Logo Przewdonik Katolicki

Kultura to także nasz dom

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Rozmowa z ks. bp. Wiesławem Meringiem, ordynariuszem diecezji włocławskiej, przewodniczącym Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa.

Już dawno nic mnie tak boleśnie nie ugodziło i nie upokorzyło jak obrazoburcza Adoracja prezentowana w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie…

– Bardzo rozumiem ból i upokorzenie pana redaktora, powiem więcej, podzielam te uczucia. Nieraz pytam samego siebie: dlaczego akurat wyznawcy Chrystusa muszą znosić te wszystkie doświadczenia? Dlaczego przeciw religii głoszącej pokój, prawdę i sprawiedliwość została wydana bezpardonowa walka z wykorzystaniem wszystkich sił i środków, aby podeptać, upokorzyć i zniszczyć? I nie znajduję innego wyjaśnienia nad słowa Pana Jezusa: „Jeżeli mnie prześladowali – i was prześladować będą”; „Jeżeli ktoś chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż i naśladuje mnie”.

Myślę, że boli nas znieważanie świętych symboli naszej wiary, bo jesteśmy dość bezsilni wobec nawały nienawiści, która staje się modą, przynosi materialne korzyści i cieszy się poparciem władzy. Dotyka nas to, że także naszymi podatkami pokrywamy koszty bluźnierczych wystaw, np. instalacji w CSW w Warszawie.

 

I dlatego Ksiądz Biskup zabrał publicznie głos w tej sprawie…

– Zadałem pytania: Czemu służy CSW w Warszawie? Czy ktoś wychodzi stamtąd po takich prezentacjach lepszy, poruszony, zmieniony? Nie rozumiem, dlaczego podobne bohomazy nazywa się sztuką i dlaczego popiera je Ministerstwo Kultury i Sztuki? Brakuje środków na ratowanie arcydzieł architektury, malarstwa i rzeźby średniowiecza – ale na to są! Sądzę, że pan minister kultury powinien to Polakom wyjaśnić! Kultura bowiem wyraża człowieka; analizując ją, lepiej go poznajemy. A co nam mówią nowego o człowieku, jego powołaniu, godności i zadaniach obierane ziemniaki czy ekskrementy zamknięte w puszce?

 

Nic…

– Tymczasem media zupełnie pozbawione duchowej wrażliwości czują się usprawiedliwione w kreowaniu miernot i wyszukiwaniu bluźnierców. A przecież bronić religii – nawet jeśli jej nie wyznaję – to jest dowód kultury duszy. Pójście na łatwiznę prostactwa, prymitywizmu i bluźnierstwa – nie wystawia dobrego świadectwa „twórcy”. A na dodatek na takim świadectwie artyście nie zależy! Zainteresowany jest zupełnie innym bogiem: tym, którego osiąga się skandalem łatwiej niż talentem czy ciężką pracą! Kultura przestała służyć prawdzie, dobru i pięknu: ma przynosić zysk, pieniądze. Dlatego pozwala się wprzęgnąć w służbę zgorszeniu i tandecie.

 

Znak naszych czasów?

– Jeżeli wolno nam mówić o jakimś kryzysie, to chyba właśnie najbardziej została mu poddana kultura, która nie ma woli ani odwagi ukazywać wartości przez całe tysiąclecia kształtujących wnętrze człowieka: dzisiejsze kryzysy polityczne, ekonomiczne, małżeńskie i rodzinne, edukacyjne i służby zdrowia – tu mają swój fundament. Kultura bowiem to nie tylko bohomazy w malarstwie czy rzeźbie – to także nasz „dom”, który możemy wypełniać albo dobrem i prawdą, albo szaleństwem, złem i nienawiścią. My decydujemy, bo jako dzieci Boga jesteśmy wolni w wyborze!

 

Artyści zasłaniają się jednak wolnością słowa i prawem do swobody wypowiedzi twórczej…

– Trzeba bardzo jasno powiedzieć, czym jest wolność? Co ona oznacza? Czujemy podświadomie, że na pewno nie jest tym samym, co uwolnienie się spod wszelkich reguł czy od wszelkich wartości! Wolność, jak ją rozumiem, to wierność dokonanemu wyborowi – to wydaje mi się istotą decyzji dotyczących wyborów małżeńskich, wyboru kapłaństwa! Trwać mimo przeszkód, trudności; ciągle podnosić się z upadku; to jest właśnie świadectwo wolności.

Benedykt XVI powiedział to jeszcze głębiej: wolność chrześcijanina oznacza podobieństwo do Chrystusa! Bóg stworzył wolnego człowieka „na swoje podobieństwo”, co znaczy tyle, że rezygnując świadomie ze swojego podobieństwa do Boga – człowiek przestaje być wolnym! Jeżeli zatem artysta chce świadomie realizować twórczą wolność, musi być jakoś „podobny” do Boga – Stwórcy, który widział, że wszystko, co stworzył „było dobre”.

 

Gdzie w takim razie znajduje się granica dozwolonej wypowiedzi artystycznej?

– Tą granicą dla człowieka niewierzącego jest drugi człowiek: jego wrażliwość, poglądy, to co jest dla niego święte. Nie wolno ranić i upokarzać drugiego człowieka; jego godność jest tak samo nienaruszalna jak moja.

 

Wyobraża sobie Ksiądz Biskup, aby ktoś dokonał podobnych „prowokacji artystycznych” w stosunku np. do Koranu albo Gwiazdy Dawida?

– Jak skończyły się prowokacje dotyczące islamu – widzieliśmy nieraz. Boję się, że chrześcijanie, także w Polsce, wyziębli religijnie. Zdumiony patrzyłem na słabe reakcje po próbie profanacji na Jasnej Górze. Na szczęście coś się zmienia: budzą się zwłaszcza nasi świeccy, którzy często bronią wartości szybciej, sprawniej i skuteczniej od swoich pasterzy,  wielorako powiązanych znajomościami, układami, uzależnieniami od sprawujących władzę. Złoty bożek jest potęgą; nie zawsze służy zresztą wyłącznie złu. I tu jest częsty powód ostrożności, milczenia, braku interwencji.

Święta Matka świętego Księdza, śp. Marianna Popiełuszko powtarzała: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu – wszystko jest na swoim miejscu”. Od wyznawców islamu takiego umieszczania Boga na miejscu naczelnym moglibyśmy próbować się nauczyć!

 

Tego ponurego obrazu dopełniają także przypadki świadomej desakralizacji przestrzeni religijnej, np. niedawny pokaz mody w kościele…

– To, co się wydarzyło w Warszawie nie powinno zaistnieć nigdy. Ponieważ jednak nie znam wszystkich okoliczności, powiem tylko: nie dajmy się zwieść i kusić darmowym „chlebem”. Późniejsze żale są już zbędne.

 

A wszystko to dzieje się właściwie bezkarnie, przy biernej postawie naszego państwa...

– Bierność państwa jest faktem: zaczęło się od bardzo nieprzemyślanej wypowiedzi na temat krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Ta potworna sytuacja, która pozwoliła podchmielonym młodzieńcom powtarzać wybór sprzed wieków: „chcemy Barabasza, nie Chrystusa”. Potem były antyklerykalne filipiki winiarza z Biłgoraja, promowanie feministek w jednej z gazet codziennych, niepotrzebne złośliwości Donalda Tuska, lewacki Kongres Kultury we Wrocławiu, antypolskie wypowiedzi RAŚ, „nienormalność” polskości – to zaledwie niektóre dowody na obojętność państwa wobec Ojczyzny, patriotycznej dumy, polskości! Zupełnie nie ma dziś w przestrzeni społecznej myśli Wielkich Prymasów: kard. Hlonda czy kard. Wyszyńskiego.

 

Bardzo charakterystyczny jest za to rozziew: ci, którzy najgłośniej domagają się wolności słowa, są pierwsi do kneblowania ust ludziom o innych poglądach.

– Oczywiście; głosi się wolność rozumianą ideologicznie: co nam służy, co służy partii, grupie ludzi powiązanych korzyścią – to jest dobre i powinno cieszyć się wolnością. Chwytliwe hasło, że „nie ma wolności dla wrogów wolności” jest przewrotne i podstępne, bo to  przecież partia czy grupa ustala, kto jest wrogiem, a kto użytecznym służącym. Czy mało mamy czytelnych dowodów takiego myślenia? Rozmaitość poglądów? To przecież narusza „dyscyplinę partyjną”; wolność głosi się aż do momentu zdobycia przyczółku, potem liczy się już tylko posłuszne, entuzjastyczne wykonawstwo woli wodza. I proszę mi wierzyć – nie tylko Kim Dzong Un tego wymaga i to otrzymuje.

           

Księże Biskupie, zapytam wprost: jeśli codziennie toczymy bitwy o naszą, tak bardzo zakorzenioną w chrześcijaństwie polską kulturę, to jak wygrać całą tę wojnę?

– To pytanie jest najważniejsze; stawiam je sobie prawie codziennie! Co robić? Nie mam jedynie słusznej odpowiedzi. Ale wiem, że najpierw musimy pokonać własną bierność. Przecież chodzi o nas, Polaków XXI wieku, o polskie rodziny, dzieci, młodzież, szkoły, uniwersytety! Dla nas samych musimy się obudzić!

Znakiem przebudzenia będzie wiara, że warto aktywnie współtworzyć życie społeczne, kulturowe, religijne. Nikt nas nie zastąpi! Polacy udowadniali już nieraz, że potrafią jednoczyć się w walce o godziwe cele. Efekty nie pojawią się od razu; jednak cierpliwa nieustępliwość stanowi drogę do sukcesu! Tak było ze świętem Trzech Króli i z obecnością Nergala w publicznej Telewizji; sukcesem musi się zakończyć walka o obecność Telewizji Trwam na multipleksie, o edukację sześciolatków, o lekcje języka polskiego czy historii! Nie wolno ulegać zniechęceniu!

 

Ogromna jest tutaj także rola Kościoła.

– Przeciwnik wie o tym, dlatego zwalcza Kościół z zajadłą nienawiścią! Kościół, który był zawsze z narodem – musi przy nim trwać i dzisiaj! Nie ma znaczenia, że nazwą go „średniowiecznym”, „kołtuńskim”, „zacofanym”. Ale to nie obrady, konferencje, zebrania, sympozja są w Kościele najważniejsze! To wierzący ludzie – duchowni i świeccy – pełni ognia Ducha Świętego mogą zapalić na nowo świat! Nie jest nas mało! Trzeba jednak uwierzyć, że warto!

I wreszcie: bardzo liczę na zdrowy rozsądek Polaków, na ich trafne wybory, na umiejętność podejmowania słusznych decyzji. Rozum jest umiłowanym dziełem Boga – zapewniał św. Tomasz z Akwinu. Ufam, że pozwoli nam pokonać zamieszanie szerzone przez medialną sieczkę!

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki