Logo Przewdonik Katolicki

Prawdziwa dojrzałość

Bogna Białecka
Fot.

Czy dojrzałość chrześcijańska i psychologiczna to jedno i to samo? Pytanie jest ważne, więc warto poszukać odpowiedzi.

Czy dojrzałość chrześcijańska i psychologiczna to jedno i to samo? Pytanie jest ważne, więc warto poszukać odpowiedzi.

Gdy ojcowie karmelici poprosili mnie o przygotowanie wykładu na ten temat w ramach sympozjum  „«Zamek wewnętrzny» św. Teresy od Jezusa – ukryty świat obecny w nas”, wydawało mi się, że to temat bardzo abstrakcyjny, zaczęły się jednak zgłaszać kolejne środowiska zainteresowane tym wykładem. Okazało się, że to pytanie zadaje sobie wiele różnych osób.

 

Współczesne trendy wychowawcze

Gratia supponit naturam. Gdy mówimy o dojrzałości chrześcijańskiej, warto przypomnieć sobie starą zasadę, że łaska buduje na naturze. Trudno być dojrzałym chrześcijaninem, jeśli jest się samemu niedojrzałym psychologicznie. Niestety, współczesne trendy wychowawcze w pedagogice idą w kierunku kształtowania osoby, która będąc formalnie dorosła, jest jednocześnie skoncentrowanym na sobie egoistą, „dużym dzieckiem”, które o tyle robi coś dla innych ludzi, o ile służy to jego własnym celom.

Chyba najbardziej jaskrawym przykładem jest antypedagogika, w której w ogóle odrzuca się koncepcję dojrzałości. W relacjach rodzic-dziecko mówi się wtedy wyłącznie o prawach dzieci. Dziecko ma prawo decydowania o wszystkim, co jego dotyczy, a rodzic ma się podporządkować. Proszę zwrócić uwagę, że w większości współcześnie nam oferowanych pomysłów na wychowanie odrzuca się kwestię władzy rodzicielskiej. Idzie za tym odrzucanie kar i nagród, stawiania wymagań, oceny zachowań dziecka. Wmawia się rodzicom, że całe wychowanie jest „załatwione”, jeśli tylko kochamy dziecko i jak najczęściej to okazujemy. W tej chwili sam termin „władza rodzicielska” staje się coraz bardziej pejoratywny, wydaje się związany z przemocą i byciem tyranem.

A przecież chodzi tak naprawdę o ochronę dziecka, które jest z samej definicji niedojrzałe – psychicznie, emocjonalnie, moralnie, intelektualnie i fizycznie. Chodzi o takie kierowanie jego rozwojem, by wyrosło na osobę dojrzałą i szczęśliwą. Okazywanie dziecku miłości nie wystarczy, by ono samo, bez żadnego kierownictwa, intuicyjnie podejmowało właściwe decyzje. Trzeba stawiać dziecku wymagania, pomagać kształtować pozytywne nawyki, uczyć umiejętności kontroli emocjonalnej, umiejętności niepoddawania się pokusom...

Problem polega na tym, że pomysły antypedagogiki nie są nowe i coraz częściej mamy do czynienia z rodzicami, którzy sami są niedojrzali psychologicznie. W tym momencie, aby wychować odpowiednio swoje dzieci, musimy wpierw sami dorosnąć.

 

Podstawa dojrzałości psychologicznej samokontrola

Rob Bradley w książce Conservatives Who Raise Liberal Children stwierdza, że wielu rodziców utożsamia dojrzałość z formalną dorosłością. Inni mylą ją z potrzebą niezależności i obdarowują swe pociechy przedwcześnie zbyt wielką swobodą. Bradley zwraca uwagę na trzy umiejętności charakteryzujące dojrzałego człowieka: samokontrola, mądrość i odpowiedzialność.

Osoba o dobrej samokontroli to ktoś, kto doświadczając naturalnie pojawiających się potrzeb i impulsów, nie jest ich niewolnikiem.

Czasem pojęcie to jest mylone z tłumieniem potrzeb. Prosty przykład różnicy: dziecko ma ochotę na czekoladę. Próba stłumienia potrzeby to wmawianie sobie, że się nie lubi czekolady. Samokontrola z kolei to umiejętność odłożenia zjedzenia czekolady na później. Uczymy tego dzieci, ustalając jasne zasady obowiązujące w domu i konsekwentnie pilnując ich dotrzymywania: „Nie grzebiemy w cudzych rzeczach”. „Złość wyrażamy mówiąc o niej, nie wolno bić”. „Słodycze jemy po obiedzie” – to kilka przykładów.

Pytanie, które powinniśmy sobie zadać jako rodzice, brzmi: czy sami jesteśmy zdolni do samokontroli? Czy jesteśmy niewolnikami impulsów? Najprostszy przykład – czy mając ochotę na ciastko, potrafimy go sobie odmówić, czy uznajemy odkładanie przyjemności za pozbawione sensu?

Brak samokontroli prowadzi też do problemów zdrowotnych. Pamiętam, że dużym szokiem było dla mnie uświadomienie sobie, że wiele osób chorych na cukrzycę nie przestrzega żadnej diety, stwierdzając, że będą jeść, co chcą, zwiększając po prostu dawkę insuliny. Brak samokontroli powoduje, że nie tylko stajemy się niewolnikami impulsów, ale skracamy sobie życie i pogarszamy jego jakość. Dlatego szczególnie polecam jako jedno z postanowień noworocznych ćwiczenie umiejętności samokontroli.

 

Mądrość

Nie jest tym samym co inteligencja. Wiele osób inteligentnych dokonuje głupich wyborów, gdy ich zdolność racjonalnego myślenia zostaje upośledzona przez emocje i popędy.  Osoba mądra uczy się na popełnionych błędach, potrafi też korzystać z doświadczeń innych osób. Myśli o konsekwencjach swych działań. Kształtujemy mądrość, ucząc dzieci planowania i racjonalnego podejmowania ważnych decyzji.

Istotnym elementem mądrości jest według Bradleya uczenie dzieci umiejętności odmawiania. Nie chodzi przy tym o to, by zmienić dzieci w wyrachowane roboty, lecz by potrafiły oprzeć się impulsom, które wpłyną na resztę ich życia. Dotyczy to na przykład seksu, alkoholu, narkotyków, kolczykowania, tatuaży. A zatem mądrość jest bezpośrednio związana z samokontrolą. Jednocześnie jest czymś więcej – zdolnością racjonalnego myślenia.

Uczmy siebie i dzieci nawyku dokonywania dokładnej analizy problemu przed podjęciem ważnej decyzji życiowej. Osobiście namawiam wręcz do spisywania argumentów za i przeciw i analizy, które z nich są racjonalnymi argumentami opartymi na faktach, a które emocjonalnymi intuicjami. Nie chodzi przy tym o to, by każda ważna decyzja była wynikiem zimnej kalkulacji, lecz by mieć nawyk sprawdzania, czy „intuicja” jest rzeczywiście moja, czy została zasugerowana z zewnątrz. Koronny przykład: podejmowanie decyzji o kupnie określonego samochodu nie pod wpływem analizy jego parametrów, a odwołującej się do emocji reklamy.

 

Odpowiedzialność

Osoba odpowiedzialna akceptuje konsekwencje swych decyzji. Nie zrzuca winy na okoliczności, inne osoby i nie spodziewa się, że inni naprawią jej błędy. Uczymy jej, powierzając dzieciom odpowiedzialność adekwatną do ich możliwości rozwojowych. Przedszkolaka uczymy, by odłożył zabawki na miejsce, zanim rozpocznie kolejną zabawę. Starszym dzieciom powierzamy określone obowiązki domowe, których wypełnienie jest warunkiem uzyskania czasu na rozrywkę. Dotyczy to też egzekwowania wykonania powierzonych obowiązków. Chyba że chcemy wychować dziecko na człowieka o mentalności ofiary, zawsze zrzucającego odpowiedzialność na innych i żalącego się, że cały świat jest przeciwko niemu.

Tu znów warto zacząć od analizy swoich zachowań. Czy potrafię wziąć odpowiedzialność za swoje działania? Czy mam tendencję do zrzucania winy na innych? Szczerze mówiąc – przydaje się w tym zwyczajny, regularny rachunek sumienia. Ciekawostką jest przy tym fakt zbadania kilka lat temu przez naukowców zależności między stanem zdrowia psychicznego a spowiedzią. Okazało się mianowicie, że osoby regularnie spowiadające się są zdrowsze.

 

Dojrzałość chrześcijańska

Tak naprawdę to temat rzeka. W dużym skrócie: dojrzały chrześcijanin to ktoś, kto ufa mądrości Kościoła na tyle, by nie próbować na przykład usprawiedliwiać swoich grzechów dziwacznymi kombinacjami (typu: „nie będę się spowiadać ze stosowania antykoncepcji bo mamy XXI wiek i Kościół powinien uznać osiągnięcia medycyny”). Dojrzałym katolikiem jest osoba, która rozumie, w jaki sposób korzystanie z sakramentów pomaga nam w byciu lepszymi ludźmi – już tu na ziemi.

Dojrzały jest ktoś, kto potrafi zwycięsko wychodzić z kryzysów wiary, a także angażuje się w życie Kościoła. W tym ostatnim punkcie nie chodzi koniecznie o działanie w jakiejś grupie duszpasterskiej. Ojciec, który w domu rozmawia z dziećmi o Bogu, uczy je modlitwy, przekazuje zasady wiary, chodzi z dziećmi na Mszę św. i do spowiedzi, wykonuje ważniejszą pracę niż człowiek uciekający od swoich dzieci, by prowadzić na przykład zespół młodzieżowy przy parafii.

A zatem dojrzały chrześcijanin jest odpowiedzialny (co przejawia się m.in. w dobrze zrobionym rachunku sumienia), ma samokontrolę (czyli potrafi opierać się pokusom) i jest mądry (gdy zdarzają mu się upadki, np. kryzysy wiary – uczy się na nich i podnosi). Ma też uporządkowaną hierarchię wartości i potrafi ustawić swoje priorytety według tzw. obowiązków stanu, gdzie dbanie o własne małżeństwo i dobre wychowanie dzieci stoi na pierwszym miejscu przed działalnością przyparafialno-duszpasterską.

Jednocześnie dojrzałość chrześcijańska wykracza poza psychologiczną. Pokazuje to przykład osób, które uwikławszy się życiowo, doświadczają znienacka łaski Bożej w postaci nawrócenia i nagle okazuje się, że kompletnie nieodpowiedzialny niewolnik namiętności, z życiorysem pełnym skrzywdzonych ludzi, dzięki łasce Boga zmienia swoje życie i dojrzewa psychologicznie. Wracając jednak do punktu wyjścia: gratia supponit naturam – osoba, która doświadczyła nadprzyrodzonej interwencji samego Pana Boga, będzie i tak miała trudniejsze zadanie, by po nawróceniu żyć w sposób dojrzały i uporządkowany, dlatego dobrze jest wyrabiać w sobie i dzieciach trwałe nawyki sprzyjające dojrzałości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki