci we Wrześni, o przewrocie majowym, o wielkim kryzysie lat 30., o kampanii wrześniowej, o wydarzeniach Grudnia’70, Sierpnia’80, o stanie wojennym. Antologię wydało wydawnictwo Czarne, które specjalizuje się przede wszystkim w literaturze faktu i podróżniczej, wydając najciekawszych autorów polskich i zagranicznych. Wśród nominowanych do tegorocznej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego jest dziesięć książek, w tym cztery polskich autorów i cztery pozycje wydane w Czarnym. O czym pisali w minionym roku reportażyści? Najczęściej o odległych krainach. Indie, Chiny, Palestyna, Korea. Czasami bliżej: Grecja, Rumunia. O Polsce pisze się ostatnimi laty rzadko, ale za to ciekawie: reportaże Filipa Springera o polskiej architekturze sprawiły, że publiczna dyskusja na temat wyglądu polskich miast i estetyki miejskiej stała się głośna. „W każdej epoce widać, że reporter to autor, który ze spraw pozornie nudnych i nieefektownych wyciśnie coś ciekawego. W każdej epoce staje w obronie skrzywdzonego” – pisze Mariusz Szczygieł. Literatura faktu jest nam potrzebna, żeby poznać świat i żeby poznać drugiego człowieka. Jest tylko jedna pułapka: pamiętajmy, że patrzymy na świat poprzez emocje autora, to pisarz bierze nas za rękę i prowadzi swoimi ścieżkami. To jednak oczywiście wciąż literatura faktu, nie ma w niej miejsca na fikcję.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki