Logo Przewdonik Katolicki

Antonietta od Jezusa

Błażej Tobolski
Fot.

Gdyby żyła, Antonietta Meo 15 grudnia obchodziłaby 83. urodziny, być może z gromadką wnucząt na kolanach. Ale Bóg miał dla niej inny plan. Jest najmłodszą kandydatką na błogosławioną i doktora Kościoła.

Mała Włoszka, Antonietta Meo, pieszczotliwie nazywaną przez najbliższych Nennoliną, w naszym kraju nie jest jeszcze zbyt znana. A szkoda, bo ta radosna, ciemnowłosa dziewczynka, której dane było przeżyć na ziemi zaledwie 7 lat, pokazuje, że świętość można osiągnąć w każdym wieku. W tym czasie doświadczyła ogromnego cierpienia, które przyjmowała z wielką cierpliwością, łącząc je z cierpieniem Zbawiciela. Zresztą Jezus, podobnie jak Bóg Ojciec, Matka Boża czy Duch Święty, był adresatem wielu jej listów, których w sumie napisała prawie 170. To właśnie one są dla nas świadectwem jej więzi, wręcz mistycznej, z Bogiem. „Kochany Jezu jestem bardzo szczęśliwa i bardzo pragnę, żebyś przyszedł do mojego serca i złożę Ci wiele ofiar, żebyś był bardziej zadowolony i żeby moje serce było bliżej Ciebie, w św. Tabernakulum i chcę być zawsze Twoją lampką” – pisała Nennolina kilka miesięcy przed śmiercią.

 

Zaczęło się od rozbitego kolanka

Antonietta urodziła się w Rzymie w 1930 r. w bardzo pobożnej, zamożnej rodzinie. Jej rodzice codziennie uczestniczyli w Eucharystii i modlili się wspólnie z dziećmi. Głęboka wiara Marii i Michaela Meo pozwoliła im unieść ciężar, jakim była śmierć syna i córki w bardzo wczesnym dziecięctwie, a później także ciężkiej choroby i odejścia Nennoliny. Nie przypuszczali, że rozbicie w ogrodzie kolana przez ich 6-letnią córeczkę zakończy się straszną diagnozą. Lekarze bowiem wykryli wówczas u niej nowotwór: kostniako-mięsak i podjęli decyzję o amputacji lewej nogi dziewczynki.

Mała Antonietta, która aby móc chodzić, używała protezy, bardzo chciała być zdrowa, prosząc o to Jezusa w swoich listach. Jednocześnie zdawała się na Jego wolę, pragnąc poprzez swoje cierpienie być blisko Jezusa i Mamusi, jak nazywała Maryję, na Kalwarii. Później denerwowała się nawet, kiedy ktoś modlił się o jej uzdrowienie, chciała bowiem jak najszybciej spotkać się ze swoim ukochanym Jezusem w niebie. O niebo prosiła też zresztą w listach także dla swoich rodziców i starszej siostry Margherity. Kiedy widziała np., że mama płacze z powodu jej cierpienia, mawiała do niej: „Pomyśl, jeżeli umrę, pójdę do raju i będę się za ciebie modlić. Jeżeli natomiast zostanę tutaj, owszem, będę się za ciebie modlić, a Jezus mógłby mnie wysłuchać, ale nie musiałby. A w raju z pewnością mnie wysłucha!”.

 

Szafka mojej duszy

Pierwszy list chora Antonietta podyktowała mamie 15 września 1936 r. Jej liściki i myśli, które potem sama już spisywała, nie są wolne od błędów, chociażby gramatycznych. Ale, jak podkreślają teolodzy badający je podczas procesu beatyfikacyjnego, który rozpoczął się pięć lat po jej śmierci, są one dowodem na dojrzałość duchową dziewczynki. Uznaje się nawet, że stanowią one podstawę do tego, aby 7-letnia Nennolina została ogłoszona doktorem Kościoła. W jednym z nich, napisanym kilka dni po przystąpieniu do wcześniejszej Pierwszej Komunii Świętej, co miało miejsce w Boże Narodzenie 1936 r., czytamy: „Kochany Jezu, kiedy przyjdziesz do mojego serca w św. Eucharystii, włóż Twoją łaskę do szafki mojej duszy zrobionej z ofiar i pozostaw ją tam, aż kiedy przyjdziesz po raz ostatni do mojego serca i wtedy Twoja łaska sprawi, że kiedy umrę Twoja łaska uniesie moją duszę do raju, gdzie widzi się Ciebie i Twojego Ojca i Ducha Świętego i kochaną Mamusię i będę chciała się tam radować”. Z czasem podpisując swoją korespondencję, dodawała do swojego imienia – „Jezus”. W jednym z liścików podpisała się wręcz: „Antonietta od Jezusa”. Jak wspominała jej mama, kiedy czasami dziewczynka opowiadała też o tym, że widuje Jezusa, reagowała powątpiewaniem. Wówczas Nennolina przekonywała: „Kiedy widzę Jezusa, widzę Go dobrze! Widzę Go w ciele! O, widzę Go tak, jak widzisz ten mebel”, pokazując mebel, który stał obok. To zresztą dzięki spisanemu na polecenie spowiednika świadectwu Marii Meo, możemy dziś lepiej poznać życie małej mistyczki.

 

Ostatni list

W maju 1937 r. stan Antonietty znacznie się pogorszył. Wciąż jednak się modliła i prosiła o codzienną Komunię św. 2 czerwca podyktowała mamie ostatni list, który rozpoczęła słowami: „Kochany Jezu Ukrzyżowany Bardzo Cię kocham”. Nennolina zmarła 3 lipca. Wspominając ten moment, jej mama wyznała, że czuła, jak ogarnia ją spokój, słodka radość, która przynosiła ukojenie i była większa od bólu: „Antonietta już nie cierpiała! Była w raju!”.

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1942 r. W Kościele nie dopuszczano jednak wówczas beatyfikacji dzieci, które nie zmarły śmiercią męczeńską. Ten nieformalny zakaz Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych uchyliła dopiero w 1981 r. Obecnie trumna z doczesnymi szczątkami Nennoliny znajduje się w bazylice Świętego Krzyża Jerozolimskiego w Rzymie, stojącej w pobliżu miejsca, w którym mieszkała. Przy jej grobie modlą się przybywający z całego świata pielgrzymi. 18 grudnia 2007 r. Ojciec Święty Benedykt XVI podpisał dekret uznający heroiczność cnót małej Antonietty, wyrażając jednocześnie nadzieję, że wkrótce zakończy się jej proces beatyfikacyjny. Aby tak się stało, potrzebne jest jeszcze uznanie cudu za jej wstawiennictwem – w tej chwili badane jest uzdrowienie kobiety z marskości wątroby.

 

Światło nadziei dla Majki

O cud uzdrowienia za przyczyną Antonietty Meo modlą się także dla swojej półtorarocznej córeczki Majki Ewelina i Łukasz Siwek z podpoznańskiego Bnina. Krótko po pierwszych urodzinach stwierdzono u niej guza mózgu, który spowodował aktywne wodogłowie. Na początku lipca wstawiono Majce zastawkę odprowadzającą do otrzewnej płyn rdzeniowo-mózgowy, a zaraz po tym poddano ją operacji usunięcia guza. Nie udało się jednak wyciąć go w całości. Pojawiły się komplikacje, w skutek czego dziewczynka trafiła na dwa tygodnie do berlińskiej kliniki. – Nie spodziewaliśmy się, że spotka nas takie doświadczenie. Na początku było nam bardzo trudno, ale gorliwa modlitwa, codzienny Różaniec dają nam siłę do życia i wiarę w to, że Majka może być zdrowa – mówi Łukasz.

Kiedy po powrocie z Berlina lekarze stanęli przed decyzją, jak dalej leczyć Majkę, bowiem chemioterapia nie dawała efektów, przyjaciółka jednej z krewnych Eweliny podpowiedziała im Antoniettę. – Pojawiło się światło nadziei. Od razu zainteresowaliśmy się jej postacią i postanowiliśmy modlić się za jej wstawiennictwem o zdrowie dla Majki – przyznaje Ewelina dodając, że do jej rąk szybko trafiła książka napisana przez mamę Nennoliny, którą czytała, towarzysząc córeczce w szpitalu. Do modlitwy najpierw przyłączyli się najbliżsi, potem kolejne osoby: znajomi, parafianie z Bnina oraz ludzie zapraszani za pomocą internetu. W tej chwili za Maję modli się już co najmniej kilkaset osób. Niedawno zorganizowano też adorację w jej intencji, a kolejna, zaplanowana jest w bnińskim kościele na rocznicę urodzin Antonietty – 15 grudnia o godz. 15.00. – Wiemy, że pomóc Majce może tylko modlitwa i cud. Ogromnym wsparciem jest dla nas zarówno modlitwa tak wielu ludzi, jak i zbierane przez nich środki potrzebne na dalsze leczenie i rehabilitację Majki – podkreśla Łukasz. Za Mają, przebywającą prawie cały czas w ciągu ostatnich miesięcy w szpitalu, tęskni cała rodzina, a szczególnie jej 3-letnia siostrzyczka Zuzia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki