Logo Przewdonik Katolicki

Pocieszenie

Monika Białkowska
Fot.

Od wieków nieprzerwanie trwa tuż obok gnieźnieńskiego rynku, czuwając nad całym miastem jak jego opiekunka. Nieprzypadkowo zwie się ją przecież Panią Gniezna.

Od wieków nieprzerwanie trwa tuż obok gnieźnieńskiego rynku, czuwając nad całym miastem jak jego opiekunka. Nieprzypadkowo zwie się ją przecież „Panią Gniezna”.

To w Jej cieniu gnieźnianie tłumnie klękają przy konfesjonałach. To do Niej modlili się nie tylko gnieźnianie, ale też i święci: Maksymilian Kolbe, Michał Kozal, Rafał Chyliński. Przed nią klękał kard. Stefan Wyszyński. Na Jej czoło koronę nałożył Jan Paweł II. A cała historia cudownego obrazu Matki Bożej Pocieszenia zaczynała się po cichu i nie wszystko jest w niej do końca jasne…

 

Przed błędami i Szwedami

Kiedy na niego spojrzeć, wygląda jak wiele innych obrazów malowanych na wzór ikony z rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore. Maryja wychylająca się zza kurtyny na lewym ręku trzyma Dzieciątko, a ono podnosi rękę w geście błogosławieństwa. Piękno tego obrazu nie tkwi jednak w samym kunszcie malarza, ale w wielkiej historii ludzkiej pobożności i miłości, jaka otaczała go przez wieki.

Historia owej miłości rozpoczynała się pod koniec XVI w. Było już po Soborze Trydenckim, zatem katolicyzm na powrót zaczynał triumfować nad protestanckimi tendencjami. Samej pobożności maryjnej zresztą protestantyzm nie zaszkodził – im bardziej próbowano zwalczać prawdę o pośrednictwie Matki Bożej, tym bardziej rosła cześć Maryi wśród polskich katolików. Kiedy więc kościoły na powrót wracały w katolickie ręce, szybko zyskiwały wyraźne, maryjne rysy. Powszechne były intronizacje obrazów i figur Matki Bożej, tworzono coraz to nowe modlitwy i pieśni, tłumnie gromadzono się na nabożeństwach. Proboszczowie, kapłani, a nawet sami świeccy fundowali kolejne wizerunki Maryi. Franciszkanie również z zapałem szerzyli kult Matki Bożej, wiedząc, że właśnie on pozwoli skutecznie ochronić wiernych przed błędami protestanckimi.           

Czas był to trudny nie tylko ze względu na zagrożenie protestanckie. W 1612 r. Gniezno przerzedziła zaraza, a rok później wielki pożar zniszczył całe miasto, łącznie z kościołem i klasztorem oo. Franciszkanów. Ledwie uporano się z odbudową, pojawiło się kolejne nieszczęście. W latach 1655–1660 Szwedzi najeżdżali i plądrowali miasta i kościoły, z ludźmi obchodząc się niezwykle brutalnie. W wielu miejscach zamęczali zakonników, domagając się wydania skarbów. Czasem zwyczajnie strzelali, ale bywało, że w złości rozłupywali głowę zakonnika kilofem. W Gnieźnie wprawdzie Szwedzi nie stacjonowali, ale tu również przyjeżdżali rabować wszystko, co mogło mieć jakąkolwiek wartość. Zakonnicy i księża, nie mogąc liczyć na pomoc przerażonych mieszkańców, uciekali się do Matki Bożej. I to właśnie wtedy, w tym trudnym, najtrudniejszym czasie, we franciszkańskim kościele pojawił się cudowny obraz Matki Bożej Pocieszenia.

 

Pan Mituszewski

Kto go namalował – nie wiadomo. Nie zachowały się żadne dokumenty na temat jego zamówienia ani przybycia do Gniezna, ani zakupu. Najstarsze świadectwo mówi, że jego właścicielem był Władysław Mituszewski, „szlachetny pan”. Czy był szlachcicem? Niekoniecznie, tym mianem określano również innych ważnych mieszkańców miasta, Mituszewski równie dobrze mógł być miejskim urzędnikiem albo wyższym rangą wojskowym. Musiał jednak być dość bogaty, skoro mógł sobie pozwolić na taki obraz, i musiał mieć dom z dużą kaplicą, mogącą tak okazały wizerunek pomieścić.

I pewnie wisiałby długo ów obraz w prywatnej kaplicy „szlachetnego pana Mituszewskiego”, gdyby pewnego dnia nie pojawiły się na nim grube krople potu. Pojawiły się na kilka dni w Wigilię Bożego Narodzenia 1658 r., a potem zniknęły – ale zdążyli widzieć je ludzie. I niespełna rok później to samo, znów na obrazie pojawił się pot, i znów ludzie chcieli to zobaczyć i się modlić. Być może właśnie pod wpływem przychodzących do jego kaplicy ludzi pan Mituszewski postanowił podarować obraz kościołowi franciszkanów – żeby i inni mogli ów cud podziwiać, i żeby inni mogli za wstawiennictwem Maryi swoje prośby do Boga zanosić. Przy udziale licznie zgromadzonych wiernych, w uroczystej procesji, obraz przeniesiono więc z prywatnego domu do kościoła i umieszczono go w małym ołtarzu, nieopodal ołtarza głównego, gdzie miał pozostać na najbliższych sto lat w towarzystwie wcześniej umieszczonych tam wizerunków Matki Bożej – figury z Dzieciątkiem, obrazu Matki Bożej Różańcowej, małego obrazu w zakrystii i obrazu w krużgankach klasztornych.

 

Od ognia

Choć obraz cieszył się czcią, głównie ze względu na szybko roznoszące się wieści o cudownym pocie, wkrótce nie miał kto się przed nim modlić. Po szwedzkim potopie na Gniezno przyszło kolejne nieszczęście: wielka epidemia w latach 1708–1711. Śmierć zabierała ludzi masowo, a kto zdołał jej ujść, uciekał z miasta. W Gnieźnie nie pozostał wówczas nikt. Po takiej tragedii miasto zaludniało się powoli – a ci, którzy wracali, szli najpierw podziękować Maryi za ocalenie. Widzialnym znakiem tej wdzięczności były pozłacane i srebrne sukienki, którymi udekorowano obrazy. I choć sam kościół był ubogi, a na jego remont gwardian zbierał jałmużnę nie tylko w Wielkopolsce, ale i na Pomorzu, to na okazanie wdzięczności Matce Bożej srebra nie mogło zabraknąć. Nie brakowało również gorliwości, o którą dbali ojcowie franciszkanie. Organizowali przeróżne bractwa, odprawiali Msze wotywne o Matce Bożej Wniebowziętej i prowadzili procesje do Jej ołtarza. Obraz uznawany za cudowny umieścili w głównym ołtarzu, i od tej pory kościół i klasztor chronione były od pożarów, nigdy więcej nie trawił ich ogień. Ocalenie z pożaru, który wybuchł w roku 1819, uznawane jest wręcz za cudowną interwencję Maryi. Bo jakże nie uznać za cud takiego wydarzenia? Ogień wybuchł 27 maja w domu galanternika Icka Ephraima przy ulicy Żydowskiej. Deszcz nie padał od dawna, a na dodatek wiał północny wiatr, ogień szybko się rozprzestrzeniał. Walka z nim trwała ponad pięć godzin, ale na niewiele się zdała. Sprawę utrudniał jeszcze fakt, że na północnej stronie Rynku, w magazynie kupca Münzberga, wybuchł cały roczny zapas prochu strzelniczego. Kiedy opanowano pożar, a dymy opadły okazało się, że 245 budynków przestało istnieć. W centrum miasta ocalał jedynie kościół, strzeżony przez Maryję…

 

Z niewoli

I przyszedł kolejny trudny czas – zupełnie, jakby w historii nie zdarzały się czasy proste i piękne. Najpierw więc przejście wojsk napoleońskich, które zajęły franciszkański kościół na szpital i uniemożliwiły podtrzymywanie kultu. Potem coraz liczniejsze osiedlania się protestanckich Holendrów w okolicznych wsiach – i znów kult słabł, bo słabo wykształceni chłopi łatwo ulegali presji inaczej wierzących przybyszów. Wreszcie niebezpieczeństwo największe, niewola całego narodu i konsekwentne kasaty katolickich zakonów na ziemiach, zajętych przez władzę pruską.

Franciszkanów urzędowo powiadomiono o kasacie 22 czerwca 1835 r. – wprawdzie próbowali się od tej decyzji odwoływać, ale zyskali zaledwie półtora roku. Klasztor zajęły pruskie władze. Najpierw znajdowała się w nim kwatera pruskich wojsk, potem mieszkania prywatnych osób. Cierpliwość gnieźnian wyczerpała się, gdy jeden z Żydów urządził w klasztorze gorzelnię: wówczas na licytacji odkupili od wojska klasztorne budynki i urządzili w nich szkołę.

Sam kościół powierzony został opiece proboszcza parafii pw. Świętej Trójcy. Pruski rząd zgodził się finansować związane z nim wydatki tylko pod warunkiem, że będą w nim odprawiane nabożeństwa wyłącznie dla ludności niemieckiej, a poza jedną niedzielną Mszą klucze od kościoła znajdować się będą w urzędzie miejskim. Wszystkie znaki kultu, jakim otaczano Maryję w cudownym obrazie, zostały z kościoła wyniesione: zniknęły wota, srebrne sukienki, korony i inne kosztowności.

Po odzyskaniu niepodległości okazało się, że sam obraz nie tylko ocalał, ale też pozostał w tym samym miejscu, w głównym ołtarzu. Znów ludzie okazywali swą wdzięczność, przynosząc srebrne serca i czerwone korale. Również II wojna światowa ani zakazująca „nielegalnych zgromadzeń” władza ludowa  nie zdołały zabić miłości gnieźnian. W 1963 r. Maryi w cudownym obrazie nadano tytuł „Pani Gniezna”. Od roku 1971 prowadzona jest przy nim księga próśb i podziękowań. Maryja okazuje ludziom swoją dobroć, wysłuchując najróżniejszych próśb: tych dotyczących zdrowia i samotności, ratunku w wypadkach i w nauce, błagań o potomstwo i szczęśliwe porody, o nawrócenia i łaskę powrotu do stanu kapłańskiego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki