Logo Przewdonik Katolicki

Ludzie z Emaus

Michał Bondyra
Fot.

Siłą katolickich mediów są ludzie. Poznajmy zatem zespół jednej z typowych polskich rozgłośni diecezjalnych Radia Emaus z Poznania. W jego archiwach można znaleźć głosy prymasów: Wyszyńskiego, Glempa czy Muszyńskiego i dźwiękowy zapis najważniejszych wydarzeń w wielkopolskim Kościele z ostatnich lat. Takich rozgłośni w całym kraju jest ponad czterdzieści.

Siłą katolickich mediów są ludzie. Poznajmy zatem zespół jednej z typowych polskich rozgłośni diecezjalnych – Radia Emaus z Poznania. W jego archiwach można znaleźć głosy prymasów: Wyszyńskiego, Glempa czy Muszyńskiego i dźwiękowy zapis najważniejszych wydarzeń w wielkopolskim Kościele z ostatnich lat. Takich rozgłośni w całym kraju jest ponad czterdzieści.

 

Znanych postaci na antenie istniejącego od 23 marca 1995 r. radia archidiecezji poznańskiej było wiele. Wystarczy wymienić: Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Jerzy Zelnik, Aleksander Machalica, Marek Kondrat czy choćby Krystyna Feldman. Za ściąganiem aktorskich tuz na ul. Zieloną, gdzie jest siedziba radia, stoi Małgorzata Jańczak. Kiedyś radiowiec Polskiego Radia i reżyser, do której lokalna katolicka rozgłośnia wyciągnęła pomocną dłoń po ciężkim wypadku. – Pani Aleksandra Wyganowska namówiła mnie do wspólnej pracy nad Zakrzewskim – wspomina. – Wprowadziłam wtedy trochę „starego” do tego młodego zespołu – dodaje ze śmiechem. Teresę Budzisz-Krzyżanowską do nagrania Norwida namówiła zaraz na początku swej przygody z Emaus. – Po jej referacie o Wolności słowa Norwida, podeszłam do niej, by porozmawiać. Z początku niechętna, po godzinie na kolejowej stacji powiedziała mi na pożegnanie: „ja to pani nagram” – wspomina. Aktorka nagrała nie tylko Promethidiona, ale i Assuntę czy Fortepian Chopina. – Nagrała też złożone w darze na Jasnej Górze wiersze Komorowskiej, z których zrobiliśmy dwie piękne audycje poetyckie – uzupełnia pani Małgosia. Z pozostałymi aktorami: Sławą Kwaśniewską, Andrzejem Lajborkiem, Michałem Grudzińskim czy Zbigniewem Grochalem znała się jeszcze z czasów Polskiego Radia. – Oni wszyscy grają nieodpłatnie, a tłumaczą, że robią to dlatego, że mogą u nas zagrać coś, czego dziś próżno szukać w teatrze – kończy z dumą.
 
Pracoholicy w akcji
Jest pracoholiczką. Przygotowując się do rozmowy o Całunie Turyńskim poświęciła całą noc na przeczytanie o nim trzech książek. – Robię to, co lubię, więc mam wielkie szczęście – tłumaczy Katarzyna Zagórska, w radiu od trzech lat zastępca redaktora naczelnego, od ponad siedemnastu prezenterka i autorka audycji. Swoją funkcję określa mianem „służebności”: „Myślę programem dzisiejszym, tego tygodnia, ale i grafikami produkcji, realizacji, prezenterów, dziennikarzy. Patrzę na to wszystko, jak na mapę z lotu ptaka”. Śmieje się, że ma niesamowity komfort pracy: „Wystarczy mi telefon komórkowy, by sprawdzić co dzieje się w redakcji”. A dzieje się dużo. Na antenie obok nurtu konfesyjnego, coniedzielnych transmisji z mszy w poznańskiej katedrze, Ewangeliarza, rozmów o wierze nie brak miejsca na informacje, publicystykę czy audycje o zabarwieniu społeczno-kulturalnym. – Bogactwo Emaus widać też w różnorodności form. – Są słuchowiska, małe formy narracyjne czy powieści. Doceniają nas za nie, nie tylko słuchacze, ale i… inni radiowcy – zauważa. Duża w tym zasługa Kasi, która nacisk na poprawną polszczyznę i kulturę słowa kładzie w radiu na równi z wykładami, które ma dla studentów filologii na poznańskim UAM. Czy wyobraża sobie życie bez radia ? – Gdyby nie było Emaus, pracowałabym chyba na końcu świata…
 
Czynny całą dobę
Na koniec świata docierają za to… audycje radia Emaus. Zresztą już od ponad ośmiu lat, odkąd jako jedni z pierwszych w Polsce zaczęli swój sygnał nadawać przez internet. O szczegóły dopytuję określanego przez Kasię mianem „realizatorskiego cudotwórcy” – Wojtka Kawalca, który mimo braku wozu transmisyjnego realizuje program, korzystając z prywatnego auta. – Nasze relacje z Lednicy czy spotkań Taize słuchane są w USA, Australii, Afryce, Kazachstanie, Chinach czy Japonii – wymienia tylko te najdalsze realizator, który wraz z kilkoma innymi osobami radio archidiecezji poznańskiej (wtedy jeszcze nie Emaus) zakładał. Choć od tamtego czasu zrealizował setki tysięcy audycji, początki na os. Jagiełły pamięta doskonale: „Mieliśmy magnetofony kasetowe i odtwarzacze mini disc. Jingle grane były z dyskietek, a pierwsze reportaże sklejane na pożyczonym magnetofonie reporterskim i dyktafonie kasetowym. Do montażu służył wtedy domowy Technics, który miał fajny przycisk pauza”. Wojtek, wspomina też sprowadzone przez archidiecezję z Wielkiej Brytanii odtwarzacze CD i konsoletę oraz mikrofony, które mimo 18 lat wciąż służą radiowcom z ul. Zielonej. Gdy rozkręcał radio, „zielony” w sprawach realizatorskich wcale nie był. Z okresu pirackiego nadawania na poznańskich Ratajach zapadła mu w pamięci wizyta w domu panów z Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej, którzy dostali „cynka” o osiedlowym radiu: „Człowiek, który ich wysłał, pracuje teraz u naszego operatora stacji nadawczych i gdy tylko się widzimy zawsze z uśmiechem wspominam o tamtym zdarzeniu”. Wojtek „zielony” nie może być też w sprawach technicznych, bo jako koordynator działu technicznego, odpowiada za wszystkie cztery nadajniki radia. – Na balkonie mam specjalną antenę skierowaną na Leszno, Bolewice, Śrem i poznańskie Piątkowo, by na bieżąco monitorować parametry emisji – tłumaczy. O różnych porach dnia i nocy dopadają go czasem telefony. Tych może się jednak spodziewać, obserwując padający deszcz czy hulający wiatr: „Rodzina musiała się przyzwyczaić, że pracuję 24 godziny na dobę”.
 
Łyk zbożówki
Swój dyżur rozpoczyna od kuchni. – Bez kawy zbożowej nie siadam za konsoletę – śmieje się Kinga Kielich, wokalistka jazzowo-soulowa, która z poznańskim katolickim radiem związała się 17 lat temu. – Emaus nie popularyzuje wątpliwej jakości „hitów”, bo nasze radio nie dba o słupki słuchalności, tylko bierze odpowiedzialność, za wszystko, czym „częstuje” słuchacza – uściśla. To samo tyczy się słowa. A Kinga wie o tym doskonale, bo od czterech miesięcy przesiada się zza konsolety na drugą stronę szyby, by prowadzić na żywo pasmo w „Dobrym tonie”. Choć o swoich wpadkach pamiętać nie chce, to przekonuje, że „te potknięcia tylko utwierdzają słuchacza w przekonaniu, że nie słucha grającej szafy, a żywego radia”. Czy znakomitej wokalistki chrześcijańskiej, kompozytorki i autorki tekstów nie kusi, by od czasu do czasu zagrać coś swojego? – W radiu jestem radiowcem, na scenie muzykiem. Spoiwem jest tu dźwięk, a nie moja osoba – mówi stanowczo. A gdyby miała wybierać między radiem a sceną? – To tak jakby zapytać rodziców, które dziecko kochają bardziej. Z perspektywy widzę, że jestem skazana na ten zawodowy duet. Ale ten „wyrok” przyjmuję z otwartymi ramionami – uśmiecha się.
 
 „To ja zgaszę światło”
Jak będziemy w Emaus gasić światło, to pewnie zrobię to ja – jako ostatni – przyznaje Maciej Gładysz. W falach radiowych rozgłośni w Poznaniu zadebiutował 16 lat temu. – To była audycja o spotkaniu młodych w Paryżu, a ja jedyne co powiedziałem to swoje… imię i nazwisko – śmieje się dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy Radia Emaus. Codzienne serwisy, aktualizowane co godzinę i programy informacyjne wymagają dużego wyścigu z czasem, choć ostatnio te powstają we współpracy z Radiem Merkury. – Do serwisu wchodzą zwykle cztery informacje, a każda ma około 1,5 min. Na przygotowanie jednej trzeba czasem poświęcić nawet kilka godzin – zdradza kulisy warsztatu. Gdy dziennikarskiej pracy ma dość, sens w tym, co robi odnajduje, przypominając sobie telefon, który odebrał przed laty z hospicjum: „To było na moim dyżurze jeszcze na os. Jagiełły. Zadzwonił wolontariusz, który podziękował, za to, że dzięki nam na ustach jego pacjentów pojawia się uśmiech”.
 
Radiowiec
„Czasem żałuję, że nie do końca w radiu mogę być radiowcem i realizować to, co kryje się za jego duszą – bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem” – boleje ks. Maciej Kubiak, redaktor naczelny Emaus. Na szczęście dla niego i dla radia, ksiądz z mikrofonem to wcale nie jest rzadki widok. – Prowadziłem programy informacyjne, popołudniowe magazyny „Tu i teraz”, zdarzało się też zapowiadać… prognozę pogody. Zawsze zadaję sobie pytanie; czego słuchacz oczekuje i czego ma prawo oczekiwać od tego radia – zastanawia się, by po chwili sam ten dylemat rozwikłać: „Z naszego radia wyłania się pozytywny obraz chrześcijańskiego świata, a nie dostojnego, z balastem stereotypowych poglądów na Kościół”. Ten obraz zaszczepił najpierw w zespole, który od samego początku – czyli 23 marca 1995 r., zaczął dobierać. Sam o misji tworzenia rozgłośni archidiecezji poznańskiej dowiedział się od ówczesnego metropolity poznańskiego śp. abp. Jerzego Stroby, kilka miesięcy wcześniej. Dziś może słuchacze nie przynoszą placka, a dziennikarze kawałków ciasta, ale dobra atmosfera w pracy wciąż trwa. Dzięki niej na falach eteru można rozmawiać nawet na najtrudniejsze tematy, jak aborcja czy eutanazja, można też bez przeszkód ewangelizować nie zawsze będących blisko Kościoła słuchaczy w programach takich jak „Studnia Jakuba”. Bezcenne jest też aktywowanie społeczności parafialnych poprzez konkurs imienia ks. Bogusza Lewandowskiego – tragicznie zmarłego redaktora naczelnego radia w latach 2002–2005. Choć, jak podkreśla ks. Maciej, radio finansowane jest przez archidiecezję poznańską, a dodatkowe przychody ma z antenowych reklam, potrzeby wciąż są ogromne. – Na nowe wygłuszone studio czy sprzęt radiowy na razie nas nie stać, w pierwszej kolejności dbamy o pracowników, by otrzymali to, co się za ich pracę należy – mówi ksiądz Maciej, na osiemnastolecie życząc sobie jednego: „byśmy byli wierni swojej misji”.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki